Górnictwo: kopalnia Budryk w Ornontowicach pracuje normalnie, ale są szkody na powierzchni
fot: Jarosław Galusek/ARC
Konferencja będzie poświęcona poszukiwaniu nowych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa i ochrony istniejących oraz projektowanych obiektów budowlanych na terenach górniczych
fot: Jarosław Galusek/ARC
Służby kopalniane Budryka odebrały 108 sygnałów o silnym wstrząsie, do którego doszło 13 stycznia po godz. 14.30. W tym 45 zgłoszeń dotyczyło uszkodzeń m.in. budynków i mieszkań.
- Nasze służby rozeznały już część przypadków uszkodzeń. Już wiadomo, że nie doszło do uszkodzeń konstrukcji budynków. Weryfikacja pozostałych jest w trakcie – mówi Sławomir Starzyński, rzecznik Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której należy kopalnia Budryk.
Nie wiadomo, jak długo to potrwa, bo to zazwyczaj czasochłonne procedury. Do tej pory nie odnotowano uszkodzeń pod powierzchnią, tam gdzie prowadzona jest eksploatacja. To póki co wstępna i nieoficjalna ocena. Sprawę bada specjalny zespół, w skład którego weszli m.in. przedstawiciele GIG-u. Ustalone zostaną także przyczyny wstrząsu. Obecnie kopalnia pracuje normalnie, prowadzona jest w niej eksploatacja.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że wstrząs był silny, miał około 3,8 st. w skali Richtera. Z miejsca wstrząsu w rejonie ściany D2, pokład 358, gdzie w poniedziałek pracowała duża grupa górników (ponad 100 osób), sprawnie wyprowadzono całą załogę. Nikt nie został poszkodowany.
Informacje o odczuwalnych na powierzchni skutkach dochodziły do Trybuny Górniczej od czytelników m.in. z Katowic, Mikołowa, Chorzowa, Świętochłowic, Tychów, Zabrza, Rybnika.
W tym samym czasie co w Ornontowicach odnotowano wstrząs w należącej do PGG kopalni Wujek. Jak poinformował Tomasz Głogowski, rzecznik Polskiej Grupy Górniczej, siła tego zjawiska była jednak znacznie słabsza.
Poprzedni wstrząs w Budryku miał miejsce w czwartek, 9 stycznia, przed godz. 22. Z rejonu, w którym do niego doszło, wycofano załogę. Także wtedy nikomu nic się nie stało.