Energetyka: Nie stać nas na elektrownię jądrową i nie ma jej kto wybudować

fot: Maciej Dorosiński

Nie będzie atomu, można to stwierdzić na sto proc. - mówi prof. Władysław Mielczarski

fot: Maciej Dorosiński

Prof. Władysław Mielczarski, ekspert z zakresu energetyki z Politechniki Łódzkiej, uważa, że ze względu na konieczność zachowania bezpieczeństwa energetycznego, przez wiele lat będziemy zmuszeni do utrzymywania i dopłacania tak do elektrowni węglowych, jak i polskich kopalń węgla kamiennego i brunatnego. 

Czy spadek udziału węgla w produkcji energii elektrycznej z węgla poniżej 70 proc. w 2020 r. to coś, czego oczekiwaliśmy, czy nastąpiło tu przyspieszenie na rzecz OZE i gazu?

Jeśli chodzi o oczekiwania, to wszystko zależy czyje. W przypadku górników to raczej nie, a w przypadku Zielonych – to raczej tak. Sam udział węgla w produkcji energii nie jest jednak tak bardzo istotny, jak może się wydawać. Ważniejsze jest, jakie są moce zainstalowane, które korzystają z węgla. Elektrownie węglowe są jedynymi, które są w stanie pracować niezależnie od warunków atmosferycznych: wieje czy nie, świeci czy akurat pada deszcz lub śnieg. Nie da się zaradzić trendom, że mocno dotowane źródła odnawialne będą produkować coraz więcej energii. Ale one nie zapewnią nam bezpieczeństwa.

Czyli będziemy utrzymywać elektrownie węglowe i kopalnie?

Tak, i będziemy musieli do nich dopłacać, bo od tego zależy nasze bezpieczeństwo. Wszystko po to, by uniknąć takich sytuacji, jak niedawno w Teksasie, gdzie przestało wiać, a do tego przyszedł mróz. Firmy, które normalnie o tej porze roku miały rachunki za energię wysokości 30 tys. dol., musiały nagle zapłacić wielokrotnie więcej. Ten przykład pokazuje, jak niezwykle istotne jest zapewnienie ciągłości dostaw. Niezależnie od tego czy węgiel będziemy zużywać na co dzień, czy też z niego zrezygnujemy, to i tak musimy utrzymywać kopalnie i spalające go elektrownie.

Ile w miksie musi być węgla, by zapewnić to bezpieczeństwo? Czy istnieje jakaś bezpieczna granica?

Jeśli chodzi o elektrownie dyspozycyjne, to mamy do czynienia z trzema ich typami: węglowymi, gazowymi i jądrowymi. Tych ostatnich nie mamy. Ale gazowe i węglowe w sumie powinny stanowić co najmniej 50 proc. mocy produkcyjnych.

Rząd nadal zapewnia, że niebawem ruszy budowa elektrowni atomowej.

Nie będzie atomu, można to stwierdzić na sto proc. Powodów jest kilka. Po pierwsze, tak naprawdę nawet nie mamy od kogo kupić technologii, jeśli z góry - ze względów bezpieczeństwa - odrzucamy takich dostawców jak Rosja, Chiny i Korea. Zostają nam dwaj dostawcy: Stany Zjednoczone i Francja. W USA producentów elektrowni jądrowych praktycznie już nie ma. Z kolei francuskie firmy nie mają już mocy przerobowych, bo są zaangażowane w trzy ogromne projekty (m.in. u siebie i w Wielkiej Brytanii) i mają spore opóźnienia w ich realizacji. Koszty też poszły im ogromnie do góry. Więc nawet gdybyśmy bardzo chcieli postawić bloki jądrowe, to nie ma ludzi, ani mocy przerobowych. Te rozmowy o inwestycji w Polsce mają bardziej polityczne tło. To nie jest realne. Poza tym, po prostu nie mamy na to pieniędzy. Jeden blok to koszt 40 mld dolarów. Za tę kwotę można postawić 6 węglowych lub 10 gazowych bloków.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jak zagospodarować potencjał zlikwidowanej kopalni? Mają na to pomysł

Nieczynne szyby kopalniane zostaną wykorzystane jako system poboru i zatłaczania wód

Większość Polaków chce wyjechać na wakacje latem

Wyjazd na wakacje w lecie planuje 79 proc. Polaków, a połowa z nich nie opuści kraju - wynika z badania Polskiej Organizacji Turystycznej i Travelist. Uczestnicy badania szacują, że koszt wyjazdu w tym roku na jedną osobę wyniesie od 1001 do 2000 zł.

Transformacja ciepłownictwa w kierunku niższych emisji, przy stabilnych cenach ciepła?

Zmniejszenie poziomu emisji dwutlenku węgla przez sektor ciepłownictwa przy zachowaniu bezpieczeństwa dostaw ciepła i akceptowalnych cen dla odbiorców - to główny cel projektu uchwały o strategii ciepłownictwa, którego założenia opublikowano we wtorek.

Znieśli zakaz budowy nowych elektrowni jądrowych

Szwajcarski parlament zatwierdził zniesienie zakazu budowy nowych elektrowni jądrowych, obowiązującego od 2017 r. Kraj reaguje na przewidywany wzrost zużycia energii elektrycznej i obawy o bezpieczeństwo dostaw, zwłaszcza w miesiącach zimowych. Nie podjęto jednak jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej budowy nowych bloków.