Dunkelflaute męczy okrutnie, a kolejki w składach węgla rosną jak szalone

fot: Materiały prasowe

Koszt emisji CO2 jest tak wysoki, że dusi energetykę konwencjonalną i wypycha ją z rynku

fot: Materiały prasowe

Jak jest zima, to musi być zimno? No i jest, a do tego drogo. Ci, którzy używają do ogrzewania węgla i nie przewidzieli, że trzeba kupić go zawczasu więcej, ustawiają się teraz w kolejkach w składach opału w całym kraju. A ci, którzy poszli w nowoczesność, czyli pompy ciepła – płaczą nad wysokością rachunków za prąd. Kiedy za oknem zimowa aura, fotowoltaika i wiatraki pracują na ćwierć gwizdka, więc przed blackoutem kolejny i zapewne nie ostatni raz ratuje nas ten przeklęty, brudny węgiel.

Najpierw liczby. Polskie Sieci Elektroenergetyczne na stronie internetowej na żywo przedstawiają produkcję i przepływy mocy. I tak o godz. 11 we wtorek 27 stycznia zapotrzebowanie na moc kraju wynosiło 24 851 MW, a generacja – 23 667 MW. Elektrownie cieplne (w ponad 80 proc. węglowe, pozostałe na gaz) dawały nam 21 537 MW, wiatrowe – 151 MW, a fotowoltaiczne – 1888 MW.

– Produkcja energii z paliw kopalnych to obecnie 80 proc., a momentami jeszcze więcej. Te paliwa zdecydowanie ratują nas obecnie przed blackoutem. Wystarczy spojrzeć na aktualne dane. Wieczorem zapotrzebowanie sięga 25-26 tys. MW, a wszystkie źródła odnawialne razem dają raptem 2-3 tys. MW. Czyli realnie 80 proc. energii, którą konsumujemy, pochodzi z węgla i gazu. Z tego gaz stanowi jakieś 10-15 proc., więc sam węgiel odpowiada za jakieś 70 proc. całej bieżącej generacji. Bez niego mielibyśmy po prostu katastrofę – wyjaśnia prof. Władysław Mielczarski, ekspert z Politechniki Łódzkiej.

Jego zdaniem obecnie mamy typowy okres tzw. dunkelflaute (z niem. „ciemna flauta”). To czas długotrwałego, jednoczesnego braku wiatru i niskiego nasłonecznienia, powodujący drastyczny spadek produkcji energii z odnawialnych źródeł pogodozależnych (głównie wiatr i fotowoltaika). Zjawisko to jest jednym z największych wyzwań dla systemów elektroenergetycznych opartych w dużym stopniu na OZE, szczególnie w Europie Środkowej, w tym w Polsce.

Zjawisko dunkelflaute zdarza się corocznie, najczęściej w listopadzie i styczniu. Rzadziej niż 2-3 razy w roku w skali Europy, ale w Polsce każdy sezon zimowy przynosi co najmniej jeden dłuższy (5-10 dni) lub kilka krótszych epizodów. Przykłady z ostatnich lat? Najlepiej udokumentowany jest okres listopada 2024 r. (ok. 10 dni, 4-14 listopada). Generacja z wiatru spadła wtedy do ~19 MW (przy zainstalowanej mocy >10,5 GW, czyli <0,2 proc. mocy zainstalowanej). Udział OZE w zapotrzebowaniu: średnio 3,6 proc. (7-13 listopada); przed tym okresem ~27 proc. Podobny epizod miał miejsce też w listopadzie 2022 r. Produkcja z wiatru spadła wtedy do 30-50 MW (z ~9 GW zainstalowanych). OZE niemal nie pracowały przez kilka dni.

– Zainwestowaliśmy w 11 GW wiatru i 25 GW fotowoltaiki, a w typowy zimowy dzień bezwietrzny i pochmurny dostajemy ułamek tej mocy. I to nie jest przypadek – to cecha klimatu umiarkowanego. Nie da się schować do jaskini na kilka miesięcy w roku – wyjaśnia prof. Mielczarski.

Przypomina, że oficjalnie gaz ma zastąpić węgiel. Ale idą za tym poważne zagrożenia.

– To jest właśnie tzw. gazowa pułapka, o której coraz częściej pisze się w literaturze naukowej. Zużywamy rocznie około 18 mld m sześc. gazu – ledwo nam go starcza. Mamy jeden terminal LNG i jedną nitkę gazociągu z Niemiec, do tego dokarmiamy jeszcze Ukrainę (ok. 3,5 mld m sześc.). Drugi terminal może kiedyś powstanie, ale LNG nie wystarczy, żeby zastąpić węgiel na dużą skalę. A do tego dochodzi problem dystrybucji – biogazownie rolnicze są małe i podłączone na końcu sieci, więc nie rozwiążą problemu – podsumowuje.

Rozwiązaniem jest atom, ale w Polsce do niego droga daleka i wyboista, a przede wszystkim bardzo kosztowna. Na tę energię przestają się obrażać nasi zachodni sąsiedzi. W Niemczech politycy coraz częściej i głośniej mówią, że odejście od atomu było największym błędem.

– Skutek pójścia w OZE jest prosty – energia w Europie jest 2-3 razy droższa niż w Chinach czy USA. To zabija konkurencyjność. Niemieckie fabryki samochodów zamykają linie, przemysł ciężki ucieka. A wszystko dlatego, że politycznie narzucono szybkie odejście od najtańszego i najpewniejszego źródła, czyli węgla – mówi profesor.

Rozprawia się też z mitem, że węgiel truje.

– Nowoczesne elektrownie węglowe mają filtry, które wychwytują 99,9 proc. pyłów, siarkę, tlenki azotu. Największym źródłem smogu jest niska emisja – piece kaflowe, kominki w domach jednorodzinnych, stare kotłownie osiedlowe. W centrum miasta z ciepłownią węglową czy elektrociepłownią powietrze jest często czystsze niż na przedmieściach, gdzie ludzie palą byle czym – podsumowuje prof. Mielczarski

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Chorzów: Kolejne przejazdy pod estakadą zostaną otwarte 5 czerwca

Przejazdy pod estakadą w rejonie ul. Jana Faski i Pocztowej zostaną udostępnione kierowcom w piątek 5 czerwca - zapowiedział Urząd Miejski w Chorzowie. Otwarty zostanie również znajdujący się przy nich parking P2.

Spór o farmę fotowoltaiczną w Parku Śląskim. Chorzów blokuje inwestycję

Władze Parku Śląskiego chcą zbudować farmę fotowoltaiczną, która w przyszłości mogłaby rocznie dawać nawet do 2 mln zł oszczędności na opłatach za energię. Instalacja miałaby powstać na terenie, który od zawsze był zapleczem technicznym parku, ale ten plan został (na razie?) zablokowany przez miasto Chorzów.

Kryptonim „Wypadek”. Katastrofa w kopalni Mysłowice

4 lutego 1987 roku w kopalni Mysłowice w Mysłowicach miał miejsce tragiczny wypadek. Doszło tam do wybuchu metanu i pyłu węglowego, zginęło 19 górników, kilkudziesięciu zostało rannych. Przygotowaliśmy podcast o tej tragedii na podstawie materiałów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej w Katowicach. Zachęcamy do posłuchania.

Będzie wieża widokowa na Szlaku Węgla i Stali

W ramach programu Industrial Space na Szlaku Węgla i Stali pojawią się nowe obiekty. Jeden z nich zaplanowano w Jastrzębiu-Zdroju, w okolicach Zielonego Mostu. Stanie wieża widokowa w formie kopalnianego skipu.