Czy zabraknie węgla? Rynek wraca do czarnego paliwa, ale tanio nie będzie
Węgiel energetyczny wraca do łask. Po dwóch latach spadków, w sezonie 2026/27 Polska znowu będzie opierać bezpieczeństwo energetyczne na czarnym złocie. Fizycznego braku surowca nie będzie, ale dla odbiorców indywidualnych zapowiada się najdroższa zima od 2022 roku.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Ogrzewasz się węglem? Zrób zapas
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Węgiel energetyczny wraca do łask. Po dwóch latach spadków, w sezonie 2026/27 Polska znowu będzie opierać bezpieczeństwo energetyczne na czarnym złocie. Fizycznego braku surowca nie będzie, ale dla odbiorców indywidualnych zapowiada się najdroższa zima od 2022 roku.
Dane PGG pokazują skalę zwrotu. Pytanie tylko, na ile będzie od trwały? Liczby nie kłamią. Krajowe zapasy węgla stopniały z 12,6 mln ton w grudniu 2025 do 8,3 mln ton w maju 2026. Dopiero w czerwcu zaczęła się odbudowa hałd. W odpowiedzi największy producent zapowiedział zwiększenie wydobycia o 1 mln ton i sprzedaży o 3 mln ton powyżej planu.
Tę poważną lukę musi zasypać import
W pierwszym półroczu 2026 r. do Polski przypłynęło 3,06 mln ton węgla energetycznego – tyle, ile przez cały 2024 rok. To wzrost o 168 proc. rok do roku. Ponad połowa dostaw pochodzi z Kazachstanu, na drugim miejscu jest Kolumbia. To efekt globalnego trendu. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) popyt na węgiel w 2026 r. wzrośnie o 1,2 proc. do rekordowych 8,94 mld ton.
Powód jest prozaiczny – drogi gaz z powodu wojny na Bliskim Wschodzie. Jej końca nie widać. Eksperci mówią, że przeciągnie się co najmniej przez rok, a rynek paliw niekoniecznie wróci po jej zakończeniu do stanu poprzedniego. Surowiec zdrożał z ok. 40 euro za MWh w 2025 r. do ok. 60 euro obecnie, a końca podwyżej nie widać. Przyczyną są zaburzenia dostaw przez blokadę Cieśniny Ormuz w związku z konfliktem wywołanym przez Donalda Trumpa i Izrael. Wiele krajów, w tym europejskich, celowo przestawia bloki z gazowych na węglowe, by uniknąć skoku cen energii.
To samo robią gospodarstwa domowe
Właściciele domów z pompami ciepła i piecami gazowymi, którzy zachowali stare kotły węglowe, wracają do węgla w obawie przed rachunkami od nowego roku. Alternatywa w postaci pelletu zawodzi – jego cena również poszła w górę, a dostępność jest ograniczona w wyniki polityki Zielonego Ładu i pseudoekologicznych działaczy.
Na rynku są dwie narracje. Ekonomista Michał Hetmański z Fundacji Instrat wskazuje, że sierpniowe podwyżki o ok. 50 zł za tonę w PGG to efekt spekulacji przed sezonem i wzrostu cen na giełdach europejskich, a nie realnego niedoboru. Inaczej widzi to ekspert górniczy Jerzy Markowski – jego zdaniem na rynku brakuje krajowego węgla opałowego i rynek musi ratować się importem.
Energetyka dostanie surowiec w pierwszej kolejności
Dla systemu energetycznego ryzyko blackoutu węglowego jest niewielkie. Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu zakłada zużycie 28 mln ton w 2030 r. i energetyka dostanie surowiec w pierwszej kolejności.
Problem pojawi się na składach. Ceny na składach idą w górę. Jak przyznają sami sprzedawcy, część podwyżek to wykorzystywanie paniki przez pośredników.
Wniosek dla konsumenta jest jeden: węgla dla elektrowni nie zabraknie, ale taniego ekogroszku dla domu może zabraknąć. Kto może, powinien kupić surowiec jak najszybciej.