Czy Chiny zatrzymają światową gospodarkę? Mają taką moc
Międzynarodowa Agencja Energetyczna bije na alarm. W najnowszym raporcie o pierwiastkach ziem rzadkich i minerałach krytycznych IEA wylicza, że pełne wdrożenie chińskich ograniczeń eksportowych może zagrozić produkcji poza Chinami o wartości 6,5 biliona dolarów rocznie. To równowartość całej gospodarki Japonii i Niemiec razem.
fot: PZG
PZG
fot: PZG
Międzynarodowa Agencja Energetyczna bije na alarm. W najnowszym raporcie o pierwiastkach ziem rzadkich i minerałach krytycznych IEA wylicza, że pełne wdrożenie chińskich ograniczeń eksportowych może zagrozić produkcji poza Chinami o wartości 6,5 biliona dolarów rocznie. To równowartość całej gospodarki Japonii i Niemiec razem.
Problem nie leży w samym wydobyciu. Problem leży w rafinacji. Chiny kontrolują dziś ok. 85 proc. światowej zdolności rafinacji pierwiastków ziem rzadkich. Rok temu było jeszcze więcej, bo 90 proc. Nawet jeśli rudy wydobywa się w Australii, USA czy Afryce, to i tak trafiają one do chińskich hut. Świat powoli się budzi, ale ciągle zbyt wolno. Skutki mogą być dla gospodarki opłakane.
IEA wskazuje, że koncentracja łańcuchów dostaw stała się faktem nie tylko w przypadku REE. W przypadku niklu za 75 proc. wzrostu podaży produktów rafinowanych odpowiada Indonezja. W przypadku litu, kobaltu i grafitu kluczowego dla baterii - znów dominują Chiny.
"Ogromna wartość ekonomiczna zależy od stosunkowo niewielkich ilości surowców mineralnych, których łańcuchy dostaw pozostają silnie skoncentrowane i w związku z tym podatne na zagrożenia" - mówi Fatih Birol, dyrektor IEA.
Pierwiastki ziem rzadkie to 17 pierwiastków. Bez nich nowoczesna gospodarka nie istnieje. Są w magnesach do turbin wiatrowych, silnikach aut elektrycznych, satelitach, dronach wojskowych, smartfonach, laptopach i sprzęcie medycznym.
Scenariusz wojny handlowej 2.0
W zeszłym roku Pekin nałożył ograniczenia eksportowe na REE jako odpowiedź na cła USA. Efekt był natychmiastowy. Ceny neodymu i dysprozu poszybowały w górę, a fabryki w USA, Japonii i Europie zaczęły wstrzymywać linie produkcyjne.
"Chociaż stanowią one jedynie ułamek kosztów produkcji dla firm na całym świecie, nagłe wzrosty cen mogą zakłócić produkcję i handel" - ostrzega IEA.
Jeśli Chiny zdecydują się na pełny zakaz eksportu, najbardziej ucierpią:
- Motoryzacja i OZE
- Zbrojenia i kosmos
- Elektronika
Czy jest wyjście? Tak, ale czas ucieka
IEA proponuje konkretne rozwiązanie: wielostronne gromadzenie zapasów 11 materiałów "wysokiego ryzyka". Koszt początkowy to 9,2 mld USD. Roczne utrzymanie to kolejne 900 mln USD.
Rządy już zaczęły działać. USA i Malezja inwestują w własne rafinerie REE. Dzięki temu udział Chin w rafinacji spadł z 90 proc. do 85 proc. Jeśli planowane projekty ruszą zgodnie z harmonogramem, do 2035 roku udział może spaść do 70 proc. To postęp, ale za wolny.
Problem w tym, że budowa kopalni to 10-15 lat. Budowa rafinerii to 5-7 lat. A decyzja polityczna w Pekinie może zapaść w tydzień.
Co to oznacza dla Polski i Europy?
Unia importuje 98 proc. REE z Chin. Polski przemysł - od producentów AGD, przez automotive po zbrojeniówkę, na której rozwoju tak bardzo nam zależy i w który inwestujemy ogromne pieniądze - jest na pierwszej linii strzału.
Komisja Europejska w ramach Critical Raw Materials Act chce, by do 2030 roku 10 proc. wydobycia, 40 proc. rafinacji i 15 proc. recyklingu minerałów krytycznych odbywało się w UE. To ambitne, ale dziś jesteśmy daleko od tego celu. Ogranicza nas też zislona polityka unijna, droga energia.
Świat jest uzależniony od chińskich pierwiastków ziem rzadkich tak, jak 20 lat temu był uzależniony od rosyjskiego gazu. Różnica jest taka, że alternatywy buduje się dekadę, a nie rok. Jeśli Pekin użyje surowców jako broni, skutki odczujemy w każdym sklepie i w każdej fabryce. 9,2 mld USD na zapasy to mało w skali problemu. Bez tego "ubezpieczenia" zima geopolityczna może być dla przemysłu droższa niż zima energetyczna.