Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.50 PLN (0.00%)

KGHM Polska Miedź S.A.

356.65 PLN (+5.83%)

ORLEN S.A.

143.86 PLN (+2.03%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.92 PLN (+3.41%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.66 PLN (+1.73%)

Enea S.A.

21.68 PLN (+2.17%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (-2.06%)

Złoto

4 731.01 USD (-0.40%)

Srebro

86.93 USD (-0.08%)

Ropa naftowa

105.11 USD (+0.77%)

Gaz ziemny

2.93 USD (+0.17%)

Miedź

6.51 USD (+0.21%)

Węgiel kamienny

114.75 USD (+2.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.50 PLN (0.00%)

KGHM Polska Miedź S.A.

356.65 PLN (+5.83%)

ORLEN S.A.

143.86 PLN (+2.03%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.92 PLN (+3.41%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.66 PLN (+1.73%)

Enea S.A.

21.68 PLN (+2.17%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (-2.06%)

Złoto

4 731.01 USD (-0.40%)

Srebro

86.93 USD (-0.08%)

Ropa naftowa

105.11 USD (+0.77%)

Gaz ziemny

2.93 USD (+0.17%)

Miedź

6.51 USD (+0.21%)

Węgiel kamienny

114.75 USD (+2.00%)

Samo ukończenie każdego maratonu jest sukcesem

fot: Kajetan Berezowski

Leszek Mielcarek bez biegania czuje się niekomfortowo

fot: Kajetan Berezowski

Biegi katorżnika, o nóż komandosa, po schodach, do tyłu, wokół stołu pingpongowego, nordic walking, a do tego wszystkiego jeszcze maratony. Chyba nie ma na świecie drugiego górnika, który zaliczyłby w życiu tyle konkurencji, odnosząc przy tym sukcesy. Leszek Mielcarek z Bytomia po raz pierwszy pojawił się na łamach „Górniczej” prawie 20 lat temu. Do dziś nie daje za wygraną, podejmując kolejne wyzwania.

Był początek pierwszej dekady nowego wieku, gdy w naszym kraju na popularności zyskiwały biegi po schodach. W języku angielskim dyscyplina ta określana jest mianem tower running. A wszystko zaczęło się od słynnego drapacza chmur – Empire State Building w Nowym Jorku. Od początku swego istnienia przyciągał tłumy biegaczy usiłujących w jak najkrótszym czasie pokonać 86 pięter. Tego rodzaju zawody organizowane są również w naszym kraju. To Sky Tower Run we Wrocławiu oraz Bieg na Szczyt Rondo w Warszawie.

– Wrocławska impreza dopiero się rozkręcała, 2003 rok i początki moich sportowych pasji. Pomyślałem sobie, że spróbuję, a co mi tam. Trenowałem w bytomskich wieżowcach, następnie w katowickich „kukurydzach”. One mają mniej więcej tyle samo schodów, co 23-piętrowy budynek we Wrocławiu, miejsce dorocznych zmagań „schodziarzy”. Na treningu osiągnąłem super czas – około 2,30 sek., podczas gdy rekordziści na tym dystansie zaliczali przeciętnie 1,50 sek. Myślę sobie – coś z tego będzie – wspomina Leszek Mielcarek.

Oczekiwania biegacza ostudziła jednak rzeczywistość. Okazało się, że bieganie po schodach polega nie tylko na elastycznie stawianych krokach, lecz także na sprytnym łapaniu się poręczy. W tym celu uczestnicy biegu wyposażeni byli w specjalne, antypoślizgowe rękawice. Był problem, ale Leszek Mielcarek tanio skóry nie sprzedał. Rok później zakończył rywalizację na 18. miejscu z czasem 2 min. 23 sek. W 2005 r. zgłosił swój udział w zawodach o tytuł mistrza Europy w tej niezwykłej konkurencji. Wówczas pobiegł pod patronatem „Trybuny Górniczej” w koszulce z naszym logo. Bieg zakończył czasem 2 min. 17 sek. Został sklasyfikowany na piątym miejscu w kategorii najszybszych pięćdziesięciolatków Starego Kontynentu.

– Chyba najistotniejsze w tym wszystkim było umiejętne rozłożenie sił. Wystartowałem zgodnie z planem, czyli boso i w rękawicach. Przede mną biegł zawodnik reprezentujący inną kategorię, a za mną dwudziestoletnia zawodniczka z Warszawy. Pędziłem ile sił w nogach, tak, by mnie przypadkiem nie wyprzedziła. Czułem na plecach jej oddech. Tymczasem doganiałem już biegacza, który wystartował pół minuty przede mną. Pomyślałem, że mam dobry czas. Na ostatniej prostej zrobił mi miejsce. To się nazywa zagranie fair play. Podziękowałem mu za ten gest – opowiada dalej biegacz.

Podczas turnieju rozegranego w katowickim wieżowcu Altus w czerwcu 2006 r. zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej na ponad pięćdziesięciu startujących!

– To był fantastyczny bieg. Żeby było śmieszniej, jeszcze tego samego dnia rankiem w ogóle nie miałem zielonego pojęcia, że się odbywa. Przed południem startowałem w międzynarodowych zawodach Triada Trójkąta Trzech Cesarzy w Mysłowicach. Po powrocie do domu dowiedziałem się przypadkowo, że za dwie godziny w wieżowcu startują pierwsi uczestnicy. Byłem wykończony, ale sprężyłem się, zdążyłem z rejestracją i pobiegłem. Wrażenia niesamowite – dodaje.

Był to już okres, gdy Mielcarek zaliczał biegi niemalże hurtowo. W przeważającej większości były to prestiżowe maratony i półmaratony m.in. w Gnieźnie, Chojnicach, Rudawie i Toruniu. Uczestniczył także w „Sztafecie Orląt” z Namysłowa do Lwowa, której trasa wiodła przez Olesno, Lubliniec, Olkusz, Wieliczkę, Rzeszów i Przeworsk.

W 2008 r. raz jeszcze postanowił ścigać się po schodach w ramach mistrzostw Europy. Tym razem rozegrano je nie we Wrocławiu, a właśnie w katowickim Altusie.

– Obie trasy się od siebie różnią. We Wrocławiu jest 460 schodów. W Katowicach niecałe 90 więcej. Poza tym w Altusie stopnie są nierównomiernie rozłożone, co dodatkowo utrudnia konkurencję, ale znałem tę trasę i postanowiłem raz jeszcze spróbować. Przy czym zrezygnowałem ze startu boso i włożyłem adidasy – mówi.

Ostatecznie na mecie, zlokalizowanej na 30. piętrze wieżowca, zameldował się z czasem 3 min. 27 sek. jako drugi w kategorii pięćdziesięciolatków. Na prawie stu startujących w ogólnej klasyfikacji zajął 29. lokatę. To jego najlepszy dotychczasowy wynik w tej dyscyplinie.

Lecz schody to nie pierwsza i nie ostatnia dyscyplina biegowa, w której Leszek Mielcarek startował. Gdy dowiedział się, że komandosi z Lublińca organizują w pobliskim Kokotku Bieg o Nóż Komandosa, bez namysłu zdecydował się na udział.

– Organizatorzy od początku uczulali, że sprzęt, w którym pobiegniemy, będzie się nadawał do wyrzucenia. Ostrzegali też, żebyśmy zwracali uwagę jeden na drugiego, by uniknąć nieszczęśliwego wypadku. Warunki na trasie były po prostu podłe. Przebiegłem kilka metrów i straciłem wszystkich z oczu. To wyglądało tak, jakby nagle zapadli się pod ziemię. W rzeczywistości zawodnicy przede mną wpadli po pas do bagna, które trzeba było pokonać dowolną metodą. Najwięksi twardziele mieli z tym problemy. Nikt nie stracił jednak ducha walki. Wtedy byłem na mecie trzeci w swej kategorii i 36. w klasyfikacji ogólnej z wynikiem 1 godzina 10 minut i ze stratą zaledwie 5 minut do zwycięzcy biegu. Jak dla mnie świetny czas – wylicza.

Długodystansowiec rodem z Bytomia podkreśla, że już samo ukończenie każdego maratonu jest sukcesem.

– Taki bieg to potworny wysiłek, do którego należy być dobrze przygotowanym. Jeśli się komuś wydaje, że skoro biega rekreacyjnie, jeździ na rowerze bądź pływa, to w maratonie też zaliczy, jest w błędzie. Każda dyscyplina, każdy jej rodzaj, wymaga osobnego treningu. Inne partie mięśni pracują na wieżowcu, inne w maratonie. Swego czasu przypadł mi do gustu nordic walking. Wziąłem więc do rąk kijki i ruszyłem przed siebie. Dwa dni chodzenia, aż tu trzeciego dnia wzięły mnie mocne zakwasy mięśni. Bolało. Uświadomiłem sobie, że muszę zmienić styl treningu. Udało się. Na którychś z kolei zawodach powiedziano mi, że świetnie sobie radzę i mam dobrą technikę chodu. Namówiono mnie w końcu do startu w Mistrzostwach Polski w Gdańsku. Tam jest mekka polskiego nordic walkingu. Pojechałem i wszystkich zostawiłem w tyle. Zwyciężyłem! – śmieje się Mielcarek.

Od tamtego czasu bierze udział we wszystkich, nawet najbardziej zwariowanych dyscyplinach biegowych.

– Zdarzyło mi się wystartować w biegu wokół stołu pingpongowego. Ciekawe doświadczenie. Chodziło o liczbę okrążeń wykonanych w ciągu godziny. Liczyli je sędziowie, bo zawodnicy tracili rachubę. Brałem również udział w biegu do tyłu na dystansie 2,5 km. Też niezła zabawa. I znów liczyła się technika biegu – zauważa.

Jak powiada, bez biegania czuje się niekomfortowo.

– Muszę pobiec przynajmniej dwa lub trzy razy w tygodniu, tak po osiem kilometrów, albo więcej. Wtedy wiem, że żyję. Jestem wyluzowany. Swoje lata już mam, ale kariery nie kończę – zarzeka się Leszek Mielcarek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

POKAZ MODY KZ 21

Wielki piec i moda? To był bardzo udany wieczór. Zobacz ZDJĘCIA

Sobotnie wydarzenie to była zapowiedź nowej roli Wielkiego Pieca, który przechodzi transformację i już w przyszłym roku stanie się nową przestrzenią miejską dla sztuki, edukacji i spotkań społecznych. Na realizację tego zadania miasto pozyskało ponad 66 mln zł z Programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021–2027 oraz blisko 9,5 mln zł z budżetu państwa. Przypomnijmy - 9 maja odbył się pokaz mody inspirowany Wielkim Piecem Huty „Pokój”.

Można już zwiedzać strażnicę ogniową kopalni Saturn

Zabytkowy budynek straży ogniowej znajduje się przy ul. Dehnelów. Miasto przejęło go kilka lat temu. Koszt prac oszacowano na ponad 4 mln zł.

1758694244 wielki piec

Wielka moda i Wielki Piec? To ma sens

W najbliższą sobotę, 9 maja, o godz. 20.00 na placu Jana Pawła II w Rudzie Śląskiej – Nowym Bytomiu odbędzie się pokaz mody inspirowany Wielkim Piecem Huty „Pokój”. Autorką kolekcji „Alchemia Wielkiego Pieca” jest Joanna Decowska. Po prezentacji wystąpi Marcin Wyrostek z zespołem Corazon. Wydarzenie odbędzie się w ramach realizacji projektu „Wielki Piec Huty Pokój – Centrum Transformacji w Rudzie Śląskiej”. Wstęp wolny.

Bytomski Rozbark. Od pięknych kamienic po kopalnie węgla

„Śladami zabytków i górnictwa w Rozbarku”  - taki tytuł miała kolejna prelekcja bytomskiego historyka Tomasza Saneckiego. Jej tematem były piękne zabytkowe kamienice, postindustrialne obiekty po dawnych kopalniach węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także górujący nad dzielnicą neoromański kościół pw. św. Jacka.