Autonomiczne ściany w kopalniach. Najpierw wielkie obietnice, potem likwidacja spółki

Pisałem niedawno o kopalni Jan, czyli pierwszej zautomatyzowanej kopalni węgla kamiennego w Polsce. Kiedyś dużo się o niej mówiło, a ja, ucząc się pilotażu szybowca, zobaczyłem ją z powietrza gdzieś na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Pisałem niedawno o kopalni Jan, czyli pierwszej zautomatyzowanej kopalni węgla kamiennego w Polsce. Kiedyś dużo się o niej mówiło, a ja, ucząc się pilotażu szybowca, zobaczyłem ją z powietrza gdzieś na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

A potem kopalnia ta stała się wspomnieniem, choć wiele z wdrożonych w niej rozwiązań trafiło do całego naszego górnictwa podziemnego, nie tylko węglowego. Nie wrócono jednak do zautomatyzowanych ścian, takich jak ASI czy Besta. W międzyczasie nastąpił bowiem duży postęp w mechanizacji ścian wydobywczych i automatyzacja dostosowana do starszych maszyn po prostu nie mogła już być zastosowana. Zmian było zresztą więcej, bo ograniczono możliwość stosowania czujników izotopowych. Byliśmy także po niesłusznej stronie żelaznej kurtyny i niedostępny był dla nas światowy postęp w zakresie elektroniki oraz technologii komputerowych, co nie sprzyjało rozwojowi nowoczesnych rozwiązań. Dziś to wszystko razem nazywamy mechatroniką, czyli terminem, który pojawił się w dalekiej Japonii jeszcze w czasie, gdy działała kopalnia Jan (w 1969 roku).

W świecie myśl o automatyzacji ścian błąkała się przez lata, ale przeszkodą były koszty wdrażania dodatkowego wyposażenia, które musiało być dostosowane do pracy w podziemiach kopalń – w warunkach trudnych, przy zagrożeniach wybuchami pyłu czy gazów. Ponownie temat automatyzacji ścian wydobywczych pojawił się, już w tym stuleciu, w dalekiej Australii. Tam w znacznie lepszych warunkach górniczo-geologicznych można było stawiać znacznie wyższe wymagania wobec produktywności ścian mierzonej dobowym wydobyciem. Zwiększano moce maszyn, prędkości urabiania kombajnów ścianowych i wydajności przenośników. Nagle okazało się, że barierą wzrostu wydobycia zaczynają być ludzie, bo nie nadążają za maszynami.

Warto tu wskazać na ideową różnicę w postrzeganiu automatyzacji w różnych regionach świata: w trudniejszych warunkach europejskich miała ona przeważnie zastąpić człowieka ze względów bezpieczeństwa, natomiast w dalekiej Australii miała zwiększyć produktywność ścian, na co pozwalały już parametry maszyn i warunki naturalne. Tym, którzy znają warunki w polskich kopalniach węgla kamiennego, ściany w Australii mogą wydawać się niedościgłym marzeniem – oczekuje się tam wysokiego wydobycia i najlepiej prowadzi się je w poziomej, regularnie zalegającej (płaskiej, niepofałdowanej) ścianie z dobrym stropem.

Kiedy zaczynałem moją przygodę z górnictwem już ponad pół wieku temu, pisano, że kompleksowa mechanizacja ścian będzie efektywna w warunkach regularnego zalegania pokładu przy nachyleniu nieprzekraczającym 10 stopni. Pełną automatyzację można wprowadzić tylko przy pełnej kompleksowej mechanizacji. Ściany ASI i Besta, choć nazywane automatycznymi, wymagały także sporo ręcznej pracy, co wynikało z ówczesnych rozwiązań mechanizacyjnych.

Polska kopalnia to nie Australia. Dlaczego plany poniosły fiasko?

Dziś w polskim górnictwie węglowym stosujemy prawie wyłącznie ściany zmechanizowane (od kilku lat już tylko z zawałem stropu). Tym, którzy pracują w polskich ścianach, nie muszę pisać, ile tam jeszcze czynności wykonuje się ręcznie, zwłaszcza w rejonie skrzyżowania ściany z chodnikami. Więc kiedy kilkanaście lat temu ktoś rzucił hasło o autonomicznej ścianie, najpierw się śmiałem, a potem przeanalizowałem problem. Trzeba dodać, że ściana autonomiczna to według naukowych definicji taka, która… prowadzi się sama. Człowiek tylko zdalnie nadzoruje proces wydobycia. Plan był ambitny, zapowiedzi szumne, a realizacja? Nigdy nie nastąpiła. Dziś nie ma już nawet spółki JSW Innowacje, która miała pilotować ten temat.

Wracając do polskich i australijskich warunków: popełniłem kiedyś artykuł o naukowych ambicjach, w którym wskazywałem, że w australijskim górnictwie generalnie unika się prowadzenia ścian w strefach zaburzonych, w tym w uskokach. Powodem jest przede wszystkim świadomość, że ściana w zaburzeniach nie będzie wydajna, a sprzęt ulegnie przyspieszonemu zużyciu. U nas uznano kiedyś, że przechodzenie ścianą przez uskok o tzw. zrzucie nieprzekraczającym połowy miąższości (grubości) pokładu jest uzasadnione i celowe.

Elementy automatyzacji ścian lub rozwiązania zbliżające nas do niej były jednak w naszych kopalniach stopniowo wdrażane – i nie były to wyłącznie rozwiązania importowane. Wreszcie pojawiła się zapowiedź uruchomienia zautomatyzowanej ściany w jednej z naszych kopalń. I dziś jestem bardzo ciekaw, jak ta ściana pracuje.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej

Jesień w Tatrach. Czas na spokojniejszy wypoczynek w Bukowinie Tatrzańskiej

Jesień w Tatrach ma swój wyjątkowy rytm. Wakacyjny gwar powoli cichnie, na szlakach robi się spokojniej, a górskie krajobrazy nabierają złotych, rudych i czerwonych barw. Przy dobrej pogodzie widoki potrafią zachwycić jeszcze bardziej niż latem, a chłodniejsze powietrze sprzyja spacerom i dłuższym wędrówkom.