Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?
Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Amfetamina w kiełbasie, alkohol w pomarańczy, dopalacze w termosach. To fragmenty z raportów służb bhp zakładów górniczych z całej Polski.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem.
Ja powiem Wam, że jeszcze przed 2011 r. miałem kilka razy wątpliwości, czy z moimi pracownikami nie dzieje się coś niedobrego. Dla przykładu nie zapomnę Bartka, który trafił do kopalni zaraz po technikum górniczym. Dobry humor to go nie opuszczał. Ze wszystkiego się śmiał. Z początku myślałem, że przynosi na szychtę alkohol. Kilka razy kazali mu nawet na moje polecenie dmuchnąć w alkomat już po robocie, ale za każdym razem moje podejrzenia okazywały się nietrafione.
Pamiętam też Romka. Były takie dni, że potrafił pracować jak szalony. Dosłownie oczy z orbit mu wychodziły. No i Rysiu. Ten to do pracy przychodził w cienkiej koszulce, mimo że na dworze temperatury były minusowe. Za jakiś czas okazało się, że policjanci znaleźli przy nim 400 gramów marihuany, a podczas rewizji w mieszkaniu jeszcze trochę więcej. Pojawiło się wówczas takie powiedzenie, że starsi górnicy piją alkohol, a młodsi biorą narkotyki. Ci starsi pociągają sobie tabakę, młodsi amfę.
Pamiętam, jak z piętnaście lat temu za problem wziął się KGHM. Było to niedługo po incydencie z górnikiem, który nie wyjechał po zmianie na powierzchnię. Okazało się, że zasnął pod ziemią. Miał ponad 2,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Za podobne incydenty z alkoholem za jednym zamachem zwolniono 11 ludzi. A co powiecie na sytuację, w której dwóch górników zrobiło sobie wyścigi ładowarkami po korytarzach? Badanie alkomatem nie wykazało, że są pijani. Dostali po naganie i dalej pracują. Niespełna 3 prom. alkoholu w wydychanym powietrzu miał pewien maszynista wyciągowy. W takim stanie pojawił się w pracy!
Amfetamina w kiełbasie, alkohol w pomarańczy, dopalacze w termosach. To fragmenty z raportów służb bhp zakładów górniczych z całej Polski. Sekcje zwłok przeprowadzone w dwóch przypadkach zgonów nagłych w kopalniach w 2022 r. dowiodły, że zażywali środki psychotropowe w postaci amfetaminy i metamfetaminy. Do roboty przychodzili trzeźwi, a na powierzchnię wyjeżdżali naćpani. I jak tu pilnować, skoro pracownik wnosi na teren kopalni pomarańcze, do których wcześniej wstrzyknął alkohol lub też pęto kiełbasy zaprawione amfetaminą?
Górnik tańczący w podziemnym wyrobisku przy wprowadzonej w ruch maszynie
Widziałem nawet film będący w dyspozycji nadzoru górniczego. Obraz został zarejestrowany przez monitoring kopalniany. Widać na nim górnika tańczącego w podziemnym wyrobisku przy wprowadzonej w ruch maszynie. Jeszcze przed pandemią zaczęto zastanawiać się nad stworzeniem programu, który pomógłby skutecznie zwalczać zjawisko narkomanii w górnictwie i innych zakładach przemysłowych w zgodzie z obowiązującym prawem. Z poparciem tej inicjatywy mieli wystąpić m.in. lekarze, psychiatrzy, psycholodzy i terapeuci. Powstał nawet wstępny zarys programu działań profilaktycznych i edukacyjnych w tym zakresie. Nie wiem, co z tym dalej. Wygląda na to, że żadnych działań nie kontynuowano, a szkoda. Bo górnik przystępujący do pracy przy braku trzeźwego umysłu może doprowadzić do tragedii. Najskuteczniejsza byłaby walka wypowiedziana osobom nieodpowiedzialnym przez samą załogę.
Dużą rolę ma do wykonania w tym względzie dozór. Cóż jednak z tego, skoro pracownicy wolą czasami udawać, że nie widzą kolegi, który swym zachowaniem zdradza, że być może znajduje się pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Ja nigdy tego rodzaju zachowań nie tolerowałem. Kiedyś przyszedł do mnie górnik po prośbie, żeby go do roboty przyjąć z powrotem. Dwa razy wpadł na pijaństwie. Powiedziałem: nie. Bratku, do górnictwa się nie nadajesz. Jak siebie zabijesz, to będzie pół biedy, ale jak inni przez ciebie zginą, to sobie nie wybaczę – powiedziałem mu prosto w oczy.
* Tekst z cyklu „Z notatnika sztygara Onderki”