Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Przenośnik taśmowy

fot: Bartłomiej Szopa/ARC

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Pamiętam, jak ludzi wypuściliśmy na świadczenia, a trzy miesiące później musieliśmy zmienić system pracy kopalni z trzyścianowego na dwuścianowy. Z centrali szybko jednak przyszła informacja, że do trzyścianowego będzie trzeba wracać. Dano nam na to dwanaście miesięcy. Ilu piekarzy, dekarzy i fryzjerów przyjęliśmy wówczas do pracy, tego już nie pamiętam dokładnie, ale całkiem sporo. Na oddział szkoleniowy trzeba było przesunąć doświadczonych kolegów z produkcji, żeby tych nowicjuszy w szybkim tempie uczyć górniczego fachu. Trochę ich się po dwóch tygodniach wykruszyło, ale większość poszła potem do oddziałów. 

Wiecie, co mi się wówczas w oczy rzuciło? To, że oni bardzo chcieli dostać się do pracy na kopalnię. Zdarzało się, że do pracy wracali byli pracownicy kopalń, którzy jakiś czas temu sami się zwolnili. Tacy to byli w cenie! Oferty płacowe też były niczego sobie. A teraz? No ja się pytam, jak jest teraz? 

Wiem, jaka jest sytuacja, ponieważ mam syna, który pracuje na jednej ze śląskich kopalń. Do roboty w kopalni kandydatów nie ma, bo przez prawie dekadę wmawiano społeczeństwu, że to jest profesja bez przyszłości. Niedawno przedstawiciele dozoru górniczego spotkali się z kierownictwem jednej ze spółek węglowych, aby omówić bezpieczeństwo pracy w kontekście kwalifikacji załóg, odejść na urlopy górnicze oraz utrzymania obiektów i wyrobisk wentylacyjnych. Ja tam optymistą nie jestem, nie wierzę, żeby sytuacja z fryzjerami i piekarzami się jeszcze kiedykolwiek powtórzyła. To nie te czasy. Ale dziś cofnę się wspomnieniami do moich dawnych lat, kiedy tak bardzo spieszono się ze szkoleniami nowo przyjętych kandydatów do pracy w kopalni. 

Kolega, który kierował oddziałem, dostał takiego przeszkolonego. Kowalczyk się nazywał. Do roboty był pierwszy. No to nic, tylko się cieszyć z takiego. Tydzień popracował i… Już zapewne wiecie, do czego zmierzam. W ten feralny piątek na zmianie „D” rozpoczynającej się o godz. 0.30 Kowalczyk, ślusarz oddziału MD-2, otrzymał zadanie przeprowadzenia kontroli i konserwacji przenośnika taśmowego typu MIFAMA w przekopie taśmowym. Ok. godz. 1.30 poinformował on pracownika oddziału G-1 obsługującego ten przenośnik, aby go nie uruchamiał, gdyż zamierza wykonywać prace przy napędzie. Tuż przed godziną 3.00 ślusarz zezwolił na uruchomienie przenośnika, po czym poszedł do warsztatu mechanicznego zlokalizowanego w pobliżu. 

Przenośnik został uruchomiony i bez przerwy pracował prawie przez godzinę. I teraz sobie wyobraźcie taką sytuację. Kowalczyk, nie informując nikogo, wyszedł z warsztatu i udał się w kierunku napędu przenośnika. Przebywając pod konstrukcją trasy przenośnika będącego w ruchu, prawdopodobnie wykonywał czynności mające na celu prawidłowe zabudowanie osłony czołowej napędu i nagle został pochwycony przez nieosłoniętą i obracającą się rolkę odciskową taśmy dolnej. Nie muszę Wam mówić, co się dalej działo z Kowalczykiem. Nikt jednak o wypadku nie miał pojęcia. Dopiero 45 minut po fakcie w rejonie napędu przenośnika przechodziło dwóch metaniarzy, którzy zauważyli poszkodowanego ślusarza i zatrzymali ruch przenośnika.

Co było przyczyną nieszczęścia? Naturalnie wykonywanie czynności konserwacyjnych przy osłonie czołowej napędu przenośnika podczas jego ruchu, a także niewystarczająca dla osłonięcia rolki odciskowej wysokość osłony czołowej bębnów napędowych. Wtedy o tym nie mówiono, ale Kowalczyk był zaledwie miesiąc po szkoleniu. Jeszcze przed rokiem pracował jako fryzjer. Oby podobne przypadki nigdy już nie miały miejsca. Kaj

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej

Jesień w Tatrach. Czas na spokojniejszy wypoczynek w Bukowinie Tatrzańskiej

Jesień w Tatrach ma swój wyjątkowy rytm. Wakacyjny gwar powoli cichnie, na szlakach robi się spokojniej, a górskie krajobrazy nabierają złotych, rudych i czerwonych barw. Przy dobrej pogodzie widoki potrafią zachwycić jeszcze bardziej niż latem, a chłodniejsze powietrze sprzyja spacerom i dłuższym wędrówkom.

Wernisaż fotografii kopalni "Wujek"

Zapraszamy na wernisaż wystawy fotografii Agnieszki Kowalczyk „Zanim pójdziesz dalej, należy się pożegnać”. Odbędzie się on 30 września 2026 r. o  godz. 17.00 w siedzibie Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka”.

Morze bez tłumów. Bałtyk poza wakacyjnym sezonem

Bałtyk poza sezonem ma zupełnie inny rytm. Bez wakacyjnego tłoku, kolejek i pełnych promenad łatwiej zwolnić, odpocząć i naprawdę poczuć nadmorski klimat. Wiosną i jesienią morze przyciąga przede wszystkim tych, którzy szukają spokoju, przestrzeni i kilku dni z dala od codziennego pośpiechu.