Z ambony nie prawi morałów

Kto poluje na zwierza, ten nie strzela do pierza. Eugeniusz Bugla lubuje się w polowaniach na odyńce, byki i rogacze. Na ambonie nie znosi towarzystwa. Jest myśliwym-samotnikiem.

Tata urodził się pod lasem. No i posłał mnie do szkoły leśnej. Po dwóch latach zawodówki w Ustroniu wyjechałem do Warcin w byłym Koszalińskiem do Technikum Leśnego – wspomina.
Ale ze świeżym dyplomem nie przywdział zielonego munduru i nie ruszył do lasu z dubeltówką na ramieniu.

– Byłem 5 lat poza domem. Kiedy wróciłem do Żor, natychmiast zaczęło mnie ścigać wojsko. Górnictwo, wiadomo, reklamowało poborowych. Aby się więc wymigać, zacząłem pracować jako magazynier na placu drzewnym w kopalni „XXX-lecia PRL”, czyli dzisiejszym „Pniówku”. Po 4 latach przeniosłem się do rybnickiego Przedsiębiorstwa Robót Górniczych. Ożeniłem się i trzeba było pomyśleć o samodzielnym domu. W PRG były i lepsze zarobki i większe widoki na mieszkanie. I tak zleciało mi w tej firmie 30 lat. Zrazu w roli tzw. zaopatrzeniowca, a od kilku lat – kierownika Działu Logistyki – opowiada, jak „ugrzązł” w dzisiejszym Konsorcjum Przedsiębiorstw Robót Górniczych i Budowy Szybów SA.

Mistrzowskie oko

Eugeniusz Bugla nie zdołał jednak przywrzeć do biurka. Ucieczką niezmiennie pozostaje las. Z Warcin wyniósł nie tylko jego profesjonalną znajomość i świadectwo, potwierdzające zdanie egzaminu łowieckiego. Ba, w tamtejszym technikum zdobył mistrzostwo Polski w tzw. pojedynku strzeleckim. Celnością z kbks-u zdystansował wówczas wszystkich kolegów ze szkół rolniczo-leśnych z całego kraju. Nade wszystko jednak pozostały szkolne przyjaźnie. Na styku województw Pomorskiego, Kujawsko-Pomorskiego i Wielkopolskiego wciąż mało jest leśniczówek, nie zasiedzianych przez kolegów z technikum. Jeden z nich, Roman Chabowski wprowadził Buglę do Wojskowego Koła Łowieckiego „Cis” w Warszawie.

– Za gołębia – śmieje się myśliwy z Rybnika i zaraz wyjaśnia: – Gołębie pocztowe mój tata lotował już za Niemca. Byłem więc do nich przywiązany od małego. I tak zostało do dziś. Trzymam i lotuję około 120 tych ptaków. Roman zakładał swoją hodowlę 30 lat temu. Wtedy, wiadomo, śląskie gołębie były najlepsze. Dostał ode mnie rozpłodowego samczyka. W rewanżu wkręcił mnie do koła „Cis” – opowiada Bugla.

W kole z kosmonautą

Trzeba wiedzieć, że „Cis”, to nie byle co. Koło ma 4 obwody łowieckie: leśne między Rzeczenicą i Czarnem w Pomorskiem oraz Białe Błota koło Bydgoszczy, a także 2 typowo polne w Mazowieckiem. Ale jego osobliwością jest skład członków koła. Z około 100 zrzeszonych w nim myśliwych, przeszło 80 to oficerska śmietanka, zaś pozostali – to leśnicy. Eugeniuszowi Bugli zdarzyło się więc spotkać na polowaniu m.in. kosmonautę, generała Mirosława Hermaszewskiego. Do koła należy również Waldemar Pawlak. Kiedy jednak na polowanie przyjeżdża wicepremier, wstęp na łowisko jest ściśle reglamentowany. Ale też Bugla z góry zastrzega się, że w lesie wcale nie szuka zażyłości z wpływowymi ludźmi.

O trzeciej nad ranem

– Bardzo rzadko bywam na tradycyjnych, listopadowych polowaniach w dniu św. Huberta, z pełną oprawą, czyli takich z nagonką, psami, pokotem, hejnałem trębaczy i wspólnym ogniskiem. Zdecydowanie wolę samotnie stanąć na ambonie o trzeciej nad ranem i obserwować zwierzynę wychodzącą o brzasku na żer. To jest dla mnie prawdziwa uciecha, emocje i odpoczynek – opowiada o swoich upodobaniach.

Myśliwy z Rybnika przekonuje, że nie tkwią w nim jakiekolwiek „krwiożercze” instynkty.

– Poluję tylko w ramach odstrzałów redukcyjnych, czyli na tę ilość zwierzyny, która przekracza tzw. pojemność łowiska. Nie strzela się przy tym do wszystkiego, co nawinie się w celownik. Zanim myśliwy pociągnie za cyngiel sztucera, obserwuje, ocenia kondycję zwierzęcia, wiek, itd. Nie poluje się, przykładowo, na reproduktory w stadzie. Każde trofeum jest oceniane przez specjalną komisję, która – w przypadku naruszenia myśliwskiego kodeksu – nakłada na winowajcę wieloletnie kary karencji – wyjaśnia.

Sztucery i cały myśliwski ekwipunek Eugeniusz Bugla od 32 lat pakuje pod koniec lipca. Z rodziną wyjeżdża wtedy na 3-4 tygodnie w okolice Rzeczenicy, opodal Szczecinka. Od 20 lat Buglowie nie muszą już zresztą korzystać z gościnności przyjaciół-leśników. W miejscowości Zalesie kupili tanio popegeerowskie mieszkanie, które stało się ich letnią bazą.

– W końcówce lipca i w sierpniu przypada akurat przerwa między lotami starych i młodych gołębi. Jednocześnie o tej porze roku poluje się na przelatki, wycinki i odyńce, czyli dziki w różnym wieku, oraz na rogacze. Na początku września odbywają się rykowiska jeleni. Wtedy prowadzi się selekcyjne odstrzały byków – wyjaśnia niuanse urlopowego kalendarza.

Mięso bez cholesterolu

W ciągu przeszło 30 lat na łowiskach Eugeniusz Bugla zgromadził imponującą kolekcję myśliwskich trofeów.

– Mam już około 70 porostków kozłów i 25 wieńców byków. Dzików strzeliłem przeszło setkę. Największy odyniec miał 165 kg – wymienia.

Tusze upolowanych zwierząt trafiają do punktu skupu. Pieniądze z kolei – do koła łowieckiego, a stamtąd – do rolników w ramach łowieckich odszkodowań. Tylko niewielką część upolowanej dziczyzny myśliwy zachowuje dla siebie. Ta trafia w ręce jego żony Stefanii, profesjonalistki z zakresu technologii żywienia. Wyczarowuje z niej prawdziwe rarytasy.

– Dziczyzna jest bardzo zdrowym mięsem, bo nie zawiera cholesterolu – zachwala pani Stefania i długo wymienia kompozycje przypraw, którymi traktuje rolady z dzika i jelenia, faszerowane pieczenie, kiełbasy...

Kapusta koniecznie z grzybami

Do rolad musi być, oczywiście, kapusta i to koniecznie z grzybami. A wysyp grzybów też zwykle wypada na okres polowań. Zbiera je cała rodzina.

– Zdarzały się dni, kiedy w czwórkę nazbieraliśmy w trzy godziny 80 kg grzybów. Normalnie po 2-3 wiadra. Na miejscu je suszymy, marynujemy... – cieszą się z leśnych bogactw.
Po zejściu z ambony i grzybobraniu Eugeniusz Bugla od czasu do czasu wybiera się jeszcze z wędkami nad brzeg Jeziora Szczytno. Zdarza się to jednak coraz rzadziej, bo jezioro wyraźnie przegrywa z kłusownikami. Woli więc bliższe wyprawy nad Zalew Rybnicki.

– W tutejszym zbiorniku złowiłem największe okazy. Sum miał 15 kg, tołpyga – 45 kg, sandacz – 9 kg, szczupak – 12 kg – wymienia z wyraźną satysfakcją w głosie. Ale ważniejszy dla niego jest las. – Bez lasu pewnie już bym nie żył. Las to ruch, odpoczynek, adrenalina – przekonuje 54-letni myśliwy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W kopalni będzie akcja poszukiwawcza kombajnu ścianowego

W zabrzańskiej kopalni szykuje się sensacja! Już w poniedziałek 15 czerwca w podziemiach kopalni Guido zaplanowano akcję poszukiwawczo-rekonesansową. Jej celem będzie potwierdzenie, czy pozostawiono tam element prototypowego kombajnu ścianowego KDS-1 w wyrobiskach dawnej Kopalni Doświadczalnej Węgla Kamiennego M-300.

A po szychcie na motocykl. Oto górnicza załoga

Grupa 30 pracowników Zakładu Górniczego Janina, których łączy zamiłowanie do motocykli, uczestniczyła w kolejnym integracyjnym wyjeździe. Tym razem bazą był Karpacz Górny.

Wkrótce festiwal Kierunek GZM. Weź udział w mikrowyprawach po Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii

Przejście przez Wrota Piekieł, kajakowa wyprawa o zachodzie słońca, przejażdżka kultowym „ogórkiem”, zwiedzanie podziemnych schronów i średniowiecznych zamków czy retro potańcówka – to tylko część atrakcji, które przygotowano dla uczestników kolejnej edycji festiwalu Kierunek GZM, który odbędzie się w dniach 26-28 czerwca 2026 r.

TOP 6 nieoczywistych propozycji na Industriadę 2026. Poleca dr Adam Hajduga

Przed nami kolejna Industriada, czyli święto Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Odbędzie się w dniach 13 i 14 czerwca 2026 roku, a tegorocznym motywem przewodnim są „Twarze przemysłu”. Industriada zagości w 50 obiektach i nie sposób odwiedzić je wszystkie. Wspólnie z dr. Adamem Hajdugą - współtwórcą festiwalu, wiceprezydentem Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego i dyrektorem instytucji kultury „Szyb Staszic” w Tarnowskich Górach – przygotowaliśmy TOP 6 nieoczywistych propozycji na Industriadę 2026.