Dalecy kuzyni wielkanocnego zajączka

Królik nie zając, nie ucieknie – zwykł mawiać Jan Chudy z Katowic-Kostuchny, hodowca tych przemiłych, futerkowych zwierzaków.

Trudno nie przyznać mu racji, bo królik – daleki kuzyn zająca – rzeczywiście do kicania specjalnie się nie pali, choć tylne skoki ma niemal identyczne. Czując niebezpieczeństwo daje zwyczajnie nura do swej kryjówki i tylko doświadczony hodowca wie, jak go stamtąd bezpiecznie wydobyć.

Jan Chudy, z zawodu matematyk, przepracował w szkolnictwie górniczym ponad trzydzieści lat. Był też trenerem lekkoatletyki w górniczym klubie Ziemowit Lędziny. Królami zainteresował się jeszcze dzieciństwie, lecz dopiero w latach 80., zaraz po sprowadzeniu się do Kostuchny, miał dla nich więcej czasu. Obecnie w jego niewielkiej zagrodzie jest dla zwierząt miejsca wiele. Pokojowo współżyją tu psy, koty, kury i króliki kilku ras.

– Postanowiłem spróbować i z perspektywy lat powiem, że nie żałuję. To był dobry pomysł. Wiele okazów z mojej hodowli zdobywało mistrzowskie tytuły na wystawach. Do dziś zresztą biorą w nich udział. Mam obecnie ponad sto sztuk królików i jestem z nich wszystkich dumny – przyznaje Chudy.

Katowicki hodowca zgromadził na swym koncie wiele sukcesów, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Jest wśród nich czempionat zdobyty w Lipsku za kolekcję białych królików duńskich, których hodowla w Polsce jest prawdziwą rzadkością, są także liczne trofea przywiezione z Czech za wspaniałe, długowłose rexy i barany francuskie – charakteryzujące się pierzastym futrem. Na ostatniej, marcowej wystawie w Pszczynie Jan Chudy zaprezentował piękne króliki rasy holenderskiej oraz srebrzysto-żółte.

Z królikami jest podobnie jak z psami i kotami. Żeby mogły uczestniczyć w konkursach i wygrywać je, muszą mieć udokumentowane pochodzenie i być czyste rasowo. Na pierwszy rzut oka trudno jednoznacznie stwierdzić, czy dany król należy do szlachetnego rodu. Zadbane wywierają bowiem na obserwatorze zawsze to samo, miłe wrażenie. Nie protestują, gdy chce się je pogłaskać, chętnie pozują do fotografii i i dają dużo ciepła, zwłaszcza, gdy trzyma się je na rękach. Ale uwaga! Królik potrafi bardzo zaciekle bronić swojego terytorium.

Moda na króliki przywędrowała do nas zza oceanu kilkanaście lat temu i w wielu środowiskach trwa do dziś. – Jak ktoś lubi króle, to niech je trzyma w domu. Musi jednak liczyć się z tym, że zwierzak szczekać, ani aportować nie będzie. Jedyne, czego będzie go można nauczyć, to porządek. Zwłaszcza barany francuskie bardzo łatwo przyswajają sobie zasady dobrego wychowania. Mają też ambicję podporządkowywania sobie innych zwierząt domowych, psa bądź kota, z którymi toczą nieustanne boje.

Co ciekawe – o ile w Polsce z Wielkanocą kojarzą się nam raczej zające, to we Włoszech i Francji właśnie królik stanowi ów symbol rodzącej się do życia przyrody. Jego białe mięso jest także istotnym elementem świątecznego menu.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.

Scorpions i wielki rekord. PreZero Arena Gliwice świętuje 3 miliony odwiedzających

PreZero Arena Gliwice powitała swojego trzymilionowego gościa – poinformowali zarządzający halą. Stało się to w czwartek, 23 lipca 2026 r., podczas koncertu hard rockowej grupy Scorpions.

Bił rekordy w drążeniu przodków, napisał list do braci górniczej. Władza bezlitośnie go wykorzystała

- Zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje dr Adam Frużyński, historyk górnictwa.