Bił rekordy w drążeniu przodków, napisał list do braci górniczej. Władza bezlitośnie go wykorzystała

- Zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje dr Adam Frużyński, historyk górnictwa.

fot: Andrzej Bęben/ARC

Wincenty Pstrowski zapoczątkował w Polsce ruch stachanowski

fot: Andrzej Bęben/ARC

- Zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje dr Adam Frużyński, historyk górnictwa.

Rębacz z kopalni Jadwiga w 1947 r. ogłosił w prasie list otwarty do górników, w którym wzywał do współzawodnictwa pracy. Następnie wezwał do współzawodnictwa innych górników. Wierzył, że w ten sposób zostanie przyspieszona odbudowa zniszczonego wojną kraju.

Tragiczna ofiara systemu czy bohater?

W latach realnego socjalizmu górnictwo stanowiło podstawą gospodarki socjalistycznej i bez tej dziedziny gospodarki trudno było wyobrazić sobie codzienne życie. O tamtych czasach chętnie opowiada dr Adam Frużyński, pracownik Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. Interesujące są zwłaszcza przytaczane przez niego fakty związane z historią kopalni Jadwiga, a później Pstrowski, związanej z postacią Wincentego Pstrowskiego.

- Pstrowskiego zwykłem określać go mianem „pierwszego socjalistycznego świętego”. W rzeczywistości Wincenty Pstrowski był postacią tragiczną, produktem tzw. epoki przodowników pracy – wskazuje historyk.

Rębacz z kopalni Jadwiga w 1947 r. ogłosił w prasie list otwarty do górników, w którym wzywał do współzawodnictwa pracy. 

Pisał w nim m.in. „Od maja ubiegłego roku pracuję jako rębacz na kopalni „Jadwiga” w Zabrzu. W lutym br. wykonałem normę 240 proc., wyrąbując 72,5 m chodnika. W kwietniu wykonałem normę 293 proc., wyrąbując 85 m chodnika. W maju dałem 270 proc., wyrąbując 78 m chodnika”. „Kto da więcej niż ja?” – rzucił wyzwanie. 

Górnicza brać nie darzyła go wielką sympatią 

Po jego śmierci popularne stały się powiedzonka „Gdy chcesz trafić na Sąd Boski, pracuj tak jak Wicek Pstrowski oraz „Wincenty Pstrowski, górnik ubogi, przekroczył normę, wyciągnął nogi”. Stał się ofiarą komunistycznej propagandy.

- Kilkakrotnie, już po jego śmierci, władze PRL próbowały wskrzesić ideę socjalistycznej pracy, ale z marnymi efektami, za to w siłę rosła sama kopalnia Pstrowski, która w latach 70-tych ub. stulecia aspirowała do miana jednej z najlepszych. Był czas, gdy zatrudniała 9 tys. pracowników. Najgłębszy szyb Gigant, dziś należący do CZOK, liczył 830 m, a najgłębszy poziom miał 1160 m. Jeszcze w 1977 r. kopalnia wydobyła 3,6 mln t węgla! – opowiada Adam Frużyński.

Z jego książki „Zarys Dziejów Górnictwa Węgla Kamiennego w Polsce” dowiadujemy się, że w latach 1970-1975 górnictwo otrzymało od państwa kwotę 64 mld zł na inwestycje. Budowano nowe szyby, pogłębiano stare, uruchamiano nowe poziomy wydobywcze, instalowano maszyny i urządzenia. Były one jednak coraz droższe, a to powodowało większe wydatki na remonty i amortyzację. Wydobycie rosło. W 1979 r. osiągnęło poziom 201 mln t przy zatrudnieniu 367 tys. pracowników. Na eksport w latach 70. trafiało nawet 41 mln t węgla rocznie!

- W tamtych czasach wydatki na górnictwo były chyba większe niż na zbrojenia. Węgla nie oszczędzano i fatalnie nim gospodarowano – zwraca uwagę historyk górnictwa.

Żadna władza nie potrafiła uporać się z restrukturyzacją branży

Powstawały na przemian zjednoczenia, wspólnoty, zrzeszenia, centra, mnożyły się byty, malała rentowność kopalń i spółek. Górnictwo dobiły w latach 90. ustalane odgórnie ceny surowca. W końcu – jak przyznaje Frużyński - aby wydobyć jedną tonę węgla trzeba było zainwestować dwie tony tego surowca. Powstawały grupy przestępcze wyłudzające węgiel na odroczone terminy spłat. Władza traciła kontrolę nad sytuacją.

Warto wiedzieć, że jeszcze do 2000 r. polskie kopalnie węgla kamiennego przy zatrudnieniu 150 tys. pracowników wydobyły 101 mln węgla, z czego na eksport skierowano 23,6 mln ton. Najwięcej węgla sprzedano do Niemiec, Dani, Finlandii, Francji, Austrii, Wielkiej Brytanii, Włoch, Czech ma Słowację i do Ukrainy. Mim niskich cen surowca utrzymywano eksport, gdyż krajowy popyt był zbyt mały. Zysk ze sprzedaży węgla wyniósł wówczas… 2,5 zł za tonę, a górnictwo zarobiło 283 mln zł – zaznacza dr Adam Frużyński.

To nie pomyłka. Jak wynika z archiwalnych materiałów sejmowych, do których dotarliśmy, "w 1999 r. nastąpiło pogorszenie wyników finansowych górnictwa. Pojawiły się negatywne trendy w sytuacji ekonomiczno-finansowej, czego przyczyną był drastyczny spadek przychodów górnictwa na skutek spadku sprzedaży węgla i spadku jego cen. Zwłaszcza w I połowie 1999 r. Natomiast w 2000 r. górnictwo osiągnęło dodatni średni jednostkowy wynik ze sprzedaży węgla w wysokości 2,37 zł/t, podczas gdy w programie rządowym zakładano, że ten wynik będzie wynosić  2,5 zł/t."

To wszystko powodowało to, że górnictwo musiało być dotowane i tak już zostało do dziś, choć powody są nieco inne.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zatrudnienie w górnictwie poniżej 68 tys. etatów. Od początku roku zmalało już o 4 tys. miejsc pracy

Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu w branży górnictwa węgla kamiennego w Polsce w dniu 31 maja br. zatrudnionych było 67 427 osób.

Pogórniczy teren stanie się łąką. GIG-PIB zazielenia hałdę

Główny Instytut Górnictwa – Państwowy Instytut Badawczy bada roślinność na hałdzie Północ w rybnickich Jankowicach.

Wskażą kierunki dalszego rozwoju odpowiedzialnego i innowacyjnego górnictwa

Trwają przygotowania do 6. edycji konferencji naukowo-technicznej „Tradycje i Innowacje  w Górnictwie”. Dolny Śląsk  stanie się centrum debaty o bezpieczeństwie surowcowym kraju. 

Zabrzańskie górnictwo chce na listę UNESCO. Mieszkańcy mogą pomóc

Muzeum Górnictwa Węglowego pracuje nad wpisem na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zaprasza mieszkańców na spotkanie w tej sprawie.