Dyspozytor ruchu w jastrzębskiej Zofiówce od lat jest miłośnikiem modeli kolejek

fot: ARC

Leszek Wala w swym domowym warsztacie kolejowym wyczarowuje kolejne modele lokomotyw i wagonów

fot: ARC

Lokomotywy Leszka Wali gwiżdżą, świecą światłami, puszczają iskry spod kół, a nade wszystko jeżdżą zgodnie z rozkładem jazdy. Dyspozytor ruchu w jastrzębskiej Zofiówce od lat jest miłośnikiem modeli kolejek w skali H0 oraz członkiem Stowarzyszenia Miłośników Kolei.

- Wystarczy blacha trawiona, nowe srebro, a za nakładkę posłuży oryginalne zdjęcie wagonu, pomniejszone i odpowiednio opracowane za pomocą programu komputerowego. Tak powstaje mój tabor – opowiada Leszek Wala, który nie tylko kolekcjonuje modele wagonów i lokomotyw, ale także je konstruuje.

Dopiero co wrócił z lokomotywowni w czeskim Bohuminie, gdzie dokładnie „zbadał” lokomotywę EP 09. Zdjął z niej wymiary i nagrał sygnały, które wydaje. Niebawem zabierze się za budowę jej modelu w skali 1:87. Znając precyzję konstruktora można spodziewać się wszystkiego, czyli istnych cudów na szynach. Jego parowozy dymią prawdziwą parą, a ruszając wydają charakterystyczne dźwięki. Z kolei elektrowozy mrugają światłami i dudnią łomotem podnoszonych pantografów.

- Dźwięki zaimplementowane są do dekoderów. Wydobywają się automatycznie w zależności od wykonywanej przez maszynę pracy. Proszę się skupić – zachęca Leszek Wala.

Nadstawiam ucha i słyszę charakterystyczny metalowy dźwięk.

- To odgłosy pracy sprężarek przeplatane stukiem zaworu bezpieczeństwa, charakterystyczne dla modelu lokomotywy SU42. Został on wykonany przy współpracy z firmą, która obecnie modernizuje lokomotywę. Miałem przyjemność rozmawiać z jej konstruktorem. Nie miał uwag do mojego modelu - podkreśla miłośnik kolejek.

Duże wrażenie robi także model lokomotywy Ty42-24. To parowóz odrestaurowany przez Towarzystwo Ochrony Zabytków Kolejnictwa i Organizacji Skansenów w Pyskowicach. Po polskich szlakach kolejowych jeździł za czasów PRL-u.

- Mój model powstał na bazie fabrycznego. Pracowałem nad nim prawie dwa lata. Dopracowałem każdy, nawet najmniejszy szczegół, łącznie z armaturą kotła. Niektóre elementy odlewane były metodą złotniczą - zachwala konstruktor.

Parowóz posadowiony na torach powolutku rusza z miejsca. Obficie przy tym bucha dymem i gwiżdże.

Miłośnicy kolejek, tacy jak Leszek Wala, kierują się żelazną zasadą – kolekcjonują tylko takie modele lokomotyw i wagonów, które kiedyś były w eksploatacji, bądź jeżdżą po torach obecnie. Dla przykładu jednostka motorowa SN61 aktualnie stacjonuje w Skansenie w Hrabówce. Jej miniaturka znajduje się w kolekcji jastrzębskiego hobbysty. Podobnie jak skład pociągu IC Chrobry relacji Szczecin-Warszawa Wschodnia.

Jest też druga zasada kolejkowych hobbystów. Jeśli już budują wspólną makietę, nigdy jednocześnie nie wprawiają w ruch pociągów z różnych epok. A makiety budować potrafią, przeogromne, z całym mnóstwem zwrotnic, bocznic, semaforów i stacji.

- Działamy w grupach. Na wystawę każdy przynosi część swojej makiety. Błyskawicznie łączymy je w jedną całość, a potem jest już czas na wspólną zabawę – wyjaśnia Wala.

Na widok mknących po torach modeli widzowie wzdychają: ech i och, lecz mało kto wie, że organizacja takiego ruchu to nie lada sztuka. Uczestnicy kolejkowej zabawy mają z góry podzielone role. Jedni są maszynistami, inni dyżurnymi ruchu. Pociągi zaś kursują według ustalonego rozkładu.

- Strach pomyśleć, co byłoby, gdybym nie zatrzymał składu na czerwonym świetle. Mogłoby dojść do zderzenia i uszkodzenia drogiego modelu – tłumaczy jastrzębski konstruktor modeli pociągów.

Chwilę ciszy przerywa wysoki ton gwizdka jednej z lokomotyw stojących na makiecie. To znak, że można rozpocząć manewrowanie. Nad prawym zderzakiem zapala się białe światełko. Spod kół sypią się iskry, spalinowóz cofa się, zmienia tor i po chwili zatrzymuje się ponownie przed semaforem. Niby z jakiego powodu? No tak, musi przepuścić skład IC Chrobry. Na jego czele mknie sztandarowy elektrowóz PKP o dumnej nazwie Husarz. Jest na co popatrzeć.

Zabawa w kolej to swoista podróż donikąd, która potrafi zawrócić w głowie młodszym i starszym. Już w marcu będzie można spotkać się z Leszkiem Walą i grupą miłośników kolei podczas pokazu modeli w sosnowieckim Technikum Kolejowym. We wrześniu zaś w gliwickiej Arenie swoje makiety rozłożą hobbyści z całego kraju. Niektóre zajmą 200, 300, a nawet 500 m. Toż to będzie jazda!

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nie pozwolą zapomnieć o orkiestrach górniczych

Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu podsumowuje projekt „Dźwiękowej Akademia Dziedzictwa Górniczego”.

Dziedzictwo górnicze i lokalna tożsamość. Jak trzeba o nie dbać?

W Muzeum Saturn w Czeladzi zainaugurowano cykl szkoleń „Górnicza tożsamość Zagłębia”, skierowany do kadr kultury i edukatorów kulturowych. Program poświęcony jest wykorzystaniu dziedzictwa przemysłowego w działalności edukacyjnej i kulturalnej oraz opiera się na doświadczeniach Muzeum Saturn związanych z ochroną i popularyzacją dziedzictwa Zagłębia Dąbrowskiego.

Oto kolejna edycja projektu „Pamiętniki kobiet z rodzin górniczych”. I zaproszenie do Muzeum Saturn

Po raz drugi pod egidą Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, a po raz szósty w całej historii projektu, zapraszane są wszystkie panie, związane z branżą górniczą, do napisania lub nagrania swoich wspomnień. Już 18 września zaplanowano spotkanie pamiętnikarskie w Muzeum Saturn w Czeladzi.

„Ślad przemysłu”, czyli analogowa opowieść o Śląsku. Zaprasza PGG

Co zostaje po przemyśle, kiedy milkną maszyny, wygasają piece, a miejsca, które przez dziesięciolecia tętniły życiem, zaczynają się zmieniać? Ślad. Ślad w architekturze, w stalowych konstrukcjach, szybach kopalnianych, torach, halach i opuszczonych obiektach. Ale przede wszystkim – ślad w pamięci.