To jest sport tylko dla twardzieli

fot: ARC

Adam Drosdek przygotowuje się do swej pierwszej zawodowej walki pod okiem trenera Sebastiana Szuta (z prawej) w klubie Ronin Tychy

fot: ARC

Kolejny górnik Polskiej Grupy Górniczej staje do walki zawodowej, tym razem w boksie tajskim. Mowa o Adamie Drosdku z ruchu Piast kopalni Piast-Ziemowit. Bokser odlicza już godziny dzielące go od wyjścia na ring. Obiecuje walkę do ostatniego tchu.

Niski, krępy, szybki i pewny siebie – można by rzec: urodzony bokser. Adam trenuje od ośmiu lat. W szkole – jak wspomina – czuł się nieco ociężały.

- Rosłem, rosłem i tak jakoś było mi nieswojo. Postanowiłem potrenować na siłowni, ale w końcu uznałem to za zbyt monotonne. I wówczas kolega zaproponował mi wizytę w Klubie Sportowym Ronin w Tychach. To był dobry pomysł. Trenuję tam od ośmiu lat. Cieszę się z postępów – mówi młody bokser.

Szara codzienność
W trakcie szkolnych lat dobrze godził naukę ze sportem. Trochę trudniej było po przyjęciu do pracy w bieruńskim zakładzie górniczym. Musiał chodzić na zmiany. To wymagało sporego samozaparcia. Nadszedł jednak okres kryzysu w branży górniczej. W efekcie łączenia oddziałów jego brygada się rozpadła. Udało mu się wówczas trafić do V brygady, pracującej tylko na nocną zmianę.

- To mi bardzo odpowiada. Po nocce krótki odpoczynek i marsz na trening. Elementy wytrzymałościowe, czyli siłownia, potem bieg, bo trzeba dbać o kondycję, no i walka z partnerem – to taka szara codzienność, czasami coś się zmieni, żeby nie było zbyt monotonnie. Ja mam w sobie dużo energii i muszę coś z nią zrobić. Trening musi trwać minimum 2 godziny - tłumaczy Adam Drosdek i przyznaje, że po wyczerpującym treningu czasem się nie chce pójść do roboty. Ale wyjścia nie ma.

- Sam sobie to narzuciłem, więc muszę teraz wytrzymać. Najważniejsze to się dobrze wyspać, nie spożywać słodyczy i żadnych produktów przetworzonych, zero alkoholu i tłuszczów – wylicza, opisując swą dietę.

Adam ma świetny bilans oficjalnych walk jak na tak młodego zawodnika. 11 starć wygrał, 4 zakończyły się sukcesem rywala. Ma już na swym koncie mistrzostwo Śląska, po które sięgnął przed trzema laty. Nie zaliczył też żadnej poważniejszej kontuzji. Cóż, wszystko przed Adamem. Kontuzje w takim sporcie jak boks tajski, zwany też muay thai – sztuką ośmiu kończyn - zdarzają się bardzo często. Zawodnicy częstują się nawzajem ciosami zadawanymi pięściami, kolanami, za pomocą goleni i łokci. I to z jak największą siłą! A to dlatego, żeby w jak najszybszym czasie posłać rywala na deski. Dla widza boks tajski to z pewnością widowiskowa uczta, ale zarazem bardzo brutalna. Walki rozgrywane są w niewielkim ringu, w poszczególnych kategoriach wagowych. Obejmują 4 rundy po 2 minuty każda. Prawdziwą sztuką jest umiejętność zadawania niskich kopnięć okrężnych, zwłaszcza bolesnego kopnięcia w udo.

Nie myśli o kontuzjach
Najbardziej o Adama boi się o jego mama.

- Z początku mi odradzała, ale z czasem, gdy zacząłem znosić do domu puchary i dyplomy, trochę zmieniła zdanie. Poza tym wiadomo, matka. Trzeba to zrozumieć, uszanować, ale też twardo stanąć do następnej walki – opowiada.

Ze względów bezpieczeństwa walki amatorów odbywają się z użyciem specjalnych ochraniaczy na zęby, golenie, krocze, tułów i łokcie oraz rękawic bokserskich. W odmianie zawodowej rezygnuje się z ochraniaczy, z wyjątkiem krocza i zębów, a także z koszulek. Wszystkie walki odbywają się bez obuwia.

- Nie myślę o kontuzjach. Co ma być, to będzie. Jestem twardy. Wytrzymam ból – zapewnia Adam.

21 października br. młody górnik z Piasta stoczy swoją pierwszą walkę zawodową na ringu w Wiśniowej Górze pod Łodzią. Pierwotnie jego przeciwnikiem miał być Łukasz Bartnik z Lublina, ale walkę odwołano. Adamowi wyznaczono nowego przeciwnika, w wadze do 81 kg.

- Pójdę na to, a co mi tam. Będę musiał do tego czasu zrzucić pięciokilową nadwyżkę. To się da zrobić. Trzeba pić dużo wody i zmniejszyć ilość jedzenia – zapowiada.

W pierwsze zawodowe zwycięstwo swego podopiecznego wierzy trener Sebastian Szut.

- To niesamowicie ambitny i pracowity chłopak. Nieraz musiałem go powstrzymywać, tłumaczyć, żeby uważał na siebie, bo trening ma też swoje granice – wspomina.

Adam Drosdek liczy teraz na doping kolegów z kopalni.

- Niech tylko chłopaki z V oddziału trzymają za mnie kciuki, a cały ring będzie mój – stawia sprawę jasno.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Politechnice Śląskiej zabrzmiało Gaudeamus

Prof. dr hab. inż. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej: - Przyszłość nie jest miejscem, do którego kiedyś dotrzemy. Przyszłość jest czymś, co wspólnie tworzymy. Dla uniwersytetu technicznego to stwierdzenie ma znaczenie szczególne. 

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów.