Związki zawodowe zaniepokojone sytuacją w PKW

Związki zawodowe działające w Południowym Koncernie Węglowym są zaniepokojone sytuacją w firmie związaną ze spadkiem wydobycia i spadkiem przychodów – poinformowała śląsko-dąbrowska „Solidarność”.

Szefowie ośmiu związków działających w PKW SA, w tym "Solidarności", skierowali do Jana Kurpa, przewodniczącego Rady Nadzorczej PKW SA pismo z wnioskiem o pilne spotkanie w tej sprawie.

- Wydobycie za 9 miesięcy tego roku jest o ok. 20 procent niższe od zakładanego. W liczbach bezwzględnych oznacza to, że wydobyto o ok. 800 tys. ton węgla mniej, niż planowano. Taki spadek wydobycia oznacza spadek przychodów, a to z kolei grozi opóźnieniem realizacji dwóch ważnych i niezbędnych inwestycji w kopalniach. Jesteśmy coraz poważniej zaniepokojeni o przyszłość firmy – mówi Waldemar Sopata, przewodniczący "Solidarności" w PKW SA.

- W naszej ocenie sytuacja jest bardzo zła, a w najbliższym czasie, przy takim zarządzaniu, może stać się dramatyczna - czytamy w piśmie skierowanym przez związkowców do szefa RN PKW SA.

- Nasze spotkania z zarządem i rozmowy nie przynoszą efektu. Cały czas słyszymy, że w przyszłym roku się poprawi, ale na razie nic na to nie wskazuje. Dlatego chcemy spotkać się z szefem Rady Nadzorczej. Liczymy na jego interwencję – dodaje Sopata.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.