Związki negocjują z zarządem Kompanii Węglowej podwyżki płac
W razie fiaska negocjacji 7 stycznia we wszystkich kopalniach tej największej górniczej spółki ma rozpocząć się strajk generalny. Związkowi liderzy deklarują, że mimo zbliżenia stanowisk, groźba strajku jest nadal tak samo realna jak przed rozpoczęciem rozmów.
Przed negocjacjami pracodawca proponował górnikom podwyżkę płac w tym roku średnio o 11 proc., a o wyrównaniu za zeszły rok w ogóle nie chciał rozmawiać. Związkowcy domagali się 14 proc. w tym roku i jednorazowego świadczenia za rok ubiegły, np. w średniej wysokości 1000 zł na osobę.
Obie strony deklarowały, że są gotowe do kompromisu. Zachęcał do niego także gospodarz spotkania, wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk. Negocjacje toczą się w ramach Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego, działającej przy wojewodzie.
Szef górniczej \"Solidarności\" Dominik Kolorz zastrzegał, że to do zarządu należy pierwszy krok w kierunku kompromisu. Prezes Kompanii Grzegorz Pawłaszek zapewniał, że firma przygotowała dla związkowców nowe propozycje.
Rzeczywiście, podczas kolejnych przerw w toczących się za zamkniętymi drzwiami negocjacjach informowano o możliwości zwiększenia tegorocznego wzrostu płac, najpierw do 12,7 proc., potem 13,5 proc., wreszcie do 14 proc., w których zawiera się również jednorazowe świadczenie w wysokości 300, 650 i 1.150 zł w zależności od stanowisk pracy, a ponadto wyrównanie dysproporcji płacowych między poszczególnymi kopalniami.
Ta propozycja nie zadowoliła jednak związkowców, którzy domagali się także wyrównania za rok ubiegły, niezależnie od 14-procentowego wzrostu w tym roku. Związki wyliczyły, że średnio 14 proc. wzrost realnie oznacza jedynie ok. 9 proc., bo wskaźnik wzrostu jest konsumowany m.in. przez wyższe stawki, jakie otrzymują pracujący w weekendy, wyższe odprawy emerytalne, nagrody jubileuszowe itp.
Strona społeczna złożyła więc własną propozycję, zakładającą średni wzrost płac o ok. 17 proc., z czego 2 proc. miałoby pochodzić z rezerwy, jaką Kompania przewidziała na zaszłości płacowe z lat ubiegłych. Rezerwa ta miałaby być rozdysponowana na tzw. dopłaty do dniówek.
Według szefa górniczej \"Solidarności\" Dominika Kolorza, wieczorem sporną kwotę stanowiło około 100 zł netto. Związkowcy chcieliby bowiem, aby górnicy pracujący w ścianach, przodkach i wyrobiskach dostali podwyżkę w wysokości ok. 440-450 zł \"na rękę\", pozostali pracownicy produkcyjni (dołowi i przeróbki węgla) ok. 340 zł, a inni ok. 280-300 zł. Jak mówił Kolorz, według propozycji Kompanii byłoby to ok. 100 zł mniej.
Przedstawiciele Kompanii niechętnie mówili o swoich propozycjach podczas trwania negocjacji, nie wymieniali też - w przeciwieństwie do związkowców - kwot netto. Według rzecznika spółki Zbigniewa Madeja, przy zróżnicowaniu podwyżek, 14-procentowy wzrost wynagrodzeń oznaczałby ponad 16,3 proc. podwyżki dla najciężej pracujących górników, co daje średnio ponad 780 zł brutto.
Według przedstawicieli spółki, spełnienie żądań związkowców kosztowałoby spółkę ok. 670 mln zł i spowodowałoby wielomilionowe straty zarówno w tym, jak i w przyszłym roku. Koszt własnej propozycji firma wyliczyła na ponad 550 mln zł, ale wówczas miałaby w tym roku ponad 20 mln zł zysku, jeżeli potwierdzą się prognozy dotyczące głównie wielkości sprzedaży i cen węgla.
Podczas rozmów związkowcy wskazywali zarządowi Kompanii, gdzie szukać pieniędzy na podwyżki. Ich zdaniem np. prognozy wielkości sprzedaży węgla, a tym samym i przychodów firmy, są zaniżone co najmniej o 1 mln ton. Deklarowali przy tym, że nie chcą podwyżek płac kosztem inwestycji, których wartość szacowana jest w tym roku w Kompanii na ok. 950 mln zł.
Kompania Węglowa to największa górnicza firma w Europie i największy krajowy dostawca węgla energetycznego. W tym roku dostarczy go elektrowniom ok. 20,5 mln ton. Trwający powyżej trzech tygodni strajk mógłby spowodować kłopoty z zaopatrzeniem elektrowni w węgiel. 17 grudnia kopalnie Kompanii stanęły na całą dobę, co spowodowało ok. 43 mln zł strat. Cały miniony rok spółka - jak się szacuje - zamknęła stratą rzędu 45 mln zł.