Zrezygnował z pracy w kopalni, postawił na karierę akademicką
Swoją zawodową karierę rozpoczął w kopalni Dębieńsko w Czerwionce-Leszczynach, zaliczając kolejne stanowiska kierownicze, aż do zastępcy głównego inżyniera energomechanicznego. W obliczu likwidacji zakładu zdecydował się na diametralną zmianę charakteru pracy. Roboczy drelich zamienił na garnitur, a kilofek na kredę. Tak wyglądały początki kariery naukowej dr. hab. inż. Jana Kani, dziś znakomitego nauczyciela akademickiego zajmującego się problematyką górnictwa. Jego wychowankowie dwunastokrotnie triumfowali w prestiżowym Studenckim Turnieju Wiedzy Górniczej, w ramach Szkoły Eksploatacji Podziemnej w Krakowie.
fot: Kajetan Berezowski
Dr hab. inż. Jan Kania ze swoimi studentami
fot: Kajetan Berezowski
Swoją zawodową karierę rozpoczął w kopalni Dębieńsko w Czerwionce-Leszczynach, zaliczając kolejne stanowiska kierownicze, aż do zastępcy głównego inżyniera energomechanicznego. W obliczu likwidacji zakładu zdecydował się na diametralną zmianę charakteru pracy. Roboczy drelich zamienił na garnitur, a kilofek na kredę. Tak wyglądały początki kariery naukowej dr. hab. inż. Jana Kani, dziś znakomitego nauczyciela akademickiego zajmującego się problematyką górnictwa. Jego wychowankowie dwunastokrotnie triumfowali w prestiżowym Studenckim Turnieju Wiedzy Górniczej, w ramach Szkoły Eksploatacji Podziemnej w Krakowie.
Był październik 2000 r. Dla mieszkańców gminy Czerwionka-Leszczyny decyzja o likwidacji zakładu, zatrudniającego blisko 2,5 tysiąca osób, była ogromnym ciosem. Zakład mógł jeszcze z powodzeniem przez lata fedrować bardzo dobrej jakości węgiel koksujący. Lecz cóż, restrukturyzacja górnictwa trwała w najlepsze.
– Po osiemnastu latach pracy musiałem sobie znaleźć nowe zatrudnienie. Miałem w kieszeni dyplomy dwóch wydziałów Politechniki Śląskiej: Mechaniczno-Technologicznego i Górniczego. Byłem też absolwentem studiów podyplomowych na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. To szczęście, że kopalnia bardzo mocno współpracowała z jednostkami badawczo-rozwojowymi i uczelniami. Otrzymałem propozycję z Politechniki Śląskiej, aby rozpocząć przewód doktorski. I po pozytywnej obronie otrzymałem pracę na Wydziale Górnictwa i Geologii. To było takie mocne przejście od praktyki do teorii – sięga pamięcią wstecz dr hab. inż. Jan Kania.
Górnictwo na dobre i na złe
Początki – jak dalej przyznaje – do łatwych nie należały. Świeżo upieczony pracownik naukowy musiał przygotować się do prowadzenia zajęć z zakresu mechaniki i wytrzymałości materiału.
– Mówi się, że praktyka i teoria nie mają wiele wspólnego. Jest w tym jakaś prawda. Ja jednak oceniam tę metamorfozę sprzed lat bardzo pozytywne, ponieważ przechodząc przez kolejne stanowiska, rozwiązując kolejne problemy techniczne, zgromadziłem ogromny bagaż doświadczeń, żeby później móc przekazywać tę wiedzę studentom, adeptom górniczego fachu. Owszem, rzeczywistość otaczająca mnie diametralnie się zmieniła. Miejsce praktyki zajęła teoria, a zamiast kopalni była uczelnia, ale było mi z tym i jest nadal bardzo dobrze – przyznaje naukowiec.
W ciągu kolejnych lat dr hab. inż. Jan Kania zdobył sobie opinię jednego z najbardziej lubianych wykładowców. I to jemu kierownictwo ówczesnego Wydziału Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej powierzyło przygotowania do dorocznego studenckiego Turnieju Wiedzy Górniczej, w ramach Szkoły Eksploatacji Podziemnej w Krakowie.
– Od początku przyjąłem formułę nauki w grupie. Starałem się wybrać tych studentów, którzy swym zaangażowaniem pokazują, że stać ich na więcej, że górnictwo to jest rzeczywiście ich życiowy wybór na dobre i na złe, a nie słomiany zapał. Regułą była nauka w weekendy. Postawiłem na burzę mózgów, w cudzysłowie można tak to nazwać, bo nie było to jedynie czerpanie wiedzy z książek, z literatury obowiązującej. Zawsze któryś z uczestników naszych spotkań coś ciekawego dopowiadał, uzupełniał wiedzę i tym łatwiej można było ten materiał opanować – tłumaczy dydaktyk.
Tegoroczny Studencki Turniej Wiedzy Górniczej miał bardzo rodzinny charakter. W szranki rywalizacji stanęło bowiem trzech spokrewnionych z sobą wychowanków Wydziału Górnictwa, Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej: bracia Marek i Marcin Ćmokowie oraz ich kuzyn Denis Barszcz. Cała trójka studiuje i jednocześnie pracuje.
– Po raz pierwszy zetknąłem się z moim późniejszym wykładowcą Janem Kanią jeszcze jako uczeń technikum. Brałem wówczas udział w olimpiadzie wiedzy górniczej o Złotą Lampkę. Zaliczyłem w sumie cztery edycje. Jedną, w 2023 r. wygrałem – wspomina Marek Ćmok, tegoroczny laureat Turnieju Wiedzy Górniczej przy SEP.
Marek i Marcin nie kryją, że górnictwo to ich rodzinna profesja. W śląskich kopalniach pracowali ich dziadkowie i ojciec.
– Poszliśmy w te ślady, ale znajomi często pytają nas o to, dlaczego zdecydowaliśmy się na pracę zawodową zaraz po maturze. Powiem krótko: decydująca rolę odegrały pieniądze. Wiadomo, że w górnictwie dobrze się zarabia – przyznaje Marek.
– No i we wcześniejszym wieku można odejść na emeryturę. To też ma znaczenie. Lepiej jest rozpocząć pracę zawodową wcześniej i mieć już pięć lat więcej stażu, niż gdyby zaczekać z tą decyzją na dyplom ukończenia studiów dziennych. Owszem, na pewno dużo ciężej jest studiować i jednocześnie uczyć się, bo trzeba pogodzić pracę ze studiami. Pod tym względem ci ze studiów dziennych mają troszkę łatwiej. A poza tym my uczymy się o tym, o czym mamy dużo większe pojęcia niż koledzy ze studiów dziennych. Im często trudno jest wyobrazić sobie podziemny chodnik lub urządzenia, których na oczy nie oglądali, a jeśli tak, to może na wycieczce do kopalni Guido – dowcipkuje Marcin.
– Te wszystkie decyzje podjęliśmy razem. Razem też przygotowywaliśmy się do matury, do egzaminów i konkursów. Mnie nie udało się zdobyć Złotej Lampki, ale miałem tytuł finalisty. Po ostatniej olimpiadzie, w której uczestniczyliśmy, podeszli do nas przedstawiciele Politechniki Śląskiej i zaproponowali nam studia na Wydziale Wydziału Górnictwa, Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej – dodaje.
Sukces ma wielu ojców
Bracia obecnie są zatrudnieni w kopalni Budryk, w oddziale hydraulicznym MD3. Jednak przepisy zabraniają im pracować równocześnie w jednym rejonie ze względów bezpieczeństwa.
Denis Barszcz, ich kuzyn, wybrał pracę w ruchu Knurów kopalni Knurów-Szczygłowice. Został przyjęty do oddziału robót przygotowawczych na półroczny okres. Teraz znalazł zajęcie w oddziale zbrojeniowo-likwidacyjnym.
– Popieram teorię, że student to najlepszy górnik, jeśli studiuje zaocznie, bo ma praktykę – śmieje się Denis.
Marek, Marcin i Denis mocno wspierali się w Krakowie.
Ten pierwszy wciąż przywołuje powiedzenie, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą, ale...
– Uczyliśmy się wspólnie i tak naprawdę wszyscy stoimy za tym naszym sukcesem. Naszym i pana profesora Jana Kani – zapewnia Marek Ćmok.
Warto też przypomnieć, że rodzinna trójka aktywnie bierze udział w zajęciach koła studenckiego Bezpieczna Ściana, które od lat prowadzi dr inż. Aneta Grodzicka. I ona ma również swój udział w sukcesach, które studenci z Gliwic odnosili w krakowskich turniejach w ciągu ostatnich lat.
Koło działa przy Instytucie Eksploatacji Złóż Wydziału Górnictwa, Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej. Zostało założone w 2007 r. Organizuje wyjazdy naukowe, seminaria, sympozja, konferencje i wykłady.
Coraz lepsze warunki do nauki, oferuje studentom Wydział Górnictwa, Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej, kierowany przez dziekana dr. hab. inż. Krzysztofa Filipowicza.
– Kto wie, może fakt, że praca zawodowa w połączeniu z nauką daje rzeczywiście możliwość szerszego spojrzenia na górnictwo i dzięki temu sukcesy przychodzą łatwiej? Jakby jednak nie było dumny jestem z moich studentów. Myślę, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i kolejne triumfy staną się faktem. Każdy ich sukces przynosi sławę uczelni stanowiąc zarazem zwieńczenie mojej pracy zawodowej na Politechnice Śląskiej – podsumowuje dr hab. inż. Jan Kania.