Zomowcy z Wujka nie poszli do więzienia
Członkowie plutonu specjalnego ZOMO uczestniczący w pacyfikowaniu kopalń Wujek i Manifest Lipcowy w 1981 roku zostali skazani pod koniec czerwca na kary od 3,5 do 4 lat więzienia. Zgodnie z postanowieniem sądu w poniedziałek 12 z 14 skazanych miało zgłosić się w aresztach. - Jak na razie zameldowało się jednak tylko dwóch - mówi major Luiza Sałapa, rzeczniczka prasowa Służby Więziennej.
W areszcie w Sosnowcu stawił się Andrzej Bilewicz, a w Katowicach - Henryk Huber. Ciało innego zomowca Edwarda Ratajczyka w niedzielę znaleziono w jego mieszkaniu w Sosnowcu. Ze wstępnych ustaleń sekcji zwłok wynika, że nie został zamordowany. Nic też nie wskazuje na to, aby popełnił samobójstwo. Dla pewności prokuratura zleciła jednak dodatkowe badania - podała \"GW\".
Co dzieje się z pozostałymi skazanymi? O trzech nie wiadomo niczego. Sześciu innych złożyło wnioski o zawieszenie wykonania kary z powodu złego stanu zdrowia lub trudnej sytuacji rodzinnej. Nie zwalnia ich to z obowiązku pojawienia się w więzieniu, nie zamierzają jednak ustępować. - Czekam na wizytę u biegłego, który ma ocenić mój stan zdrowia. Dopóki mnie nie przyjmie, nie pójdę siedzieć - zapowiada Maciej Szulc, jeden ze skazanych.
Jeżeli jednak zomowcy nie pojawią się w aresztach do czwartku, służby więzienne powiadomią sąd, który będzie musiał wydać policji nakazy ich doprowadzenia - podkreśliła \"Gazeta Wyborcza\".