Zmęczeni przed pracą
– Zastosowanie w ramach restrukturyzacji przenośników taśmowych do odstawy urobku umożliwiło: koncentrację wydobycia, znaczne zmniejszenie załogi, łączenie kopalń sąsiednich, eksploatację podpoziomową, zwiększenie zysku, uproszczenie struktury organizacyjnej – wyliczał prof. Jerzy Antoniak z Politechniki Śląskiej.
Górnicy jadący na taśmie przenośnika, to być może melodia niedalekiej przyszłości w polskich kopalniach. Obecnie, żeby górnicy nie rozpoczynali pracy zmęczeni długim i trudnym dojście do stanowiska pracy, stosowane są różnego rodzaju podziemne kolejki. O rozwiązaniach technicznych przesądzają przede wszystkim ceny urządzeń i warunki, w jakich mają funkcjonować. Z transportu szybowego (potocznie windy) korzysta ok. 100 tysięcy górników dziennie. Przeważnie to tylko jeden z kilku odcinków drogi, którą muszą pokonać nim rozpoczną fedrunek. Niestety, okazuje się ona „wyboista”. Przybywa uszkodzeń wyciągów szybowych. Coraz więcej czasu zajmują ich diagnozowanie, naprawy i remonty. Wynika to z polityki oszczędzania na górnictwie prowadzonej po roku 1990.
– Choć mówimy, że bezpieczeństwo jest bezcenne, to ma także aspekt ekonomiczny. Gdyby było więcej o nie troski, to nie trzeba byłoby wydawać ogromnych pieniędzy na usuwanie na przykład skutków na naprawy – powiedział „TG” dr inż. Zygmunt Folta, prezes Centrum Badań i Dozoru Górnictwa Podziemnego.
I na dole kopalni bywa daleko do pracy...
Odległość domu od siedziby zakładu to dla niejednego górnika dopiero połowa drogi do jego stanowiska pracy. Bywa, że od szybu zjazdowego do eksploatowanej ściany dzieli go kilkukilometrowa droga. Dyrekcje kopalń stają przed problemem, jak zorganizować bezpieczny i szybki transport, by pracownik nie rozpoczynał szychty zmęczony wędrówką w trudnych warunkach klimatycznych i geologicznych. Węgiel wydobywany jest z coraz głębiej położonych pokładów, a to oznacza uciążliwy dla organizmu wzrost temperatury. Im cieplej, tym gorzej się wędruje. Niestety, pod ziemią nie można wybudować wygodnej autostrady i ułożyć torów według marzeń logistycznych. Trzeba kroić transportowe zamierzenia do możliwości.
– W kopalniach Kompanii Węglowej staramy się jak najbardziej skracać trasy transportu ludzi i materiałów. Nie zawsze jednak jest to możliwe. W „Rydułtowach” w związku ze wstrząsami wysokoenergetycznymi w trakcie eksploatacji w ostatnich dwóch latach trzeba było udostępnić rejony położone peryferyjnie, znacznie oddalone od głównej infrastruktury zakładu, w tym szybów zjazdowych – powiedział „TG” Zbigniew Madej, rzecznik prasowy Kompanii Węglowej SA.
Drogi dzieli się na etapy
Jak zawiła bywa droga górnika do miejsca, w którym fedruje, można sobie uzmysłowić śledząc jego trasę w kopalni „Rydułtowy-Anna” do ściany 713/1-2 Najpierw szybem zjazdowym Leon III opuszczany jest na poziom 800 metrów. Wysiada z klatki i idzie około 100 metrów do dworca osobowego kolei podziemnej. Pierwszy etap drogi – czyli czas jazdy szybem, przejście i oczekiwanie na odjazd pociągu – trwa około 20 minut. Przejazd kolejką podziemną przekopem na głębokości 800 m metrów odcinka 2300 metrowego to kolejne 20 minut, po którym zaczyna się kolejny (trzeci) etap podziemnej podróży. Od pochylni na poziomie 1000 metrów dzieli go trasa o długości około 2 kilometrów. Jej pokonanie zajmuje mu około 40 minut. Musi się przesiąść do kolejki spągowej (szynowej, spalinowej), która z uwagi na duże nachylenie wyrobiska porusza się wolno. Gdy już z niej wysiądzie, ma jeszcze do przejścia chodnikiem do ściany około 350 metrów, co zajmuje mu około 10 minut. W linii prostej te cztery odcinki o długości około 5 km to tylko 2700 m. Każdy centymetr pod ziemią ma inne znaczenie niż na powierzchni. Specjaliści z tej kopalni wyliczyli, że łącznie dojście w rejon wspomnianej ściany i powrót zajmuje górnikowi 170 minut, a efektywny czas pracy (z powodu warunków eksploatacji) to około 280 minut.
W „łatwiejszych” pod względem transportu zakładach wydobywczych należących do Kompanii Węglowej pokonanie podziemnej drogi do stanowiska pracy zajmuje np. w kopalni „Knurów” (ściana nr 12 w pokładzie 407/1) około 50 minut. W „Ziemowicie” od 80 do 90 minut, zależnie od odległości ściany do szybu.
Nie ma monopolu
W podziemnych wyrobiskach nie ma uniwersalnego środka transportu ludzi i materiałów. Zwłaszcza w śląskich kopalniach, w których warunki zaliczane są do najtrudniejszych nie tylko w Europie. Stosuje się różne rozwiązania. Monopol PKP nie miałby tam żadnych szans na przetrwanie.
Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka Jastrzębskiej Spółki Węglowej zapewnia, że w zakładach tej spółki najbliżej szybu położona jest ściana 49 w pokładzie 505/1 w kopalni „Jas- Mos” czyli 900 metrów. Natomiast najdalej (7,3 km od szybu) usytuowana jest ściana C-1 w pokładzie 338/2 kopalni „Budryk”. Górnicy korzystają z transportu kołowego, przy czym najmniej rozbudowane drogi spośród kopalń JSW ma „Budryk” (łącznie 12 km), a najbardziej „Pniówek” (39 km). Tam też znajdują się najdłuższe i najkrótsze trasy transportu kołowego tej spółki: „Budryk” – 2800 m i „Pniówek” – 18 440 m.
– W niektórych przypadkach, by dotrzeć do ściany, górnicy muszą przesiąść się do kolejek podwieszanych lub spągowych. Pokonują nimi trasy od 900 m w kopalni „Jas-Mos” do 4 kilometrów w kopalni „Budryk”. Z tych form transportu dołowego, czyli podwieszanych i spągowych kolejek korzystają obecnie załogi czterech naszych zakładów: „Budryk”, „Jas-Mos”, „Krupiński” i „Zofiówka”. W pozostałych kopalniach nie ma chwilowo takiej potrzeby, kolejki są tam wykorzystywane tylko do transportu materiałów. W przypadku kopalni „Budryk” górnicy przewożeni są do odległych szybów autobusami, a dopiero potem korzystają z transportu podziemnego – dopowiada Katarzyna Jabłońska-Bajer.
Zwiększenie efektywności i bezpieczeństwa
Górnicy kopalń KHW, po zjeździe na dół, drogę do miejsca, gdzie prowadzone jest wydobycie pokonują pieszo, jeśli odległość nie jest duża – do kilkuset metrów. Tak jest np. w kopalni „Wieczorek” (Oddział II).
– Nasza załoga jeździ także kolejką podziemną w „Wieczorku” i „Wujku”, a także w pozostałych kopalniach, jeśli odległość jest znaczniejsza, powyżej 3 trzech kilometrów. Górnicy jeżdżą kolejką podwieszaną na przykład w „Staszicu”, „Mysłowicach-Wesołej” i „Murckach”. Przesiadają się z kolejki podziemnej na kolejki podwieszane oraz kolejki spągowe, które doważą ich bezpośrednio do pola eksploatacyjnego lub w rejon przodków – wylicza Ryszard Fedorowski, rzecznik prasowy Katowickiego Holdingu Węglowego.
Zwiększenie efektywności pracy to tylko jedna strona transportowego zagadnienia. Niemniej ważne jest bezpieczeństwo. Każdy ruch, każda maszyna generuje zagrożenia dla załogi. Profesor Jerzy Antoniak z Politechniki Śląskiej dokumentuje, że w nowoczesnych kopalniach liczba wypadków śmiertelnych związanych z transportem maleje. Ale trzeba się trzymać kursu na pełną automatyzację procesów technologicznych.