Złoto w cieniu miedzi

Od blisko roku utrzymują się najwyższe w powojennej historii ceny złota, srebra i miedzi. Ich polskim producentem jest KGHM Polska Miedź SA, który niezależnie od coraz większych trudności górniczych i technicznych przynosi kolosalne zyski z ich sprzedaży.

Od chwili odkrycia tego złoża wiadomo było, że zawiera ono całą tablicę Mendelejewa. I tak jest w rzeczywistości. Pozyskiwanie złota ma tu swoją nie najciekawsza historię. Jej przypomnienie jest konieczne, jeżeli chcemy efektywnie wykorzystywać nasze złoża. Temat ten podjął minister środowiska prof. Andrzej Kraszewski na europejskiej konferencji, jaka odbyła się w dniach 11- 12 lipca w Sopocie. Powiedział on, że „Polskiej prezydencji zależy na wzmocnieniu polityki efektywnego wykorzystania zasobów i wypracowaniu konkretnych sposobów jej realizacji. Efektywne wykorzystanie zasobów to jedna z inicjatyw flagowych wspólnotowej strategii Europa 2020. Europa w ciągu kolejnego półrocza będzie decydować jak konkretnie wdrożyć efektywne wykorzystanie zasobów – połączyć rozwój z oszczędzaniem, środowisko i gospodarkę”. Wydaje się jednak, że minister nie zauważył, że najciemniej jest pod latarnią. Jak na dłoni widać marnotrawstwo zasobów złoża eksploatowanego przez KGHM. Przykładem jest historia pozyskiwania złota z tego właśnie złoża.

Prymat miedzi i srebra
Przemysłowe możliwości i stan techniki jakim dysponuje ta firma preferuje miedź i srebro. Reszta to bardzo drogie i cenne, ale jednak „odpady” z podstawowej produkcji miedzi.

Te „odpady” to szlamy anodowe, które przetwarza specjalnie utworzony dla tego celu Wydział Metali Szlachetnych w Hucie Głogów II. Jego produkcja to około 1200 ton srebra, blisko tona złota i kilkadziesiąt kilogramów platyny i palladu. Podstawowa produkcja to miedź rafinowana w ilościach ok. 500 tys. ton, w tym ok. 20 procent z miedzianego złomu. Są to wszystko obroty kolosalne. Aktualna cena miedzi wynosi ok. 9 tys. dolarów, co daje 4,5 miliarda dolarów. Srebro daje kolejne 1,2 miliarda dolarów. Jedna tona złota to tylko 40 milionów dolarów. Pozostałe metale szlachetne są już tylko cieniem tych cen, zysków i obrotów. Już samo zestawienie tych cyfr daje jasny obraz czym w KGHM trzeba się zająć mimo, że występują tu wszystkie poszukiwane na świecie pierwiastki i metale ziem rzadkich.

Podstawowy dochód przynosi miedź i srebro. To ostatnie jest ściśle związane z miedzią i łatwo flotowane. Nie ma więc żadnych kłopotów z jego uzyskaniem. Pozostałe metale też można by odzyskiwać. Wymagałoby to jednak dużych nakładów, nowych technologii i inwestycji, które niewiadomo jeszcze jaki przyniosłyby skutek. Opanowana technologia odzyskiwania miedzi i srebra przynosi wystarczające firmie dochody. Dlatego dla odzyskiwania pozostałych metali nikt tu nie ma ani serca, ani przekonania, ani pomysłu. Wyjątkowo udało się w procesie produkcji odzyskać pierwiastek ren. Spółka zależna KGHM Ecoren opracowała technologię odzyskiwania niezwykle cennego pierwiastka jakim jest ren. Sprzedaje ona ok. 5 tonu nadrenianu amonu, co daje jej trzecie miejsce pod tym względem na świecie. Jego kilogram wart jest ok. 8 tys. dolarów. W sumie cała operacja daje dochód o wartości jednej tony złota. Reszta całe tablicy Mendelejewa idzie na „śmietnik” jakim jest zbiornik odpadów poflotacyjnych Żelazny Most.

Nie ma złota
Z czasem w latach 70. minionego wieku rozpoczęto też odzyskiwać złoto jako produkt uboczny przy rafinacji miedzi. Początkowo w dziesiątkach kilogramów, a potem w setkach, aby w połowie lat 90. osiągnąć pół tony złotego kruszcu rocznie. Do końca lat 80. obowiązywała oficjalna doktryna mówiąca, ze złota w rudach miedzi nie ma, a to, co jest to właśnie różne resztki, którymi nie warto się zajmować.

Pierwszy wojnę temu poglądowi wydał pasjonat, chemik Roman Farański. W stanie wojennym głosił on teorię, że w lubińskich rudach miedzi występują znaczące koncentracje złota, których przemyślana i odpowiednia przeróbka mogłaby dać odzyski tego metalu liczone w tonach, a nie kilogramach. Teorię tą stanowczo zwalczano w kręgach miedziowych decydentów. Przedstawiano setki analiz, że złota nigdzie nie ma. Podobnie zwolennicy złotego interesu wykonywali również niezliczone ilości takich samych analiz, w których wykazywano niezwykłe ilości tego cennego metalu. Farańskiego popierali rządzący wtedy wojskowi, którym złoto mogło podratować gwałtownie upadającą gospodarkę. Solidarny jednak sprzeciw kadry zarządzającej miedzią w konsekwencji okazał się skuteczny.

W połowie lat 80. ostatecznie porzucono wszelką myśl o specjalnym odzyskiwaniu złota z polskich rud miedzi. Farański, który starał się o zatrudnienie w przemyśle miedziowym dla prowadzenia prac związanych z odzyskiem złota dostał kosza i musiał sobie szukać roboty gdzie indziej.

Jest złoto
W połowie lat 90., kiedy sytuacja finansowa lubińskiego kombinatu została zagrożona kryzysem cen, jaki wystąpił wiosną 1994 roku, postanowiono wrócić do koncepcji odnalezienia złotego złoża. Prace prowadził młody naukowiec z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie prof. Adam Piestrzyński.

Już po dwóch latach intensywnych badań dokonał on niezwykłego odkrycia. Wykazał on, że złoto tylko marginalnie jest związane z warstwą eksploatowanej rudy, natomiast jego główna koncentracja znajduje się w około pół metrowej warstwie piaskowców zalegających tuż pod złożem miedzi. Krótko mówiąc górnicy chodzą po złocie nic o tym nie wiedząc!

Udowodniono, że główne koncentracje złota występują w południowych fragmentach obszaru górniczego Polkowice. Wstępne oceny głoszą, że ilość czystego kruszcu w rudzie wynosi od 30 do około 100 ton. Od tego momentu rozpoczyna się horror. Dyrektorujący wtedy na Polkowicach Wiktor Błądek podejmuje decyzje o zwiększonym odzysku złota. Wydziela się specjalne ciągi technologiczne dla eksploatacji rudy złota. Złoty interes wspiera swym autorytetem ówczesny prezes miedziowego koncernu dr Stanisław Siewierski. Setki tysiące złotych idą na dalsze badania oraz na dostosowanie techniki i technologii do warunków umożliwiających wywożenie jak największej ilości złotej rudy na powierzchnię. Pojawiające się nieśmiałe głosy, że trzeba policzyć opłacalność całej złotej inwestycji zbywane są uwagami, że niczego tu nie trzeba ani liczyć, ani dokumentować, ani nie trzeba żadnych założeń techniczno-ekonomicznych, bo wszystko dyrektorzy już wiedzą, a jak się wie wszystko to, po co jakieś tam obliczenia...

Można w tym miejscu powiedzieć, że złota historia zatoczyła swój pełny krąg od całkowitego negowania występowania złota w rudach miedzi, co autorytatywnie stwierdzano w latach osiemdziesiątych, do euforycznego przekonania o posiadaniu złotego runa. Padają oficjalne przyrzeczenia o szybkim przekroczeniu bariery odzysku jednej tony złota z rud miedzi.

Nie warto
Tymczasem wraz z dynamicznym rozwojem wydobycia i przeróbki złotej rudy w kolejnych latach następuje gwałtowne załamanie się odzysku złota z ok. 500 kg do 300 kg. Miliony złotych wydane na ten cel można uważać już za zmarnowane. Cały „złoty” program natychmiast zawieszono. Po raz drugi „złoty interes” odłożono na półkę.

Okazuje się, że kopalnia nie jest dostosowana do eksploatacji „złotej rudy”. Jeden szyb wydobywczy na Polkowicach Zachodnich, gdzie koncentruje się jej wydobycie to stanowczo za mało. Powstaje wtedy dylemat. Czy wydobywać rudę miedzi nie zwracając uwagę na rudę złota, czy też odwrotnie? Wygrywa miedź, bo jest jej więcej i ona przynosi podstawowy dochód. Dla rudy złota trzeba by wybudować nowy szyb wydobywczy. Jednak jego koszt może oscylować na granicy zysków jakie miano by osiągnąć z odzyskiwania złota. Okazało się, że odzyskiwanie złota nie jest ani proste, ani łatwe, ani tanie. Mając gwarantowane zyski z eksploatacji miedzi i srebra zaniechano wielce ryzykownej inwestycji w złoto.

Ryzyko
Unikając jak ognia wszelkiego ryzyka zapomina się, że cała inwestycja KGHM w swoim czasie była też bardzo ryzykowna. Gdyby nie determinacja ówczesnego I sekretarza PZPR Władysława Gomułki, nic by z tego nie wyszło. Miał on przeciw sobie całe Biuro Polityczne, które przy poparciu rosyjskim potrafił złamać. Nie był jednak asekurantem i odniósł sukces, jakim jest obecna pozycja KGHM na rynkach światowych. Dziś wszyscy wychodzą z założenia, że lepiej jest nie ponosić żadnego ryzyka i trwać przy starych sprawdzonych rozwiązaniach. Po prostu brak jest ducha przedsiębiorczości, innowacyjności, nowości i ryzyka.

Przy całej krytyce PRL, tej jednej właściwości współcześni zarządcy KGHM mogliby się uczyć od I sekretarza PZPR. Zapomina się przy tym, że górnictwo z natury rzeczy jest zawodem pełnym ryzyka eksploatacji w rozpoznanych zasobach, nie mówiąc już o bezpieczeństwie pracy pod ziemią. Uwagi te dedykuję premierowi i jego ministrowi środowiska, który miał odwagę podjąć ten temat na poniedziałkowej sesji ministrów środowiska UE w Sopocie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zielonka: Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem

Warunki w przemyśle wciąż nie napawają optymizmem - ocenił główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka. Jego zdaniem, polska gospodarka utknęła w fazie słabego wzrostu przy podwyższonej inflacji kosztowej.

Domański: Gospodarka w światowej czołówce wzrostu gospodarczego

Polska gospodarka pozostaje w światowej czołówce wzrostu gospodarczego; napędza go silny popyt krajowy - podkreślił minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który w ten sposób skomentował dane GUS o 3,5-proc. wzroście polskiego PKB w I kwartale tego roku.

Rekordowe wypłaty! Ubezpieczyciele wypłacili 5,7 mld zł z OC i AC w I kwartale

W pierwszym kwartale 2026 r. zakłady ubezpieczeń wypłaciły niemal 5,7 mld zł odszkodowań z polis komunikacyjnych OC i AC, o 11,4 proc. więcej niż rok wcześniej - podał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Najwięcej szkód zgłaszano po zdarzeniach, do których dochodziło w poniedziałki.

Państwowi giganci połączą siły? Coraz bliżej tego związku

Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun jest przekonany, że prace dotyczące transakcji PZU i Banku Pekao będą kontynuowane. Podkreślił jednocześnie, że istotne w tej reorganizacji jest zabezpieczenie pozycji Skarbu Państwa jako właściciela tych spółek.