Zimna wojna między dołem a górą
fot: Andrzej Bęben/ARC
"Dół" i "góra" licytują się w tym, co i kto powinien robić, by wróciły złote, albo (przynajmniej) dobre czasy
fot: Andrzej Bęben/ARC
Po tym, gdy w programie restrukturyzacyjnym Kompanii Węglowej pojawiła się potrzeba redukcji zatrudnienia w administracji zakładów górniczych wchodzących w skład spółki, można było spodziewać się, że między "dołem" a "górą" (administracją a nie kierownictwami zakładów) dojdzie do co najmniej zimnej wojny. I tak się stało. Zatem i mówienie o górniczej solidarności w tej sytuacji nijak ma się do rzeczywistości.
A rzeczywistość do niedawna była taka, że strona społeczna, czyli związki zawodowe (w Kompanii Węglowej jest ich - nomen omen - trzynaście), stanowczo sprzeciwiała się zwolnieniom w administracji. Prawie udało się związkowcom obronić (choć tylko na trzy lata i pewnym kosztem) "górę", ale jeden ze związków nie chciał podpisać końcowego porozumienia i sytuacja wróciła do punktu wyjścia. Nad tym, dlaczego jedna trzynasta strony społecznej krzyknęła weto, nie będziemy deliberować, bo to temat do innych rozważań. Tak samo jak nad tym, skąd wziął się przerost zatrudnienia w administracji, skoro zarząd Kompanii Węglowej chce teraz dokonać tzw. optymalizacji. Należałoby postawić pytanie: dlaczego, gdy źle się dzieje, jedni drugim skaczą do oczu?
Wymiana zdań, wymiana ciosów
Urzędasy. Ryle. Nieroby. Fizole. Biurwy, Krety... Trwa festiwal wymiany komplementów i wzajemnych żali.
"Ja się pytam, dlaczego zabrali tym nierobom z administracji tylko tyle, a nie zabrano węgla, barbórki i dopłat szkolnych, wczasów. Powtarzam, że administracja, to nie górnicy, powinni zabrać wszystko, a jak myślicie, że związki o was walczą, to się mylicie. Związki walczą o swoje przywileje, tak było zawsze. Im tez powinni zabrać wszystko, bo pracują na powierzchni nierobole, na nich przyjdzie też czas".
"Chyba komuś chodzi właśnie o to, by w załodze zaczęły wybuchać konflikty. W takiej sytuacji wszyscy powinni stać razem murem w obronie swoich miejsc pracy i warunków płacy".
"Administracja! Dalej chcecie kartki i czternastki? Co wam się stanie w biurze? Drukarka wam spadnie na stopę?".
"Jak były strajki w górnictwie pracowników dołowych, to administracja stała za Wami murem, a teraz ani jeden dołowiec nie stanie za administracją".
"Do pracowników administracji... To się zwolnijta komu źle... Skoro administracja pracuje za tak "głodowe" pensje, to się zwolnijcie - większość z was nie ma żadnych, kompletnie żadnych kwalifikacji (nie mówię o księgowych i prawdziwych specjalistach) - gdzie pójdziecie? Do supermarketu? Zapraszam. Jak popracujecie na śmieciówce za 1500 (max) na zmiany, to po dwóch miesiącach będziecie się modlić, żeby was przyjęli z powrotem".
"Panowie górnicy, jakoś wam nie przeszkadza, że każdy kierownik ma po 3 pomagierów, że kalifaktorzy siedzą na powierzchni, że ciężko pracujący na warsztatach żłopią kawkę i jedzą pączki, że uciekacie z pracy i wiele, wiele innych przykładów można mnożyć. Nie wspomnę o alkoholu i piciu na dole na warsztatach itp. Cóż, jak to się mówi, u kogoś widzimy źdźbło w oku, a u siebie nie widzimy belki...".
"Ewidentnie widać, jak się kochacie wzajemnie. Pamiętajcie, że nie ma górnika bez administracji i nie ma administracji bez górnika (oczywiście mowa o kopalni). Fakt, że może jest za dużo ludzi w administracji na każdej kopalni, ale to wina tego, że każdy jeden dyrektor i inny ważniak zawsze ma kogoś, kogo chce upchać na stołku. Panowie górnicy, nie powiecie mi, że jest was za mało na dole, bo niejednokrotnie sztygar nie wie, jaką robotę wam dać, bo już wszystko podzielone".
Zaszłości z PRL mają się dobrze
Chorego się pytają, głodnemu dają - głosi ludowe porzekadło. Nic dziwnego, że jak komuś coś odbierają, a już szczególnie coś, co ma wartość materialną, to nie jest z tego zadowolony. Że administracja ma czternastki, więc jak jest źle, to trzeba jej je zabrać, bo wtedy nam, dołowym (może) nie będą musieli zabierać? No tak, ale "górze" ktoś kiedyś przyznał te barbórki, czternastki, bony żywnościowe, deputaty ołówkowo-węglowe i skoro nikt przeciwko temu ostatnimi laty nie protestował, to znaczy, że powszechnie uznano taki stan rzeczy za jak najbardziej normalny. Czy normalnym było, że jeszcze w latach osiemdziesiątych 4 grudnia wszyscy pracujący przy węglu, i na "górze", i na "dole", i w "kierownictwie" otrzymywali ćwiartkę wódki czystej, paczkę papierosów bez filtra, dwie bułki i bodaj 100 g kiełbasy? Normalne, bo czasy były ciężkie, a za węgiel państwo miało dewizy, który potrzebowało jak kania deszczu. Ale z czasem deputat w naturze zamieniono na pieniężny i pewnie do dziś tkwi w wynagrodzeniu i "dołu", i góry", bo "się należy".
Na tej zasadzie, bo się należy, pracownicy administracji otrzymują bony żywnościowe, choć logika rzeczy nie wskazuje, by ten fakt determinował ich zdolność do pracy. Z drugiej strony "dół", bez względu na charakter wykonywanej pracy pod ziemią, otrzymuje tzw. posiłki regeneracyjne, dzięki czemu zupa z wkładką jest rzeczywistością, a Polska Ludowa - historycznym wspomnieniem. I gdy komuś chcą odebrać bony żywnościowe lub posiłki regeneracyjne, to rozpoczyna się obrona Częstochowy.
"Dół" i "góra" licytują się w tym, co i kto powinien robić, by wróciły złote, albo (przynajmniej) dobre czasy. I pouczają jedni drugich, choć nie bardzo mają ku temu kompetencji. Biurowcy wykazują wyższość na tymi spod ziemi, twierdząc, że bez nich nie sprzedano by węgla, zapominając, że bez dołowych nie byłoby czego sprzedawać. "Dół" patrzy okoniem na "górę" widząc w niej miłośników kawy i pogawędek, których należałoby zastąpić "zewnętrzną firmę". I zapominają, że sami już doświadczają tzw. outsourcingu w wykonaniu "zewnętrznych firm".
I w tej licytacji, kto bardziej jest potrzebny firmie, widać, jak na dłoni, że podział stworzony przez miłośników Marksa, Lenina i Stalina po 1945 r., na fizycznych i umysłowych, czyli potrzebnych i mniej potrzebnych, nadal ma się dobrze. Tego, niestety, zdają się nie dostrzegać uczestniczący w gorącymi dialogu zimnej wojny między "górą" a "dołem". 21 stycznia minie 90. rocznica śmierci Włodzimierza Iljicza Lenina. Chyba coś z jego idei jeszcze w nas żyje.
PS.
W tekście wykorzystano komentarze Czytelników portalu górniczego nettg.pl.