Żelazny problem „Żelaznego Mostu”
fot: lubin.pl
Rozwiązania problemu ze zbiornikiem odpadów poflotacyjnych „Żelazny Most&brdquo; należy nie tylko do KGHM
fot: lubin.pl
Pan minister samokrytycznie powiedział w tej sprawie: - Niestety w tej dziedzinie – gospodarki odpadami – nie mamy zbyt wielu sukcesów. Ponad 90 proc. odpadów komunalnych wyrzucamy na śmietniska. W niedalekiej przyszłości takie rzeczy będą karalne, a Komisja Europejska i Unia Europejska będzie kładła duży nacisk na ten problem. Zakończyliśmy jednak tworzenie kompletu ustaw, które są związane z odpadami, a które tworzą podstawy prawne, jeżeli zostaną wdrożone ustawy w takim zamyśle, w jakim je tworzyliśmy. Będzie to istotny postęp w gospodarce odpadami.
Żelazny Most
Tak nazywa się składowisko odpadów flotacyjnych KGHM. Jego nazwa pochodzi od pobliskiej miejscowości. Jest to obecnie największy zbiornik odpadów w Europie. Jego powierzchnia całkowita wynosi ok. 1400 ha (14 km kwadratowych).
Jego pojemność wynosi prawie pół miliarda metrów sześciennych. Ilość zgromadzonych odpadów sięga miliarda ton. Odpadem wypełniającym zbiornik jest mączka skalna, pod względem chemicznym i agresywnym całkowicie obojętna i nieszkodliwa. Zapora ziemna otaczająca zbiornik ma wysokość ok. 100 m ponad powierzchnię terenu.
Jedynym poważnym zagrożeniem są tu silne wichury, które porywają suchy pył niosąc go na okoliczne miejscowości. Zraszanie z helikoptera plaży zbiornika emulsją asfaltową powoduje, że zjawiska takie są stosunkowo rzadkie. Nad bezpieczeństwem czuwają instytucje naukowe w kraju i za granicą. Pozornie wydaje się, że zbiornik ten eksploatowany jest bezproblemowo.
Tymczasem 15 lat temu jego pojemność docelową określano na połowę obecnej jego objętości! Istotne jest nie tylko dwukrotne przekroczenie kiedyś formułowanych granic, ale też dalsze docelowe składowanie w nim odpadów aż do zakończenia działalności KGHM.
Praktycznie chodzi tu o złożenie drugiego miliarda ton odpadów.
Czy w takim wypadku podniesiona o kolejne 100 m zapora ziemna wytrzyma? Wszyscy eksperci dziś twierdzą, że tak. Czy naturalne podłoże zbiornika nie zostanie wyciśnięte? Komisje twierdzą, że nie. Nie ma powodu im nie wierzyć. Jest tylko jedno zastrzeżenie. Gdyby za trzydzieści parę lat jednak do tego doszło, to nikogo nie można by pociągnąć za to do odpowiedzialności... Po prostu, życząc ekspertom, jak najdłuższych lat życia, wszystko wskazuje, że z przyczyn naturalnych nie byłoby ich już między nami.
Po drugie ryzyko katastrofy wzrasta w czasie wraz z ilością składowanych odpadów. I wreszcie - po trzecie - klasyczna zasada bezpieczeństwa mówi, że nie wolno stać pod najbardziej nawet zabezpieczonym ciężarem. Podobnie jak nie wolno mierzyć z nienabitego karabinu do ludzi. Człowiek jest zawodny i mimo wielokrotnego sprawdzania jednak dochodzi do katastrof. Przekonali się o tym nawet kosmonauci, gdzie wszystko sprawdza się po sto razy. Eksperci z \"Żelaznego Mostu\" to też ludzie.
Kary i opłaty
Ministerstwo Środowiska jest najbogatszym resortem państwa. Wszystkim innym brakuje pieniędzy. Tu jest ich stały i regularny dopływ, bez konieczności nadmiernego i natychmiastowego ich wydawania. W tym też kierunki idzie zacytowana na wstępie wypowiedź pana ministra. Będziemy tworzyć podstawy prawne, ustawy itp.
Pan minister nie bierze pod uwagę, że np. problem \"Żelaznego Mostu\" jest zagadnieniem technicznym, które sprowadza się albo do ryzykownego kontynuowania obecnego składowania odpadów, albo do wyznaczenia miejsca na nowy zbiornik. Tu żadne opłaty, ustawy i przepisy nic nie pomogą. Owszem, mogą utrudnić życie kierownictwu i załodze KGHM.
Jest jeszcze trzecie wyjście poprzez techniczne zagospodarowanie odpadów dla celów budowlanych, drogowych, podsadzkowych itp. Wszystkie dotychczasowe podjęte próby w tym kierunku jak na razie zawiodły. Zaangażowanie ministerstwa w tego rodzaju rozwiązania techniczne mogłoby doprowadzić przynajmniej do równowagi w zakresie odbierania i składowania tych odpadów. Jednym z kierunków jest podnoszony od dawna wniosek o ich składowanie w wyrobiskach mających tu powstać kopalń węgla brunatnego. Problemu \"Żelaznego Mostu\" nie rozwiążą jednak żadne kary i żadne opłaty. Tylko myśl techniczna i organizacyjna może odnieść tutaj sukces. Warto, aby minister środowiska również zaangażował swoje służby i finanse na tym kierunku poszukiwań.
Żelazny problem
Problem składowiska odpadów „Żelazny Most” jest nie tylko istotny dla funkcjonowania Polskiej Miedzi. Jest on także ważnym elementem bezpieczeństwa w całej dolinie Odry poniżej tego miejsca. Na usprawiedliwienie dla KGHM można powiedzieć, że firma robi w tej sprawie prawie wszystko, co jest możliwe, aby stan bieżący utrzymać, aż do zakończenia eksploatacji złoża.
Sam minister przyznaje, że w gospodarce odpadami czas najwyższy, by odnieść już jakiś sukces. Czy zagospodarowanie odpadów z \"Żelaznego Mostu\" nie byłoby takim sukcesem? Czy grożenie nam przepisami UE w tej sprawie coś pomaga? Nie sadzę. Od początku istnienia KGHM składowanie odpadów flotacyjnych było zawsze problemem trudnym i kontrowersyjnym. Trudnym, bo zajmowano duży teren ogrodzony zaporami, przez które zanieczyszczenia przenikają do okolicznych wód podziemnych. Kontrowersyjnym, bo inaczej się nie da. Gdzieś te odpady trzeba składać, a technologii ich zagospodarowania jak dotąd jeszcze nikt nie wymyślił. Na dodatek półpłynny charakter odpadów zawsze zagraża przerwaniem tamy i zalaniem okolicznych miejscowości. Z tym żelaznym problemem, jak na razie samotrzeć zmaga się KGHM.
Owszem, formalnie za wszystko odpowiada miedziowy kombinat. Jednak wobec skali narastających trudności związanych ze składowaniem odpadów winne przyjść w tej sprawie z pomocą zarówno instytucje naukowe, jak przede wszystkim ci, którzy pobierają z tego tytułu wysokie opłaty. Jest szansa, że wspólne i wytrwałe działania przyniosą choćby ten jeden, ale za to bardzo znaczący sukces w gospodarce odpadami.