Żeglarzom z JSW niestraszne szkwały

fot: Beata Szenowska/ARC

W 2014 r. członkowie klubu na jachcie "Siwy Dym" uczestniczyli w regatach o Puchar Śląska

fot: Beata Szenowska/ARC

Kiedyś górnictwo hojnie ich sponsorowało, ale i dziś pod szyldem JSW czują się pewniej. Pływają po mazurskich jeziorach i dalekich morzach. Biorą udział w zawodach i zwyciężają. Organizują wystawy i koncerty. Górniczy Yacht Club "Szkwał" zakończył swój kolejny, 36. już sezon żeglarski.

Czyżby dowcip? Nie, to najprawdziwsza prawda. Andrzej Kondak (74 l.), emerytowany górnik z jastrzębskiej Zofiówki, budował swój jacht przez 28 lat! Codziennie po pracy w kopalni przychodził do szkutni mieszczącej się przy Górniczym Yacht Clubie "Szkwał" i tworzył poszczególne jego elementy. W końcu doczekał emerytury.

- W zasadzie to powstawały równolegle dwa jachty. Pierwszy mój, a drugi kolegi z kopalni, Kazimierza Lampina. Wszystko robiliśmy od podstaw. Najpierw kupiliśmy dokumentację jachtu, następnie zastanawialiśmy się, skąd wziąć materiał. Ówczesne zjednoczenie węglowe (obecna JSW) pomogło nam kupić stal, która dawniej nie była dostępna na wolnym rynku. Bez niej nie ruszylibyśmy do przodu, kadłub jachtu jest przecież stalowy. Do wstępnych prac najęliśmy spawacza, a potem pracowaliśmy już sami nad wykończeniem jachtów. Ja byłem szybszy, Kazimierz jeszcze nad swoim pracuje – opowiada Andrzej Kondak.

Bardzo trudny rejs
Począwszy od 2011 r. emerytowany górnik regularnie organizuje rejsy morskie, pływając po morzach: Bałtyckim i Północnym, zawijając do portów Szwecji, Danii, Norwegii, Niemiec. W 2014 r. przemierzył 2800 mil morskich. Dopłynął wraz ze swoim przyjacielem Janem Kierzenkowskim, również emerytowanym pracownikiem kopalni Zofiówka, do granicy koła podbiegunowego.

- To był bardzo trudny rejs. Musieliśmy się zmierzyć ze sztormem trwającym 80 godzin. Siła wiatru wynosiła wówczas 8 st. w 12. stopniowej skali Beauforta – wspomina Andrzej Kondak.

Górnik i żeglarz w jednej osobie to żywa historia Górniczego Yacht Clubu "Szkwał", który w br. obchodził 36 rocznicę swej działalności.

W klubie od wielu lat prężnie działa sekcja regatowa, której członkowie na jachcie "Siwy Dym" uczestniczyli w 2014 r. w regatach o Puchar Śląska. Na 70 zarejestrowanych załóg górnicy z Zofiówki zajęli wysokie, 9. miejsce. W br. załoga w składzie: Artur Tomanek, Dariusz Zmuda, Piotr Zysko zdobyła Puchar i tytuł Mistrza Śląska w klasie Omega Standard.

Warto dodać, że nieprzerwanie od 1983 r. klub organizuje rejsy po mazurskich jeziorach. W minionym sezonie brały w nich udział dwa jachty typu Mors - "Juwenia" i "Magda" oraz jacht typu Janmor o nazwie "Benita".

Żeglują z pasją
- Trasa rejsów – jak każdego roku – została przygotowana przez samych uczestników i prowadziła szlakiem Wielkich Jezior Mazurskich. Nasza baza klubowa mieści się w Centralnym Ośrodku Sportu Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Giżycku nad jeziorem Kisajno, gdzie zacumowane są dwa jachty typu Mors oraz jacht typu Janmor 28 – wyjaśnia Dariusz Zmuda, komandor klubu.

W tym roku klub zorganizował w Galerii Historii Jastrzębia-Zdroju wystawę poświęconą historii żeglarstwa w mieście oraz czasową wystawę zatytułowaną "Żeglujemy z pasją". Był też współorganizatorem koncertu szant. Wszystkie te rejsy i imprezy z pewnością nie odbyłyby się, gdyby nie mecenat kopalni.

- Kiedyś górnictwo było hojnym sponsorem, ale i teraz pod szyldem JSW czujemy się pewniej. W tym roku popłynąłem wybudowanym przez siebie jachtem do Bergen w Norwegii. Chciałem do Islandii, ale odłożyłem ten plan na później. Takie rejsy trwają po dwa miesiące i należy się do nich dobrze przygotować. Kocham morze i żeglowanie. Powiem krótko, szukam ludzi do załogi i sponsorów. Marzy mi się rejs dookoła świata. Jestem na emeryturze od 15 lat i niektórzy żartują, że mi życia na pływanie nie starczy, że za długo jacht budowałem. Nie sądzę. Jestem przekonany, że przede mną jeszcze niejedna morska przygoda – podsumowuje Andrzej Kondak.

Obecnie Górniczy Yacht Club "Szkwał" skupia w swych szeregach 55 żeglarzy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej

Jesień w Tatrach. Czas na spokojniejszy wypoczynek w Bukowinie Tatrzańskiej

Jesień w Tatrach ma swój wyjątkowy rytm. Wakacyjny gwar powoli cichnie, na szlakach robi się spokojniej, a górskie krajobrazy nabierają złotych, rudych i czerwonych barw. Przy dobrej pogodzie widoki potrafią zachwycić jeszcze bardziej niż latem, a chłodniejsze powietrze sprzyja spacerom i dłuższym wędrówkom.