Zawierzyć pamięci…
Wśród tysiąca gości XXI Światowego Kongresu Górniczego będzie Pan jedynym, który uczestniczył aż w 17 poprzednich takich obradach. Jak to się stało, że przez 30 lat był Pan w gronie ich organizatorów?
Zawdzięczam to w dużej mierze profesorowi Bolesławowi Krupińskiemu. Przez dwa lat współpracowaliśmy w Polskim Komitecie Normalizacyjnym. Dobrze ocenił moje kompetencje, skoro w 1966 roku zaprosił mnie do zespołu doradców przy Radzie Ministrów. W 1968 roku, w związku Wydarzeniami Marcowymi pojawiły się wakaty w działającej już wtedy Światowej Organizacji Kongresów Górniczych. Profesor przedstawił moją kandydaturę chyba między innymi, dlatego, że znałem biegle trzy języki obce: angielski, niemiecki i rosyjski. Powierzono mi funkcję sekretarza generalnego tej organizacji. Zastąpiłem na tym stanowisku Wiktorię Borajdową, która opuściła wtedy wraz z mężem Polskę.
Co znajdzie Czytelnik w Pańskiej książce o historii światowych kongresów górniczych?
Sporo archiwalnych zdjęć i dużo moich wspomnień z 30 kongresowych lat. W 60 procentach książka ta opiera się na mojej pamięci. 10 lat temu, gdy przekazałem urząd mojemu następcy, zostawiłem mu także gromadzone przez mnie dokumenty. Książka będzie dwujęzyczna. Pisałem ją po angielsku. Została przetłumaczona na polski. Wykorzystałem dużo materiału, który zgromadziłem przygotowując wcześniejszą monografię na 40-lecie światowych kongresów górniczych. Tamto wydanie było znacznie mniejsze, wiele informacji trzeba było pominąć. Teraz mogłem je usystematyzować. Najobszerniej opracowałem pierwszy kongres, który odbył się w Warszawie i rozpoczął te cykliczne spotkania.
Co się zmieniło w kongresach górniczych i który wspomina Pan z największym sentymentem?
Przed laty za udział w obradach uczestnik płacił 5–10 dolarów, teraz 500 euro. Nocleg w hotelu kosztował około dwa dolary, dziś 300. Przed każdym kolejnym kongresem komitet organizacyjny zbierał się co najmniej trzy razy, uzgadniano miejsce obrad, referaty, szczegóły wystaw. Dziś takie sprawy załatwia się przez Internet. Ludzie przyjeżdżający na kongres przeważnie się nie znają. 20 lat temu przed obradami i podczas nich zawiązywały się przyjaźnie. Dawniej wszyscy uczestnicy dostawali dokładny protokół kongresu, który był pisany w pięciu językach. To było udogodnienie dla osób, które nie robiły sobie dokładnych notatek. Teraz sporządza się protokoły tylko dla prezydenta i wiceprezydentów Światowej Organizacji Kongresów Górniczych. Przybyło różnorodnych imprez towarzyszących obradom. Kongresy się komercjalizują.
Dla mnie najbardziej pamiętnym był VI Kongres w 1970 roku w Madrycie. W Hiszpanii rządził wówczas generał Franco i Rosjanie nie chcieli się na tę lokalizację zgodzić. Profesor Krupiński sobie tylko znanymi metodami zdołał zażegnać niebezpieczeństwo bojkotu obrad. Na potrzeby Kongresu państwo polskie musiało nawiązać współpracę z kapitalistyczną Hiszpanią. Zapoczątkowano regularne rejsy lotnicze na trasie Warszawa-Madryt, powołano polski konsulat w Madrycie. Piękny koncert dała wtedy śląska orkiestra górnicza. A ja przed kongresem byłem na meczu Barcelona – Real Madryt, na którym aplauz kibiców dla gry piłkarzy przypominał corridę. Niestety, nie pamiętam, kto wygrał.