Zanam-Legmet współpracuje z Politechniką Wrocławską
fot: Politechnika Wrocławska
Przyszłość to automatyzacja - mówi prof. Eugeniusz Rusiński
fot: Politechnika Wrocławska
Zarówno w zakładzie w Polkowicach jak i w Legnicy pracuje wielu absolwentów Politechniki Wrocławskiej. Ich kontakt z fabryką często zaczyna się jeszcze podczas studiów.
Żacy z „miedzi”
- Co roku powstaje do kilku prac dyplomowych, związanych z konkretną maszyną, technologią, bądź po prostu ze spółką Zanam-Legmet – mówi prof. Eugeniusz Rusiński, prorektor ds. badań naukowych i współpracy z gospodarką Politechniki Wrocławskiej.
Autorzy to głównie studenci z rejonu Zagłębia Miedziowego. Korzyści są obustronne. Student zdobywa praktyczną wiedzę, a firma może wzbogacić się o opracowania dotyczące konkretnych problemów. W ten sposób nawet jeśli świeżo upieczeni inżynierowie trafiają do polkowickiej firmy, już mają doświadczenie związane z zakładem.
Wirtualne tony
- Najczęściej zajmujemy się rozwiązywaniem skomplikowanych problemów technicznych – mówi profesor Rusiński. - Podczas pracy pod ziemią występują nieprzewidywalne sytuacje, duże obciążenia i cały czas trzeba zwiększać trwałość i wytrzymałość maszyn. Według norm górniczych operator siedzący w maszynie w przypadku zasypania skałą musi przeżyć. Ma w kabinie taką przestrzeń życiową, w której nawet podrapany czy poobijany powinien przetrwać do przybycia ekipy ratunkowej.
Szacuje się, że w ostatnich latach kilkanaście osób uratowało życie dzięki konstrukcjom powstałym przy współudziale naukowców Politechniki Wrocławskiej. To jest oczywiście efekt końcowy. Zanim do niego dojdzie trwają wielomiesięczne badania i próby. Także… wirtualne.
Wyobraźmy sobie tąpniecie z energią 190 000 J (norma zaleca minimum 90 000 J). Niespełna metrowej średnicy walec spada z wysokości kilku metrów na kabinę wozu kotwiącego SWWK-2L. Kilka ton nad głową… Operator wychodzi bez szwanku. Wszystko zgodnie z normami FOBS i ROBS. Proces jest obserwowany na ekranie komputera. Tąpnięcie było wirtualne, ale warunki wytworzono takie jak w przypadku rzeczywistego zagrożenia.
Światowa klasa
- Pierwsze maszyny z „Zanam-Legmet” miały kabiny o konstrukcji typowego zadaszenia z czterema wspierającymi „nogami” - wspomina prof. Eugeniusz Rusiński.- Dziś jest to w pełni zabudowana przestrzeń, z szybami z „plastiku” odpornego na ścieranie, o zmiennej wysokości, klimatyzacją i innymi udogodnieniami. To mercedesy w swojej klasie.
Precyzja w konstrukcji wzbudza podziw nie tylko laików. Po ewentualnym przygnieceniu przez skałę w kabinie operatora pozostaje nad głową minimum pięćdziesiąt milimetrów przestrzeni. Górnik przysypany w lipcu w ZG „Rudna”, podobnie jak i inny w czerwcu, w ZG „Polkowice-Sieroszowice” nie odnieśli poważniejszych obrażeń.
Roboty do… roboty
Konstruktorzy z „Zanam-Legmet” – Wojciech Proć i Zdzisław Kotowicz na co dzień współpracują z Politechniką Wrocławską przy konstrukcjach maszyn wiertniczych, odstawczych i załadowczych. Obok najważniejszych kwestii dotyczących bezpieczeństwa wrocławscy naukowcy współpracują z fabrycznymi specjalistami przy opracowywaniu nowoczesnych układów hydraulicznych w wiertnicach.
- Oczywiście pracujemy także nad rozwiązaniami, które dopiero zostaną wprowadzone do realizacji – mówi profesor Rusiński. – Przyszłość to automatyzacja. Dziś wysokość chodnika w kopalni miedzi to około 140 cm. Ta przestrzeń będzie coraz mniejsza, więc musimy projektować maszyny „bezzałogowe”, bo kiedyś miejsca dla operatora już po prostu nie będzie.