Zabójcza seria wybuchów

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Do kopalni Pniówek, w której trwa akcja ratownicza, przyjechał prezydent Andrzej Duda. Prezydent spotkał się m.in. z ratownikami górniczymi oraz modlił się pod figurą św. Barbary

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Powrót do odciętego tamami rejonu kopalni Pniówek będzie możliwy po kilku miesiącach.

W kopalni Węgla Kamiennego Pniówek w Pawłowicach w ciągu kilkudziesięciu godzin doszło do kilku wybuchów metanu. Do tej pory potwierdzono śmierć 9 górników, natomiast 7 kolejnych (5 ratowników i 2 górników pracujących w ścianie) zostało na dole w odciętym rejonie. Zakład należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Do pierwszego wybuchu metanu w rejonie ściany N-6 na poziomie 1000 metrów w kopalni Pniówek doszło w środę, 20 kwietnia, kwadrans po północy. W zagrożonym rejonie przebywało łącznie 42 pracowników. Rozpoczęła się akcja ratownicza, a w kierunku ściany ruszyli ratownicy. Jednak dwie godziny później doszło do drugiego wybuchu. To właśnie konsekwencje drugiego wybuchu były najtragiczniejsze.

Zerwany kontakt
Chwilę wcześniej jeden z górników pracujących w ścianie, który został ranny w pierwszym wybuchu, wzywał pomocy przez kopalniany system łączności, więc w jego kierunku wyruszył pięcioosobowy zastęp ratowników. Niestety, nigdy nie dotarli na miejsce, a po drugim wybuchu kontakt z nimi został zerwany.

Utracono również kontakt z dwoma ratownikami z drugiego zastępu, który przebywał w rejonie prowadzonej akcji. Te dwa zastępy poszukiwały łącznie trzech zaginionych górników, którzy pracowali w rejonie ściany. Ten bilans poszukiwanych wzrósł do ośmiu osób w momencie, kiedy utracono kontakt ze wspomnianym już zastępem ratowniczym.

Nad ranem sztab akcji zdecydował o wstrzymaniu działań poszukiwawczych, a ratownicy skupili się na odbudowie zapory pyłowej, zabezpieczającej przed wybuchem metanu bazę ratowniczą.

– Z uwagi na wzrost zagrożenia ponownego wybuchu metanu i z uwagi na fakt, że doszło do uszkodzenia pewnych zabezpieczeń, które chronią ratowników, obecnie w strefie zagrożenia nie prowadzimy żadnych działań. Te działania będą oczywiście wznowione – poinformował Waldemar Stachura, dyrektor biura produkcji w JSW.

W środę we wczesnych godzinach popołudniowych ratownicy zakończyli uzupełnianie zapory przeciwpyłowej zabezpieczającej rejon prowadzonej akcji przed wybuchem metanu i wznowili poszukiwania. Jeszcze w nocy bilans katastrofy wzrósł o dwóch zmarłych górników, ale ta liczba zaczęła rosnąć. Po południu było to już pięć osób – cztery zmarły na stanowiskach pracy, jedna w szpitalu w Siemianowicach Śląskich.

Samo wejście ratowników w rejon wypadku okazało się jednak bardzo trudne.

– Decyzja o wejściu w rejon wypadku to nie będzie tylko kwestia atmosfery kopalnianej. Musimy sprawdzić wszystkie dodatkowe warunki. Dopiero wtedy podjęte zostaną decyzje. Już teraz grupa naukowców, która jest w sztabie, analizuje dane przesłane przez pracowników, którzy wyprowadzali czwartą ofiarę. Mają dane dotyczące składu atmosfery, prędkości i ilości powietrza, które tam jest. Na tej podstawie kierownik akcji podejmie decyzję. Odległość do przejścia jest bardzo krótka, to około 300 m, a wyrobisko nie jest zniszczone. Natomiast decyzję o wejściu musi poprzedzić dokładna analiza wentylacyjna – argumentował Tomasz Cudny, prezes JSW.

Jak dodał, ściana, w obrębie której doszło do dwóch wybuchów metanu, pracowała, miała dobre wyniki i nie było żadnych oznak, że coś może się wydarzyć.

Warunki na dole wciąż jednak były bardzo trudne. Przez całą noc ze środy na czwartek 13 zastępów ratowników wyposażonych w aparaty tlenowe prowadziło intensywne prace mające na celu przywrócenie atmosfery w zagrożonym rejonie do bezpiecznych stężeń gazów. Zabudowali wentylator i ponad 200 metrów lutniociągu – instalacji umożliwiającej wtłoczenie czystego powietrza. Równolegle rozciągali linię chromatograficzną, która umożliwia stały pomiar atmosfery i miała ostrzec przed niebezpiecznym stężeniem gazów.

– Bez dodatkowego doprowadzenia powietrza, wejście ratowników w ten rejon byłoby niemożliwe. Musieliśmy wycofać ludzi i wykonać odrębną wentylację. Zastępy ratownicze idą po ludzi, z którymi nie mamy obecnie kontaktu. W tej chwili ich bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze – argumentował w czwartek przed południem prezes Cudny.

W tym momencie ratownicy znajdowali się około 280 metrów od skrzyżowania chodnika nadścianowego ze ścianą. To właśnie w tym miejscu ostatni raz był kontakt z zaginionym zastępem ratowniczym. Oprócz tego poszukiwano również dwóch górników, którzy pracowali w ścianie.

Kolejne eksplozje
W czwartek 21 bm., ratownicy stopniowo poruszali się do przodu, ale wieczorem dotarły kolejne tragiczne wieści. Pomiędzy godziną 19.37 a 20.01 doszło do kolejnych dwóch wybuchów. Pierwszy z nich miał miejsce chwilę po tym, kiedy ratownicy dołożyli kolejny odcinek lutniociągu. Podmuchy wybuchu objęły 10 ratowników. Stan trzech z nich lekarze określili jako ciężki.

W nocy miały miejsce kolejne wybuchy. W piątek rano sztab akcji podjął decyzję o odcięciu i odizolowaniu rejonu katastrofy.

– Akcja ratownicza będzie prowadzona celem zaizolowania tego rejonu kopalni, żeby nie zagrażał funkcjonowaniu ludzi w innych częściach zakładu. To są bardzo trudne decyzje, musimy jednak myśleć o bezpieczeństwie ratowników. Wysyłanie ich w tak niebezpieczny rejon byłoby ryzykowne i tym samym bardzo nieodpowiedzialne – powiedział w piątek 22 bm. przed godz. 10 prezes JSW.

Powrót po miesiącach
Prezes JSW nie pozostawił wątpliwości, że powrót do odciętego rejonu katastrofy to kwestia miesięcy.

– To jest duży obszar i duży rejon. Próbujemy też przeanalizować możliwość dostępów otworami, żeby tam wpuścić gazy inertne. Natomiast to wszystko będzie można zrobić dopiero po wykonaniu korków izolacyjnych doszczelniających dopływy powietrza do rejonu – wskazał Cudny.

Równie tragiczne wieści w ciągu kolejnych dni spływały z Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich, gdzie trafili poparzeni w Pniówku górnicy. Placówka przekazała informacje o śmierci pięciu kolejnych górników, którzy byli w najcięższym stanie. W Centrum wciąż przebywa 19 górników – ofiar wypadku w kopalni Pniówek. Jeden poszkodowany przebywa na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii, a 17 na innych oddziałach szpitala.

Badaniem przyczyn katastrofy oraz tego, jak przebiegała akcja ratunkowa, zajmą się górniczy eksperci oraz śledczy. W piątek, 22 kwietnia prezes Wyższego Urzędu Górniczego Adam Mirek powołał Komisję do zbadania przyczyn i okoliczności wybuchu metanu oraz wypadku zbiorowego w kopalni Pniówek. Dwa dni wcześniej śledztwo w sprawie katastrofy w kopalni wszczęła Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Energetyczna spółka ogłosiła przetarg na 22 magazyny energii

PGE Energia Odnawialna ogłosiła postępowanie przetargowe na wybór generalnego wykonawcy dla 22 rozproszonych magazynów energii o łącznej mocy 111 MW i pojemności 260 MWh - poinformowała spółka w komunikacie prasowym.

1765888186 g63vfrlwiaahkta

CPK wypłacił zaliczki odszkodowań właścicielom ponad 500 działek przejętych pod inwestycję Port Polska

Do października br. spółka CPK wypłaciła zaliczki na poczet odszkodowań za 547 działek objętych wywłaszczeniem pod budowę lotniska i zachodniego węzła komunikacyjnego w ramach inwestycji Port Polska - poinformowała spółka Centralny Port Komunikacyjny.

Pracująca dla kopalń spółka przewiozła o blisko 1,5 mln ton towarów więcej

Grupa PKP Cargo w pierwszym półroczu 2026 r. przewiozła o blisko 1,5 mln ton towarów więcej niż w pierwszym półroczu 2025 r. - poinformowała w środę p.o prezesa PKP Cargo Monika Starecka.

W czwartek benzyna tańsza niż w środę, olej napędowy podrożeje. Sprawdź ceny

W czwartek litr benzyny 95 ma kosztować nie więcej niż 6,63 zł, benzyny 98 - 7,37 zł, a diesla 8,02 - wynika z opublikowanego w środę obwieszczenia Ministra Energii. Oznacza to, że benzyna będzie tańsza niż w środę, a olej napędowy podrożeje.