Zabawne wypowiedzi turystów na długo zapadają w pamięć przewodnikom

fot: Tomasz Rzeczycki

Komora Zawałowa w tarnogórskiej kopalni

fot: Tomasz Rzeczycki

Brak fachowej wiedzy na temat funkcjonowania górnictwa w przypadku osób niezwiązanych z tą branżą często wychodzi na jaw podczas zwiedzania Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach. Bywa, że zabawne wypowiedzi turystów na długo zapadają w pamięć przewodnikom oprowadzającym po wyrobiskach.

Humorystyczne sytuacje zdarzały się nieraz przy oprowadzaniu grup dziecięcych. W Komorze Niskiej tarnogórskiej kopalni przewodnicy puszczają z głośników ścieżkę dźwiękową z odkrycia w podziemiach żyły galeny. Uszczęśliwiony gwarek cieszy się z odkrycia i biegnie poinformować o tym swoich kolegów po fachu. Na pytanie przewodnika: "Jak myślicie, co odkryła nasz górnik?", dzieci odpowiadają chórem: "Złoto???". A na widok figur gwarków w Komorze Srebrnej zadają pytanie: "Kto zamienił tych górników w kamień?".

O ile w przypadku dzieci uśmiech na twarzy przewodników wywołują ich odpowiedzi, o tyle w przypadku dorosłych podobna reakcja pojawia się na zapytania zadawane przez zwiedzających.

- Często padają pytania, ile zarabiali górnicy, niektórych turystów tylko to interesuje - mówi Grzegorz Rudnicki, członek zarządu Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, będącego właścicielem kopalni.

Brak obycia turystów z terminologią górniczą wychodzi na jaw w Komorze Zawałowej. Nie wszyscy wiedzą, że jej nazwa związana jest z odspojonymi blokami skalnymi, zalegającymi na spągu. Turyści nieraz pytają, czy ktoś tu miał kiedyś zawał serca. Natomiast, gdy przewodnik opowiada o trudach ciężkiej pracy tarnogórskich gwarków, wtedy pada często pytanie: "Ale jakiś katering tu chyba górnicy mieli, prawda?".

Bywa, że turyści mają pewne pojęcie o realiach górnictwa węglowego i próbują pod ich kątem patrzeć na zabytkową kopalnię rud ołowiu i srebra. Tak bywa wtedy, gdy przewodnik opowiada o tym, w jaki sposób górnicy oświetlali wyrobiska. W tym momencie pada często pytanie, jak gwarkowie  mogli pracować z otwartym ogniem, przecież tu pewnie był metan. I przewodnik musi znów tłumaczyć specyfikę tarnogórskich skał. 

- W czasie wędrówki po podziemiach kopalni przewodnik wspomina o wykorzystaniu kieratów do odwadniania wyrobisk. Jedna z turystek, która odwiedziła wcześniej Wieliczkę i widziała w podziemiach kierat, dziwi się, że nasze kieraty były instalowane na powierzchni. Patrząc na przestrzeń, jaką mamy w podziemiach, brawo dla tej pani - opowiada Grzegorz Rudnicki.

I przytacza inne przykłady zabawnych stwierdzeń:

- Przewodnik opowiada często, że sygnałem alarmowym dla górników, po którym mieli szybko ewakuować się z rejonu wydobycia, były trzeszczące stemple drewniane. Turyści są dociekliwi. Jedna pani zapytała przewodniczki: "To ile tak naprawdę mieli czasu, żeby się ewakuować od pierwszego trzasku stempla?". Natomiast przy szybie Żmija często pada pytanie o zwierzęta. Przewodnik pyta czasem turystów: "Jeżeli żyły by tu żmije, to jak myślicie, wytrzymałyby w naszych podziemiach?". Odpowiedź: "Nie!". - A dlaczego nie? "Bo tu jest za... sucho".

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Politechnice Śląskiej zabrzmiało Gaudeamus

Prof. dr hab. inż. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej: - Przyszłość nie jest miejscem, do którego kiedyś dotrzemy. Przyszłość jest czymś, co wspólnie tworzymy. Dla uniwersytetu technicznego to stwierdzenie ma znaczenie szczególne. 

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów.