Brązowy medal Jastrzębskiego Węgla to wasz sukces czy też porażka? Wszak znaleźliście się na pudle nie po raz pierwszy, wcześniej były dwa tytuły wicemistrza Polski i jedno mistrzostwo kraju. Przed sezonem zakładaliście występ w finale, ale się nie udało.
Zgoda, nasze plany i zamierzenia były inne, ale po przegranych ze Skrą Bełchatów meczach półfinałowych trzeba było ten cel zweryfikować. Brązowy medal cieszy. Tym bardziej, że zdobyliśmy go w dobrym stylu. W Jastrzębiu gram pięć lat i pierwszy raz wygraliśmy ostatni mecz play off. Wcześniej były to drugie lub czwarte miejsca... W jakimś stopniu jest to przełomowy sezon. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że mogło być lepiej, ale teraz nie ma to znaczenia. Mamy brąz, jesteśmy trzecim zespołem w Polsce i z tego bardzo się cieszymy.
Choć Skra była poza zasięgiem reszty drużyn, to jednak w waszym wypadku można mówić o lekkim niedosycie.
Niedosyt? Już wcześniej o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że głównym powodem tego, że nie dostaliśmy się do finału było to, że do play off startowaliśmy dopiero z czwartego miejsca. Ale to była wyłącznie nasza wina. Jesteśmy mądrzejsi o kolejne doświadczenie i za rok powalczymy o mistrzostwo Polski. A ten brąz wywalczyliśmy naprawdę ciężką pracą. W końcówce sezonu, gdy wiele rzeczy nam nie wychodziło, po blamażu w półfinale ze Skrą, potrafiliśmy się odnaleźć i wygrać w dobrym stylu spotkania o brąz z ZAKSĄ Kędzierzyn. A przecież ZAKSA była rewelacją rozgrywek.
Można powiedzieć, że był to udany sezon dla Pawła Ruska, solidnego libero, który nigdy nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu. W zakończonym sezonie należał pan do najlepszych graczy na swojej pozycji.
Ten sezon byłby dla mnie jeszcze lepszy, gdybyśmy wygrali Challenge Cup. W finałowym turnieju w Izmirze przegraliśmy decydujące starcie z Arkasem Piotra Gruszki tylko 2:3. Szkoda, że tak się stało, bo przecież byliśmy bardzo blisko zdobycia tego pucharu. Byłaby to wielka sprawa dla mnie, mojego klubu i całej polskiej siatkówki. Spełniłoby się moje wielkie marzenie.
Przeszlibyście wówczas do historii jako drugi polski klub siatkarski, który zdobył europejski puchar. Wcześniej, bo w 1978 r. uczynił to Płomień Sosnowiec, który w Bazylei sięgnął po Puchar Europy Mistrzów Krajowych.
Szkoda, że nie poszliśmy śladami Płomienia... Była na to duża szansa. Mimo wszystko należy się cieszyć z tego, co osiągnęliśmy w tym pucharze. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i w najbliższym sezonie znów postaramy się powalczyć w Europie. Przy okazji mam pewne skojarzenie naszego zespołu z dawnym Płomieniem. Oba kluby mają górnicze korzenie...
Nie ma pana w szerokim składzie kadry na Ligę Światową, ogłoszonym niedawno przez nowego selekcjonera biało-czerwonych, Daniela Castellaniego. Nadal liczy pan na awans do reprezentacji czy też ostatecznie pasuje?
Jeżeli zdrowie będzie mi dopisywało i trener kadry przyśle mi powołanie, to jestem do jego dyspozycji. To moje marzenie. Cztery lata byłem w kadrze B, ponadto byłem na dwóch Uniwersjadach. Cały czas jestem blisko pierwszej reprezentacji i bardzo wierzę w to, że w końcu się w niej znajdę. Mam nadzieję, że dostanę szansę od nowego selekcjonera.