Za rok powalczymy o mistrzostwo

Rozmowa z Pawłem Pruskiem, siatkarzem Jastrzębskiego Węgla, czołowym libero Plus Ligi

Brązowy medal Jastrzębskiego Węgla to wasz sukces czy też porażka? Wszak znaleźliście się na pudle nie po raz pierwszy, wcześniej były dwa tytuły wicemistrza Polski i jedno mistrzostwo kraju. Przed sezonem zakładaliście występ w finale, ale się nie udało.


Zgoda, nasze plany i zamierzenia były inne, ale po przegranych ze Skrą Bełchatów meczach półfinałowych trzeba było ten cel zweryfikować. Brązowy medal cieszy. Tym bardziej, że zdobyliśmy go w dobrym stylu. W Jastrzębiu gram pięć lat i pierwszy raz wygraliśmy ostatni mecz play off. Wcześniej były to drugie lub czwarte miejsca... W jakimś stopniu jest to przełomowy sezon. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że mogło być lepiej, ale teraz nie ma to znaczenia. Mamy brąz, jesteśmy trzecim zespołem w Polsce i z tego bardzo się cieszymy.

Choć Skra była poza zasięgiem reszty drużyn, to jednak w waszym wypadku można mówić o lekkim niedosycie.

Niedosyt? Już wcześniej o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że głównym powodem tego, że nie dostaliśmy się do finału było to, że do play off startowaliśmy dopiero z czwartego miejsca. Ale to była wyłącznie nasza wina. Jesteśmy mądrzejsi o kolejne doświadczenie i za rok powalczymy o mistrzostwo Polski. A ten brąz wywalczyliśmy naprawdę ciężką pracą. W końcówce sezonu, gdy wiele rzeczy nam nie wychodziło, po blamażu w półfinale ze Skrą, potrafiliśmy się odnaleźć i wygrać w dobrym stylu spotkania o brąz z ZAKSĄ Kędzierzyn. A przecież ZAKSA była rewelacją rozgrywek.

Można powiedzieć, że był to udany sezon dla Pawła Ruska, solidnego libero, który nigdy nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu. W zakończonym sezonie należał pan do najlepszych graczy na swojej pozycji.

Ten sezon byłby dla mnie jeszcze lepszy, gdybyśmy wygrali Challenge Cup. W finałowym turnieju w Izmirze przegraliśmy decydujące starcie z Arkasem Piotra Gruszki tylko 2:3. Szkoda, że tak się stało, bo przecież byliśmy bardzo blisko zdobycia tego pucharu. Byłaby to wielka sprawa dla mnie, mojego klubu i całej polskiej siatkówki. Spełniłoby się moje wielkie marzenie.

Przeszlibyście wówczas do historii jako drugi polski klub siatkarski, który zdobył europejski puchar. Wcześniej, bo w 1978 r. uczynił to Płomień Sosnowiec, który w Bazylei sięgnął po Puchar Europy Mistrzów Krajowych.

Szkoda, że nie poszliśmy śladami Płomienia... Była na to duża szansa. Mimo wszystko należy się cieszyć z tego, co osiągnęliśmy w tym pucharze. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i w najbliższym sezonie znów postaramy się powalczyć w Europie. Przy okazji mam pewne skojarzenie naszego zespołu z dawnym Płomieniem. Oba kluby mają górnicze korzenie...

Nie ma pana w szerokim składzie kadry na Ligę Światową, ogłoszonym niedawno przez nowego selekcjonera biało-czerwonych, Daniela Castellaniego. Nadal liczy pan na awans do reprezentacji czy też ostatecznie pasuje?

Jeżeli zdrowie będzie mi dopisywało i trener kadry przyśle mi powołanie, to jestem do jego dyspozycji. To moje marzenie. Cztery lata byłem w kadrze B, ponadto byłem na dwóch Uniwersjadach. Cały czas jestem blisko pierwszej reprezentacji i bardzo wierzę w to, że w końcu się w niej znajdę. Mam nadzieję, że dostanę szansę od nowego selekcjonera.

Paweł Prusek, urodzony 21 stycznia 1983 r. w Żorach. Libero Jastrzębskiego Węgla zaczynał karierę w RMKS Rybnik, ponadto występował w Górniku Radlin. Wcześniej specjalizował się w siatkówce plażowej, zdobywając liczne tytuły w rozgrywkach młodzieżowych i seniorskich. Od 2004 r. zawodnik klubu z Jastrzębia, z którym dwa razy wywalczył wicemistrzostwo Polski i jedno trzecie miejsce. W Pucharze Challenge Cup zdobył z zespołem drugie miejsce i tytuł najlepszego libero.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

80 lat SITG w Rybniku: Wspólnota, tradycja i przyszłość

Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Górnictwa Oddział w Rybniku świętuje jubileusz 80-lecia działalności. Z tej okazji w dniach 4–6 września 2026 roku zorganizowano uroczyste obchody, połączone z nadaniem odznaczeń oraz wydarzeniami kulturalnymi i integracyjnymi.

Amfetamina w kiełbasie, wódka w pomarańczy. Kiedy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na haju?

Wiecie, kiedy po raz pierwszy wyszło na jaw, że w kopalniach zdarzają się przypadki pracy na tzw. haju? Pewnie nie, ale ja Wam podpowiem. To był 2011 rok. Wówczas w ręce policjantów wpadło pięciu mężczyzn, którzy na terenie katowickiej kopalni Wieczorek handlowali marihuaną. Skoro handlowali, no to pewnie byli tacy, którzy ją kupowali, a następnie używali przed pracą albo w czasie szychty. No i pojawił się nowy problem. 

O co chodziło w tym proteście? Ufam, że nie o czyjeś partykularne interesy

Wakacje się skończyły, a na zakończenie byłem pod czeską Pragą na Dniu Czołgowym i w świetnym Muzeum Lotnictwa. Kiedy czytacie te słowa, jestem na Słowacji na Dniach Salamandry w Bańskiej Szczawnicy, czyli miejscowym święcie górników, geologów, nafciarzy, geodetów i paru jeszcze pokrewnych branż. Zresztą w mediach pojawiły się już poważniejsze tematy.

„Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku”. Na Stadionie Śląskim powstanie wielkie widowisko o legendarnym meczu z 1957 roku

Plenerowy spektakl teatralny „Łącznik – pieśń o Gerardzie Cieśliku” odbędzie się 20 września 2026 r. o godz. 20.00 na Superauto.pl Stadionie Śląskim w Chorzowie. To wydarzenie łączy sport, teatr, muzykę, film i nowoczesne efekty multimedialne, tworząc poruszającą opowieść o pasji, odwadze i sile sportowych marzeń – osnutą wokół legendarnego meczu Polska–ZSRR z października 1957 roku.