Z Wełnowca na koniec świata. Jak chłopak ze Śląska zarządza gigantyczną kopalnią na pustyni Atakama

Mateusz Moskwa pochodzi z Katowic, wykształcenie zdobywał na krakowskiej AGH, a dziś odpowiada za kluczowe operacje w jednej z największych kopalni miedzi na świecie, należącej do KGHM

fot: archiwum prywatne

Mateusz Moskwa (w środku) w chilijskiej kopalni Sierra Gorda pracuje od 2017 roku

fot: archiwum prywatne

Mateusz Moskwa pochodzi z Katowic, wykształcenie zdobywał na krakowskiej AGH, a dziś odpowiada za kluczowe operacje w jednej z największych kopalni miedzi na świecie, należącej do KGHM

Tradycje górnicze w domu rodzinnym Mateusza były widoczne od najmłodszych lat i – jak sam podkreśla – miały ogromny wpływ na jego późniejsze wybory zawodowe. Dziadek od osiemnastego roku życia pracował w zagłębiowskich kopalniach, a jego ostatnim przystankiem w karierze była katowicka KWK Staszic. Z górnictwem krótki epizod miał tam również jego ojciec. Rodzice Mateusza w późniejszych latach prowadzili z kolei firmę wiertniczą, realizującą specjalistyczne roboty odwadniające na gigantycznej odkrywce węgla brunatnego w Bełchatowie.

Wybór kierunku studiów na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – górnictwa i geologii – wydawał się w tej sytuacji zupełnie naturalną konsekwencją.

– Po prostu wychowałem się w otoczeniu, gdzie ta branża była stale obecna i postrzegana jako stabilna oraz perspektywiczna – tłumaczy Mateusz.

Koleżanki i koledzy z roku? Absolutna większość w branży

Jak dodaje, sytuacja w polskim górnictwie w momencie, gdy wstępował w mury AGH, czyli w 2008 roku, wyglądała zupełnie inaczej niż obecnie.

– Wielu moich kolegów już na drugim czy trzecim roku podpisywało umowy ze spółkami węglowymi. Otrzymywali miesięczne stypendia w zamian za zobowiązanie do podjęcia pracy po ukończeniu studiów. Byliśmy chyba jednym z ostatnich roczników, które załapały się na ten gwarantowany, klasyczny model zatrudnienia. Co ciekawe, gdy dziś śledzę profile moich koleżanek i kolegów z roku w social mediach, absolutna większość wciąż pracuje w branży wydobywczej – zauważa.

Mateusz nie poprzestał jednak na jednym kierunku. Podczas studiów inżynierskich z górnictwa rozpoczął zaocznie licencjat z ekonomii i finansów, a po jego obronie rozpoczął kolejne studia magisterskie na Wydziale Wiertnictwa, Nafty i Gazu AGH. Ostatecznie uczelnię opuszczał z dwoma dyplomami magistra, jednym inżynierskim i licencjatem.

Słoneczna wyspa i mail od KGHM

Jak sam przyznaje, szczególną rolę w trakcie jego studiów odegrał dr inż. Jerzy Kicki. 

– To była dla mnie kluczowa postać, świetny pedagog i zarazem mentor. Osobiście nakierowywał mnie na odpowiednie tory i wspierał w decyzjach. To u niego pisałem pracę dyplomową – podkreśla Mateusz.

W czasie, gdy kończył studia górnicze, KGHM uruchomił drugą edycję swojego flagowego programu edukacyjno-rekrutacyjnego „Kopalnia Talentów”. Był on adresowany do wyróżniających się absolwentów i otwierał drzwi do kariery w miedziowej spółce.

– Bardzo mi zależało, żeby się tam dostać. Przeszedłem wieloetapową rekrutację, przygotowałem obszerną prezentację i chociaż chętnych było wielu, udało się – wspomina.

O tym, że został zakwalifikowany do programu, dowiedział się w wyjątkowych okolicznościach, przebywając na letnich praktykach studenckich na Cyprze. Pracował tam w otoczeniu Skouriotissy, najstarszej odkrywkowej kopalni miedzi w Europie, gdzie wydobycie prowadzono już ponad dwa tysiące lat temu.

Program KGHM-u okazał się wyśmienitym poligonem doświadczalnym. Mateusz trafiał na kilkumiesięczne staże do kluczowych sektorów firmy: działu zakupów, działu planowania górniczego, a także do podziemnego dozoru w kopalni Rudna. Wkrótce potem jego kariera przyspieszyła – otrzymał bowiem pracę w centrali spółki, bezpośrednio w departamencie odpowiedzialnym za zarządzanie aktywami zagranicznymi.

Dwa lata na próbę. Dziewięć lat na stałe

Ten etap w życiu Mateusza przypadł na okres intensywnej ekspansji KGHM – po przejęciu kanadyjskiej Quadry FNX i rozpoczęciu budowy kopalni Sierra Gorda w Chile. Absolwent AGH został włączony w skład specjalistycznych komitetów technicznych, zajmujących się operacyjną obsługą projektów międzynarodowych: od wspomnianej Sierra Gorda, przez projekt Victoria w Kanadzie, aż po odkrywkową kopalnię Robinson w Stanach Zjednoczonych.

– Wiązało się to z bardzo częstymi podróżami służbowymi. Regularnie latałem do Santiago i stamtąd na plac budowy kopalni na pustyni. Poznałem kraj, lokalną specyfikę i przede wszystkim ludzi pracujących na miejscu – opowiada.

W 2017 r. otrzymał propozycję przeniesienia się do Chile na stały kontrakt. Mateusz wraz z żoną Natalią nie wahali się zbyt długo i podjęli decyzję o wyprowadzce na drugi koniec świata.

– Byliśmy wtedy dosłownie kilka miesięcy po ślubie. Natalia zrezygnowała z dotychczasowej pracy w Polkowicach, spakowaliśmy swoje rzeczy i wyjechaliśmy. Moja mama, jako że jestem jedynakiem, na początku uważała, że to szalony pomysł, żeby „uciekać” za pracą aż do Ameryki Południowej. Ale mając po 28 lat uznaliśmy, że byłoby grzechem nie skorzystać z takiej szansy. Zakładaliśmy, że jedziemy na maksymalnie dwa lata. W międzyczasie zobaczymy, jak wygląda życie na drugim kontynencie, a jak będzie źle – po prostu wrócimy do Polski. W tym roku mija dziewięć lat, a my nadal tam jesteśmy – podkreśla Mateusz.
 

Uroki Chile? Kurier w dwie godziny i luźne nastawienie do życia

Pierwsze miesiące w Ameryce Południowej nie były łatwe. Mateusz i Natalia musieli oswoić się z nowym językiem i odmienną kulturą. Codzienne sprawy, takie jak zakupy czy wizyta u lekarza, wymagały początkowo więcej wysiłku. Z czasem coraz lepiej odnajdywali się w chilijskiej rzeczywistości.

– Pamiętam, że nawet założenie internetu w mieszkaniu było na początku wyzwaniem, okazją do nauki języka i poznawania lokalnych zwyczajów. Każda sytuacja pomagała nam nabierać pewności w hiszpańskim i lepiej odnajdywać się w nowym otoczeniu – wspomina Mateusz.

Zaznacza również, że Chile na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat przeszło gigantyczną transformację cyfrową i gospodarczą.

– Dziś to zupełnie inny kraj. Gdy przyjeżdżałem tu w 2017 r., zakupy online czy sprawny serwis gwarancyjny niemal nie istniały. Obecnie e-commerce działa tam fenomenalnie – zamawiając coś w sklepie internetowym w Santiago, potrafię otrzymać przesyłkę kurierem w ciągu dwóch-trzech godzin. Pod wieloma względami nowoczesnych usług Chile dogoniło, a w niektórych obszarach wręcz przeskoczyło Europę.

I dodaje: 

– W życiu codziennym Chilijczycy mają wyluzowane podejście do wielu spraw, ale w pracy na kopalni panuje pełen profesjonalizm. Standardy bezpieczeństwa, dyscyplina, dbałość o procedury są tu na najwyższym światowym poziomie. A przede wszystkim to wspaniali ludzie, niezwykle pozytywnie nastawieni do świata. Na ulicach widać uśmiech, Chilijczycy potrafią cieszyć się życiem niezależnie od statusu majątkowego. Zawsze znajdą czas na serdeczną rozmowę. Tego optymizmu my, Polacy, moglibyśmy się od nich uczyć.

Pod sobą ma dyspozytornię i setki operatorów

W kopalni Sierra Gorda Mateusz pełni funkcję superintendenta ds. zarządzania operacyjnego kopalni (superintendente de gestión operativa mina). W strukturze gigantycznego zakładu odkrywkowego to jedno z kluczowych stanowisk kierowniczych.

W zakres jego bezpośredniej odpowiedzialności wchodzą dwa główne obszary. Pierwszym z nich jest Dyspozytornia Górnicza, czyli prawdziwy mózg kopalni i centrum dowodzenia, które w trybie ciągłym monitoruje realizację planów produkcyjnych, nadzoruje pracę oraz efektywność parku maszynowego i zarządza całokształtem ruchu gigantycznej floty ciężkiego sprzętu oraz wywrotek na terenie odkrywki.

Drugim obszarem jest Departament Szkoleń, odpowiadający za ciągłe podnoszenie kwalifikacji i przygotowywanie do pracy ponad 650 operatorów maszyn górniczych – zarówno nowo zatrudnianych pracowników, jak i doświadczonej kadry przechodzącej na nowe typy sprzętu.

Dodatkowo Mateusz ściśle współpracuje z szefostwem kopalni w zakresie nadzoru nad budżetem operacyjnym oraz kontroli kosztów.

– Kiedy po raz pierwszy przyjeżdża się do Sierra Gorda, skala tego przedsięwzięcia zwala z nóg. W Europie nie ma kopalni odkrywkowych o takim rozmachu. To absolutne centrum światowego górnictwa miedziowego. Dla kogoś, kto kończył górnictwo, praca w takim miejscu to szansa jedna na milion – podkreśla.
 

Samoloty i kontenerowe miasteczko

Organizacja pracy w chilijskim przemyśle wydobywczym różni się od realiów znanych na Śląsku czy w Zagłębiu Miedziowym. Ze względu na olbrzymie odległości i fakt, że kopalnie zlokalizowane są w głębi pustyni Atakama, na północy Chile, pracownicy nie dojeżdżają do pracy codziennie ze swoich domów.

Mateusz pracuje w reżimie zmianowym 4 na 3. Od poniedziałku do czwartku przebywa w Sierra Gorda, a od piątku do niedzieli ma wolne i wraca do rodziny w Santiago.

– Mój tydzień pracy zaczyna się w zasadzie w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wstaję około 2.00 lub 3.00, żeby zdążyć na poranny samolot z Santiago do Calamy lub Antofagasty. Sam lot trwa około dwóch godzin, a stamtąd czeka mnie jeszcze godzina lub dwie jazdy samochodem na teren zakładu – opowiada.

Na miejscu praca trwa w bardzo intensywnym tempie – po minimum 12 godzin na dobę. Dzień rozpoczyna się od pierwszych odpraw i przekazania zmiany w dozorze o godzinie 7.00 rano.

Samo zaplecze mieszkaniowe dla pracowników – tzw. campamento – to samowystarczalne miasteczko zbudowane na środku pustyni, gdzie jeszcze dwie dekady temu nie było dosłownie niczego. Osiedle składa się z modułów kontenerowych pełniących funkcję jedno- i dwuosobowych pokojów mieszkalnych z klimatyzacją i łazienkami. Na miejscu działają pełnowymiarowe stołówki, kompleksy sportowe z boiskami, siłowniami i kortami tenisowymi, a nawet bezalkoholowe puby.

– Warunki do odpoczynku po 12-godzinnej szychcie są naprawdę bardzo dobre. Firma dba o regenerację pracowników, organizując rozgrywki sportowe czy wydarzenia integracyjne – dodaje Mateusz.
 

Wysokie zarobki okupione rodzinną rozłąką

Chilijskie górnictwo to także inne zasady prawne i socjalne. W przeciwieństwie do Polski, w Chile nie istnieją przywileje emerytalne z tytułu pracy w warunkach szkodliwych. Wiek emerytalny jest powszechny i wynosi 65 lat dla mężczyzn oraz 60 lat dla kobiet.

Choć branża górnicza należy do najlepiej opłacanych w kraju i gwarantuje wysoki standard życia oraz ubezpieczenie medyczne, to praca w ciągłej rozłące niesie ze sobą duże koszty.

– Górnictwo w Chile daje ogromne możliwości finansowe, ale praca w systemach 4/3, 7/7 czy 14/14 sprawia, że spędzasz połowę życia z dala od domu. To potężne obciążenie dla relacji rodzinnych. Wielu moich znajomych z branży rodzinne regularnie omija rodzinne uroczystości bądź nie jest w stanie w pełni wspierać swoich partnerek w wychowywaniu dzieci. Coś za coś – za wysokie zarobki płaci się prywatną cenę – zauważa.
 

Trójjęzyczny dom na końcu świata
 

Mimo wyzwań logistycznych i znacznej odległości od Europy, Chile stało się dla rodziny Moskwów prawdziwym domem. To właśnie tutaj urodził się ich syn, Kacper, który wkrótce skończy siedem lat.

– Wychowywanie dziecka na emigracji daje mu niesamowity kapitał na przyszłość. Kacper płynnie posługuje się trzema językami: polskim, hiszpańskim i angielskim. Dzieci w tym wieku chłoną wiedzę jak gąbka. To wartość, której nie da się przeliczyć na żadne pieniądze – podkreśla z dumą Mateusz.

Pytany o to, czy wyobraża sobie powrót do Polski na stałe, zawiesza głos:

– To bardzo trudne pytanie i nie potrafię na nie dzisiaj jednoznacznie odpowiedzieć. Tęsknimy za Polską, ale w Chile dobrze nam się żyje — rozwijamy się z żoną, syn ma dobrą szkołę, a my jesteśmy otwarci na to, co przyniesie przyszłość.

Jak sam przyznaje, nigdy nie przypuszczał, że wybrane lata temu górnictwo zaprowadzi go na drugi koniec świata, ale dziś nie ma wątpliwości: jest szczęśliwy, że tak ułożyło się jego życie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Otwarci na technologie przyszłości, górnictwa się nie wyrzekli

- Nowoczesne górnictwo również może być przestrzenią dla zaawansowanych technologii. Jako Instytut Techniki Górniczej Komach doskonale wiemy, że transformacja nie oznacza konieczności odrzucenia dotychczasowego dorobku – wskazuje dr hab. inż. Dariusz Prostański, dyrektor Instytutu Techniki Górniczej KOMAG.

W kopalni Ruda monitorują strefy szczególnego zagrożenia

Wszystko dzięki technologii RFID (Radio Frequency Identification) umożliwiającej kontrolę liczby pracowników przebywających w danym rejonie kopalni. System bezprzewodowo rozpoznaje obiekty oznakowane mikroskopijnym mikroprocesorem.

Miliardy prezydenta dla górników pod lupą. Demokraci po wyborach biorą się za kopalnie

Firmy górnicze, które korzystały z miliardów dolarów wsparcia ze strony administracji Donalda Trumpa, stają w obliczu nowego ryzyka: wzmożonej kontroli po zwycięstwie Demokratów w wyborach uzupełniających – pisze mining.com.

Wydobycie nadal wpływa na powierzchnię Bytomia? Rozmawiał o tym zespół porozumiewawczy

W Bytomiu rozmawiano o wpływie eksploatacji górniczej na powierzchnię miasta.