Z przodka na lokomotywę, czyli Akademia Maszynistów PKP Intercity czeka na byłych górników
Na jednej szychcie trzy razy pojechać z Katowic do Warszawy i z powrotem? Jak najbardziej! W zawodzie maszynisty kolejowego to szara, codzienna rzeczywistość. Spółka PKP Intercity chętnie widziałaby górników za sterami lokomotyw. Działa już siedem najnowocześniejszych symulatorów służących do szkoleń maszynistów. Jeden z nich zaprezentowano w Katowicach.
Michał Wall jest jednym z maszynistów instruktorów, pod którego opiekę trafią w najbliższym czasie kandydaci do zawodu
Na jednej szychcie trzy razy pojechać z Katowic do Warszawy i z powrotem? Jak najbardziej! W zawodzie maszynisty kolejowego to szara, codzienna rzeczywistość. Spółka PKP Intercity chętnie widziałaby górników za sterami lokomotyw. Działa już siedem najnowocześniejszych symulatorów służących do szkoleń maszynistów. Jeden z nich zaprezentowano w Katowicach.
W wirtualnej podróży lokomotywą typu Huzar utknęliśmy gdzieś w polu pod Wrocławiem. W końcu na tarczy semafora dyżurny ruchu wyświetlił zielony sygnał. To znak, że możemy ruszać. Trzeba tylko podać modulowany sygnał „baczność” syreną lokomotywy i dalejże w drogę. Rozpędzony do 180 km na godzinę wirtualny elektrowóz rusza przed siebie, zostawiając w tyle wiadukty, przejazdy kolejowe, małe stacje i zabudowania. Nowe urządzenia są wyposażone w oprogramowanie zawierające wirtualne trasy o długości 8000 km, odwzorowujące prawdziwe odcinki linii kolejowych w Polsce, m.in. Warszawa – Gdynia, Katowice – Kraków czy Poznań – Wrocław, Warszawa – Szczecin. Na wirtualnej trasie widać tę samą infrastrukturę co w rzeczywistości, a także otaczającą linie kolejowe przyrodę. W ciągu następnego kwadransa docieramy na dworzec Wrocław Główny.
Akademia czeka
– Jak się jechało? – pyta Michał Wall, maszynista instruktor.
– Frajda niesamowita – odpowiadam, mając świadomość, że kierowanie takim stalowym smokiem do łatwych jednak nie należy, i żeby samemu usiąść za prawdziwymi jego sterami i ciągnąć za sobą dziesiątki wagonów towarowych lub pasażerskich, trzeba przez bite trzy lata pilnie przyswajać sobie tajniki tego zawodu. Same umiejętności rozpędzania i hamowania z pewnością nie wystarczą.
– Dysponujemy Akademią Maszynistów, gdzie można odbyć początkowy kurs na licencję, który jeszcze nie upoważnia do samodzielnego prowadzenia pociągów, ale pozwala przejść do drugiego etapu, czyli kurs kończy się uzyskaniem świadectwa. Kandydaci uczeni są praktycznej obsługi lokomotyw i zespołów trakcyjnych. Zwieńczeniem nauki jest egzamin państwowy w Urzędzie Transportu Kolejowego, także na symulatorze. Sprawdzana jest wiedza praktyczna i teoretyczna kandydata na przyszłego maszynistę. Po tym egzaminie można już samodzielnie prowadzić pociągi – tłumaczy Adam Wawrzyniak, członek zarządu PKP Intercity.
Dla Michała Walla prowadzenie pociągu to prawdziwa przyjemność. Swobodnie czuje się za pulpitem sterowniczym każdej lokomotywy. Zaczynał od składów towarowych, z czasem przesiadł się na osobowe. Prowadził m.in. takie pociągi jak: EN Chopin, EIC Sobieski, IC Ondraszek czy IC Górnik. Szlaki, po których jeździł, zna na pamięć.
– Często mnie pytają, czy kurs na samochodowe prawo jazdy przypomina w jakimś sensie ten na licencję maszynisty. Otóż przepisy ruchu kolejowego różnią się od drogowych. Są o wiele bardziej skomplikowane. Z racji tego, że ruch kolejowy odbywa się po szynach, gdzie nie można wyprzedzić, nie można zawrócić, jest nieco trudniej. Pociąg rozpędza się tak szybko jak samochód, albo nawet jeszcze szybciej, natomiast hamuje dłużej. W przypadku jazdy z prędkością 160 km jest to ponad 40 m w ciągu sekundy, a za sobą ciągniemy 300-400 t ciężaru. No i zatrzymanie tego wszystkiego na określonej odległości od przeszkody może okazać się trudne. Jedyne, co może zrobić maszynista w podobnej sytuacji, to wdrożyć hamowanie nagłe i liczyć, że sytuacja będzie miała swój pożądany finał. Sztuka hamowania to podstawa, trzeba się jej pilnie uczyć – wyjaśnia.
W zawodzie maszynisty najcenniejszym zmysłem jest wzrok, żeby móc wyraźnie obserwować szlak kolejowy, pracując często w nocy lub w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych, we mgle i rzęsistym deszczu. Pożądane cechy to opanowanie, refleks, podzielność uwagi i komunikatywność, z racji tego, że w trakcie jazdy musi utrzymywać kontakt werbalny z dyżurnymi ruchu na szlaku i co pewien czas naciskać dźwignię samoczynnego hamowania pociągu, w przeciwnym razie system sam wdroży jego hamowanie.
U góry ma Świętego Piotra
– Co dla mnie było najtrudniejsze do przyswojenia podczas szkoleń? Z perspektywy czasu powiem, że nie sama technika jazdy lub hamowania, a przepisy kolejowe. Tu nie ma sygnalizacji świetlnej w trzech kolorach, jak na drodze. Semafory wyświetlają ich o wiele więcej. I nie można tego wszystkiego spisać na kartce papieru i wozić ze sobą, tylko wbić mocno do głowy. Kiedyś nie było takich możliwości dydaktycznych, teraz symulator bardzo ułatwia pracę z kandydatami na maszynistów, także w tym zakresie – opowiada dalej Michał Wall.
Kolejarze mawiają, że maszynista jest ze wszystkich stron otoczony: z przodu ma wielką niewiadomą, u góry Świętego Piotra, na dole prokuratora, a z tyłu ogromną odpowiedzialność, która się za nim ciągnie w postaci sznura wagonów z towarem lub ludźmi. Trzeba być stale w bardzo dobrej kondycji psychofizycznej, zwłaszcza psychomotorycznej, bo tutaj decyzje podejmowane są w ułamku sekund. Maszynista musi mieć ponadto pasję poznawania, uczenia się, szkolenia, analizowania i co najważniejsze – obowiązkowości. Praca bowiem zaczyna się i kończy o różnych porach i w różnych miejscach, w świątek, piątek i w niedzielę – zaznacza Bartłomiej Buczek, dyrektor południowego zakładu PKP Intercity.
A zatem pora zamienić kombajn na lokomotywę!
– Wszystkich tych, którzy chcieliby się przebranżowić, a pracują dziś w sektorze górniczym, zapraszamy do PKP Intercity na szkolenie. Jeżeli ktoś w swojej dotychczasowej pracy miał do czynienia z różnymi technicznymi rozwiązaniami, zapewne świetnie odnajdzie się również na kolei – zapewnia Adam Wawrzyniak, członek zarządu PKP Intercity.
Warto przypomnieć, że w ub.r. Polska Grupa Górnicza, Koleje Śląskie oraz spółka z grupy PGG – Synercom Usługi Wspólne zawarły porozumienie o wsparciu dla pracowników odchodzących z branży górniczej, obejmujące zmianę kwalifikacji zawodowych i zatrudnienie na nowych miejscach pracy. Dzięki wsparciu unijnych funduszy na początek nawet 200 pracowników PGG otrzymało możliwość przekwalifikowania się do pracy w dynamicznie rozwijającej się branży kolejowej. Projekt jest długofalowy, może rosnąć wraz z potrzebami rynku i zainteresowaniem pracowników.