Krystian Krawczyk, wieloletni redaktor naczelny Górniczej na jubileusz

fot: Krystian Krawczyk

Krystian Krawczyk, przez 17 lat był naczelnym „Trybuny Górniczej”

fot: Krystian Krawczyk

To już 30 lat tygodnik „Trybuna Górnicza” towarzyszy górnictwu węgla kamiennego w Polsce. Pierwszy jej numer ukazał się w czwartek, 9 czerwca 1994 r. Został wydrukowany na zielonym papierze – wszak to górniczy kolor – i był kolportowany wraz z gazetą, którą pamiętają zapewne już tylko starsi Czytelnicy – z „Trybuną Śląską” - wspomina red. Krystian Krawczyk, który „Trybuną Górniczą” kierował przez 17 lat.

Ogromne problemy branży, która była w zapaści i którą czekała bolesna restrukturyzacja, zrodziły pomysł powołania tygodnika. Zarządzający tym sektorem zdali sobie sprawę, że bez możliwości komunikowania się z załogami kopalń i lokalnymi społecznościami proces przekształceń może się nie udać. Był to czas, gdy 71 kopalń skupionych w 7 spółkach węglowych fedrowało rocznie 170-180 mln ton węgla. Zatrudnionych w nich było ponad 400 tys. osób. Wszystkiego było za dużo – rynek był w stanie zagospodarować wtedy zaledwie połowę ówczesnego wydobycia. Branża musiała przejść radykalne i bolesne zmiany, aby w sposób niekontrolowany nie upaść z trudnymi do wyobrażenia konsekwencjami dla regionu. O tym trzeba było mówić głośno, ale okazało się to niezwykle trudne.

– A to dlatego, że nie było właściwie instrumentu do komunikowania się z górnikami. Natomiast w prasie, zarówno regionalnej, jak i ogólnopolskiej, publikowano ogromną liczbę materiałów, które jak w bęben waliły w górnictwo, odsądzając je od czci i wiary. Branża była bezbronna, bo nie miała gdzie argumentować, pokazywać swoich racji – wspominał po latach red. Ryszard Fedorowski, twórca koncepcji i pierwszy redaktor naczelny „Trybuny Górniczej”.

Forum do przedstawiania punktu widzenia spraw górnictwa przez górników, i to nie tylko dla górników, miał stać się branżowy tygodnik. Sądzę, że to początkowe założenie zespołowi redakcyjnemu przez 30 lat udało się urzeczywistniać. Jest mi dane bycie częścią tego zespołu od ponad 23 lat jako: sekretarz redakcji, zastępca redaktora naczelnego, redaktor naczelny, a obecnie – już na emeryturze – współpracownik. Jestem z tego dumny, bo w redakcji, szerzej – w wydawnictwie przyszło mi pracować z fachowcami oddanymi nie tylko swojej pracy, ale i górnictwu. To sprawiało, że na łamach „Trybuny Górniczej” nie gościła tania sensacja, ale rzetelna informacja i analiza sytuacji; że publicystyka nie epatowała stereotypami i półprawdami, ale skupiała się na rzeczowej ocenie faktów i przedstawianiu wynikających z nich wniosków; że nie szukano tego, co dzieli, ale łączy; że w cenie było przywiązanie do tradycji i górniczego etosu, do małej i wielkiej Ojczyzny.

Tytułowi i tworzącemu go zespołowi życzę, aby mogli nadal realizować tę linię programową i opisywać trudną transformację polskiego górnictwa węgla kamiennego i regionu z takim samym profesjonalizmem i oddaniem, jak przez ostatnie 30 lat.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.