Z notatnika sztygara Onderki. Jak górnicy w Warszawie budowali metro

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Stacja metra w Warszawie

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Z pewnością jeszcze nie wiecie, że w swojej górniczej karierze zawodowej pracowałem jakiś czas w Warszawie. I wcale nie w ministerstwie, tylko przy górniczej robocie. Śmiejecie się? Otóż, wcale nie żartuję. Wysłali mnie do stolicy, żeby metro budować.

To był 1998 r. Pojechaliśmy tam wiosną. To ci dopiero była przygoda. Nie było mnie w Warszawie 25 lat. Od czasu wycieczki szkolnej. Wówczas, jako młodzieńcowi tuż przed maturą, nawet przez głowę by mi nie przeszło, że przyjadę tu kiedyś budować metro. A jak już tam jechałem wraz z grupą kolegów, to o żadnych wypadkach nawet nie śniłem w najgorszych koszmarach. No bo jak tam metro ma się do kopalni. Jednak bardzo się wszyscy myliliśmy. Ale do rzeczy. Był 8 września. Godzina 20.30. Pamiętam jak dziś. Od kilku dni drążony był tunel B15-wschód, w odległości 196 m od szybiku startowego. Drążyliśmy go na głębokości ok. 13 m od powierzchni gruntu, czyli od spągu wyrobiska. Robota szła metodą górniczą przy zastosowaniu tarczy typu SzCzN-1 S, urabianiem ręcznym. Wyobraźcie sobie teraz, że warstwy piasku zalegają w całym wyrobisku. Ma ono w przekroju kołowym 5,5 m i wykonane jest w obudowie tubingowej. W takich warunkach zabiór jest zmniejszony i wynosi około 0,35 m. Czoło przodka mieliśmy zabezpieczone pełną opinką wykonaną z bali drewnianych o grubości 5 cm, rozmieszczonych poziomo, a dociskanych dwudziestoma siłownikami poprzez drewniane kantówki o grubości 14 razy 14 cm, budowanymi prostopadle do bali.

Prace szły pełną parą na trzy zmiany. Zaczynaliśmy wtedy zmianę o 14.00. W przodku zatrudnionych było dziewięciu górników, z których czterech kończyło zakładanie ostatniego, przyspągowego bala opinki, a pozostali wykonywali montaż pierścienia tubingu. Zajęcie niełatwe. Do tego wszystkiego dochodziły jeszcze nerwy. Powiem Wam, że wszyscy mieliśmy zdwojoną uwagę, bo przecież w tych warunkach nigdy jeszcze nie pracowaliśmy. Co chwilę krzyczałem do chłopaków: uważajcie, to nie kopalnia. Oni jednak parli do przodu ile sił. Chcieli pokazać warszawiakom, jak się na Śląsku robi. Już ja te charaktery znam dobrze, bo cośmy się naspierali z miejscowymi, to nasze. Oni mieli nas za twardych, a my ich za takich, co na górniczej robocie się nie znają, bo niby z jakiej racji. Chłopaki trochę tego dnia z tempem przesadzili. Około 20.30 podczas wybierania piasku celem przełożenia ostatniego zabudowanego bala opinki, nastąpiło nagłe wysypanie się piasku, w wyniku czego całe opięcie wysypało się na spąg. Pamiętam tylko wielki huk i dramatyczne okrzyki kolegów. Obsunęło się 25 metrów sześciennych piasku! Wyobrażacie sobie? Zasypało dwóch naszych. Nagle zniknęli pozostałym z pola widzenia. Stanęliśmy jak wryci. Nie wiedzieliśmy, co robić. Gdyby to była kopalnia, może inaczej reagowalibyśmy. Jeden z naszych pospieszył z pomocą. Złamał nogę i dwa żebra, ale udało się uratować życie jednemu z zasypanych. Drugi nie przeżył.

No i co Wy na to? Tragedia na całego. Równie dobrze mogła się nam przydarzyć w chodniku. Ale tam było o tyle gorzej, że dopiero poznawaliśmy zagrożenia. Człowiek uczy się niestety na błędach. Szkopuł w tym, że te błędy czasami zbyt drogo kosztują. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnicy mają gwarancję zatrudnienia. Kto trafił na kopalnię Budryk?

Lata 90. ubiegłego wieku w polskim górnictwie były równie gorące jak obecne. O czym pisaliśmy 30 lat temu? Przede wszystkim o kopalni Żory, która została postawiona w stan upadłości. W 30. numerze „Trybuny Górniczej” z 1 sierpnia 1996 r. rozmawialiśmy też z Jerzym Markowskim, ówczesnym pełnomocnikiem rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.

Minister infrastruktury rozmawia z szefem MAP o przyszłości Polregio

Minister infrastruktury Dariusz Klimczak powiedział, że rozmawia z szefem MAP Wojciechem Balczunem o koncepcji rozwoju Polregio. Wskazał, że nie chodzi o to, kto ma nadzorować tę spółkę, tylko o plan na jej przyszłość. Zdaniem szefa Polregio ewentualna zmiana nadzoru mogłaby ułatwić zakup taboru.

Grzegorz Wolnik: JSW musi być do uratowania. Taka firma nie może upaść

Przyszłość Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wydłużenie pracy bloków Elektrowni Rybnik i powstanie drugiej metropolii na Śląsku. O tym rozmawialiśmy z Grzegorzem Wolnikiem, radnym Sejmiku Województwa Śląskiego (KO). 

Tauron Ciepło zwiększa przepustowość sieci ciepłowniczej z Elektrociepłowni Łagisza

Spółka Tauron Ciepło rozpoczęła zwiększanie przepustowości sieci ciepłowniczej, która umożliwi dodatkową produkcję ciepła z Elektrociepłowni Łagisza. Od sezonu grzewczego 2026/27 z tamtejszego ciepła będą mogli korzystać m.in. mieszkańcy Sosnowca.