Z notatnika sztygara Onderki. Feralny tor

fot: Kajetan Berezowski

fot: Kajetan Berezowski

 

Dziś opowiem Wam historię, jaka zdarzyła mi się rok temu. Miałem wtedy nockę. Zawsze jak chodziłem na nocki, to byłem pełen obaw, czy też coś złego się nie wydarzy. Bo człowiek inaczej reaguje wcześnie rano, inaczej w południe, a wieczorem to lepiej nie mówić, jak reaguje. Najchętniej poszedłby spać, a tu trzeba do roboty. Jak tak sobie wspomnę tych dwadzieścia pięć lat, co na kopalni przerobiłem, to Wam powiem, że wypadki najczęściej zdarzały się właśnie przed północą albo tuż nad ranem.

Nie raz widziałem kombajnistę ziewającego albo młodych górników skulonych gdzieś tam w zakamarkach chodnika. Kiedyś powiadało się, że dniówka w nocy szybko leci, bo się można kimnąć. Ludzie potem nogi tracili, umierali od porażenia prądem, bo wstał taki i nie wiedział, co się święci. Lazł przed siebie prosto pod pociąg, albo licho wie pod co. Ale o tym opowiem innym razem. Dziś powspominamy historię z ubiegłego lata. Prowadziliśmy wtedy prace w przekopie granicznym na poziomie 540 m w odległości jakieś 150 m od szybu. Miał nachylenie 0 stopni, wysokość ze dwa i pół metra i szerokości koło trzech. Na spągu wyrobiska, jak dziś pamiętam, ułożony był tor o rozstawie szyn 550 mm do transportu kołowego EKO-D30 i EKO-D15. W przekopie od szybu do załadowni kolejki prowadzono na platformach kołowych transport stropnic sekcji obudowy zmechanizowanej. Były one ładowane pionowo, krótszym bokiem i mocowane do platform odcinkami łańcucha łączonego śrubami rzymskimi. Ten transport prowadzono za pomocą pięciu kolejno zainstalowanych kołowrotów na podstawie dokumentacji układu transportowego.

Jak minęła północ, to trochę zrobiło mi się lżej, bo wiadomo, że do końca szychty zostało już mniej niż więcej. I wtedy kolega sztygar z oddziału likwidacyjno-zbrojeniowego wyznaczył zespół pracowników do robót transportowych. Wahał się, czy nie odłożyć tego na zmianę ranną. Ale w końcu podjął decyzję. Nie chciał się narazić szefom. O trzeciej rozpoczęto transport przy użyciu drugiego kołowrotu, zestawu złożonego z trzech platform, z których dwie załadowane były stropnicami obudowy. I nagle trrrach! Transport zatrzymano. Ludzie patrzą, co jest? A tu napięcie wysiadło. Był tam w grupie Wilk, najstarszy z zespołu, i Nowakowski, jego kumpel ze zmiany, przodowy.

– Idę powiadomić telefonicznie sztygara zmianowego – poinformował Nowakowski i popędził do telefonu.

Wrócił po jakichś trzech minutach i powiedział nam, że sztygara zastał na stacji materiałowej kolejki w odległości 800 m od szybu.

– Sztajger przyśle elektryka, mamy czekać – rzucił zdawkowo i usiadł na obudowie.

Ale elektryk nie przychodził. W końcu doszło pół do piątej i na dobrą sprawę nie wiadomo było, za co się wziąć. Robiło się, krótko mówiąc, nerwowo.

– Facet się chyba gdzieś stracił, a czas ucieka. Jedziemy z tym ręcznie, każda platforma osobno – zadecydował Nowakowski, zakasując rękawy.

Do roboty zabrali się Wilk, Nowakowski i trzeci, Józefowicz. Po przepchnięciu pierwszej platformy z załadowaną stropnicą Nowakowski stracił kontrolę nad jej ruchem.

– Uwaga, puuuść! – usłyszałem tylko te dwa słowa. Potem krzyk i stek przekleństw. Platforma wykoleiła się po przejechaniu niecałych siedmiu metrów. Mało tego, przewróciła się, przygniatając przodowego Nowakowskiego. Od razu poderwaliśmy się do telefonu. Tym razem sztygar przybiegł za dziesięć minut, a za nim ten cholerny elektryk, najmniej akurat wtedy potrzebny, i ratownicy. Chłop jeszcze żył, jak brali go na nosze. Ale to były jego ostatnie godziny. Wieczorem zmarł w szpitalu. Okazało się, że na krytycznym odcinku tor był rozszerzony do 600 mm, a różnica poziomów głównych szyn wyniosła 20 mm. I to było główną przyczyną wypadku. Odpowiedzialny za torowisko nie dostrzegł defektu. Widać mało skrupulatnie potraktował sprawę. Kto wie, co stałoby się, gdyby działał prąd? Jak sobie tak rozpamiętuję, to zawsze myślę, że Nowakowski mógł zostawić robotę, skoro elektryk nie przychodził. Ale cóż, nadgorliwość przypłacił życiem. Na przyszłość pamiętajmy, żeby na nocnej zmianie trzeźwo oceniać sytuację i solidnie traktujmy swoje obowiązki, żeby innym i sobie krzywdy nie wyrządzić. Kaj

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zwiedzili EC Szombierki. To była gratka dla miłośników historii techniki i architektury

20 czerwca Bytomianie mieli okazję zobaczyć z bliska, jak postępują prace związane z rewitalizacją Elektrociepłowni Szombierki. Podczas II Dni Otwartych zorganizowanych przez Grupę Arche uczestnicy zwiedzili jeden z najcenniejszych zabytków poprzemysłowych w regionie i poznali plany dotyczące jego przyszłego zagospodarowania.

Wyjątkowa wystawa w Bieruniu. Odkryj fascynujące tajemnice KWK Piast

Na rynku w Bieruniu stanęła plenerowa wystawa „Bieruńsko gruba. Moje miejsce na ziemi”. Ekspozycja, którą można oglądać od 20 czerwca, przedstawia historię KWK Piast oraz losy lokalnej społeczności związanej z zakładem. Prezentowane są na niej materiały archiwalne oraz fotografie autorstwa Tomasza Liboski.

Jacek Korski: Pamiątka z przeszłości, czyli historia niezwykła pewnego kombajnu

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

Gotowi na wielką metropolię?

Czescy samorządowcy nalegają na szybkie powołanie do życia metropolii, która połączyłaby Katowice z Ostrawą. Ogłosili to podczas dorocznego, XXXII Spotkania Biznesu Czech, Polski i Słowacji, które odbyło się w ub. tygodniu w ostrawskim magistracie.