Jak wychodzą z kopalni wykąpane, umalowane, pachnące, to nikt na ulicy nie pozna, gdzie pracują

fot: Kajetan Berezowski

Na przeróbce kobiet nigdy nie brakowało. Tak też jest w kopalni Bolesław Śmiały. Od lewej stoją: Joanna Golda i Dorota Niziałek. Przy pulpicie dyspozytorskim siedzi Barbara Filip

fot: Kajetan Berezowski

Ani razu do roboty nie przyszły bez makijażu. To, że pracują w usmarowanych drelichach, nie znaczy, że nie dbają o siebie. Faceci podziwiają je za hardość ducha i za to, że potrafią ustać przy maszynie bite osiem godzin, albo co drugi dzień zjeżdżać na dół.

W polskich kopalniach na przeróbce kobiet nigdy nie brakowało. Jeszcze 20 lat temu pracowały w dużym zapyleniu przy starych maszynach. Teraz jest lepiej – przyznają same. Nadeszły czasy mechanizacji i informatyzacji procesów technologicznych. Znajomość obsługi komputera stała się niezbędną umiejętnością. Choć zdarzają się sytuacje, że trzeba jeszcze pomachać szuflą.

– Kiedyś było więcej roboty fizycznej, na przykład ręczne przekładanie urządzeń. Niektóre takie prace wykonywali tylko mężczyźni. Teraz obsługujemy bez problemu przesiewacze lub przenośniki taśmowe. W ostatnich latach pojawiło się sporo automatyzacji, ale i tak łopata jest niezbędna, nie ma zmiłuj się. Węgiel się sypie i musi być pozbierany, tego żadna maszyna nie zrobi – odkrywa tajniki swej pracy Joanna Golda.

Na przeróbce w kopalni Bolesław Śmiały pracuje już 35. rok. Zna tu każdy zakamarek. Zajmuje się obsługą wzbogacalników zawiesinowych.

– Co najbardziej nam doskwiera? Pewnie hałas i zapylenie, ale i tak są mniejsze niż dawniej. Po prostu, mniej jest urządzeń, poza tym wprowadzono surowe normy bezpieczeństwa i higieny pracy. Urządzenia są nowocześniejsze, stare idą w odstawkę – tłumaczy.

Mąż Joanny również pracował na łaziskim Bolku. Obecnie przebywa na rencie.

– Robił na dole, wie, jak smakuje kopalnia. Kiedyś z dołu brali mężczyzn do góry, żeby pomogli czyścić wagony. Był na przeróbce i widział, co jest tu grane. Nie zazdrości mi tej roboty, ale ja i tak za rok wybieram się na emeryturę – uśmiecha się Joanna Golda.

Dorota Niziałek ma za sobą 6 lat pracy.

– Informatyzacja procesów technologicznych postępuje. Trzeba było się przestawić na komputer, ale kto dziś nie posługuje się tym urządzeniem? W domu się to robi, to i w pracy można. Ja problemu nie widzę, a że przy maszynie trzeba stać i pilnować procesów technologicznych, to swoją drogą. Taka specyfika pracy i po temacie. Ale na pewno do tej roboty nie nadaje się każda. Trzeba mieć coś w sobie, jakiś taki hart ducha i charakter. Bez tego się nie da – kwituje w kilku słowach.

Żeńska część załogi zakładu przeróbczego mimo trudnych warunków pracy prezentuje się schludnie.

– Bez makijażu żadna na szychtę nie przyjdzie, nie ma opcji. Trzeba jakoś wyglądać, humor sobie poprawić. Ja też bez makijażu z domu nie wyjdę. To samo po robocie. Jak się wyjdzie z kopalni, to nikt na ulicy nie pozna, gdzie się pracuje, bo się jest czystym człowiekiem, umytym, wykąpanym, wymalowanym i wypachnionym. I tak, uważam, powinno być. Niektóre dziewczyny mają tipsy. Jak lubią, to mogą. W robocie trzeba zakładać rękawiczki. Jak poradzą to wszystko ogarnąć z tymi tipsami, to ich sprawa. A w domu? Czasami opowiem coś o zakładzie, ale żeby to był główny temat rozmów, to bym nie powiedziała – przyznaje Dorota Niziałek.

Barbara Filip ma za sobą 37 lat pracy. Zajmuje najwyższe stanowisko w kobiecej hierarchii na przeróbce. Ba, zdarzają się sytuacje, w których może wydawać polecenia nawet mężczyznom. Pełni bowiem funkcję dyspozytora. Zajmuje miejsce przy pulpicie i z uwagą śledzi przekaz wizyjny na sporych rozmiarów monitorach.

– Mam obraz z kamer, obserwuję pracę urządzeń, poszczególne stanowiska i kontroluję stan napełnienia zbiorników. Generalnie to moja praca polega na przekazywaniu poleceń wydawanych przez dozór. Dawniej wiele czynności wykonywało się na telefon, inne były czytniki. Teraz jest przejrzyściej, bezpieczniej i spokojniej. Komfort pracy się poprawił, bo się wszystko widzi jak na dłoni – wyjaśnia Barbara Filip, wskazując na monitory.

W polskich kopalniach na przeróbce kobiet nigdy nie brakowało.

– To prawda, że mamy teraz więcej mechanizacji i informatyzacji procesów technologicznych, ale i tak kandydatów na stanowiska w zakładach przeróbczych jest coraz mniej. Szkoły nie kształcą w tych kierunkach. Załoga się kurczy, w sumie mamy pół na pół kobiet i mężczyzn – wylicza Krzysztof Kołodziejczyk, nadsztygar ds. przeróbki w kopalni Bolesław Śmiały.

Kierownik Adam Palarz nie wyobraża sobie pracy bez płci pięknej.

– Wykonują swoje zadania dokładnie, emanują spokojem, łagodzą obyczaje. Na wielu odcinkach są niezastąpione – zapewnia.

Polskim dziewczynom kopalnie niestraszne. Każdego roku na biurkach dyrektorów zakładów górniczych ląduje ponad 300 podań o przyjęcie do pracy. Najwięcej szans mają panie z tytułami inżynierów. W sumie piękniejsza część polskiej braci górniczej liczy ok. 9 proc. całości, czyli w granicach 6 tys. pracownic. Z czego większość zasila właśnie kadrę inżynierską. Bez zjazdów panie nie mogłyby wykonywać swoich zadań. Są sztygarami i nadzorują pracę górników. Wytyczają kolejne rejony eksploatacji węgla. Każde wyrobisko dokładnie mierzą, pobierają próbki, a następnie monitorują jego stan. Wchodzą na pierwszą linię górniczego frontu, często podczas drążenia chodników i urabiania skały. Do tych najbardziej nam znanych należą Malwina Smulska z kopalni Budryk w Ornontowicach, bohaterka programu wyemitowanego w Discovery Channel, Joanna Kuchenbecker-Gacka, która współprojektowała podziemne połączenie kopalń Budryk i Knurów-Szczygłowice, oraz geolożka Ewa Zőllner-Tkocz z ruchu Marcel kopalni ROW w Rybniku.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Park z górniczym rodowodem czeka kompleksowa rewitalizacja

Park Miejski w Tarnowskich Górach czeka kompleksowa rewitalizacja warta 33 mln zł. Samorząd pozyskał na ten cel 31,5 mln zł dofinansowania z funduszy unijnych, a prace mają zakończyć się do grudnia 2028 r.

Licznik „Mikroretencji” w woj. śląskim kręci się coraz mocniej. Złożono już ponad tysiąc wniosków

Program „Mikroretencji” w województwie śląskim nabiera tempa. Od startu naboru 22 czerwca do 31 lipca mieszkańcy złożyli już 1122 wnioski na łączną kwotę 7 801 435 zł – informują w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach

Spółki energetyczne i Gaz-System wspólnie będą korzystać z drugiego terminala FSRU

Enea, Orlen, PGE Polska Grupa Energetyczna i Unimot podpisały w poniedziałek porozumienie z Gaz-Systemem o wspólnym korzystaniu z mającego powstać drugiego pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej.

Upał w energetyce, czyli wszystkie ręce na pokład

Polski system energetyczny jest dobrze przygotowany na pokrycie zapotrzebowania w upały; w najbliższych dniach będzie dostępna wymagana rezerwa mocy - podały w poniedziałek PSE. Jednocześnie nie wykluczyły potrzeby ogłoszenia okresu przywołania na rynku mocy.