Z Chrystusem w roli głównej

1458984830 pasja jim cazaviel mel gibson facebook

fot: facebook.com

Jednym z najsłynniejszych filmów, który przedstawia dzieje Jezusa Chrystusa, jest "Pasja" w reżyserii Mela Gibsona (po prawej). Rolę Jezusa w tej produkcji zagrał Jim Caviezel

fot: facebook.com

Jezus Chrystus jest bohaterem. Nie tylko triumfu życia nad śmiercią, bohaterem religii, ale także kultury. Nie tylko pędzlem malowanej, ale tworzonej piórem i światłem. Jezus z Nazaretu, to gwiazda wielu filmów fabularnych, dokumentalnych oraz paradokumentalnych. Filmowy Jezus jest kreatorem tej samej misji. Kreatorem o różnych obliczach, osadzonym w różnych scenografiach. Odkąd istnieje kino, pojawia się w nim Jezus. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak będzie do końca istnienia filmu.

Z pewnością do końca świata twórcy kina (czy jak tam inaczej będzie się ono nazywało w przyszłości) będą mieli problem z przedstawieniem Jezusa. Bowiem kim ma być dla odbiorcy? Brodatym blondynem? Czarnowłosym modelem wyjętym z katalogów mody, przybranym na modłę zbliżoną do kanonów obowiązujących w Jego czasach? A może wychudzonym, żylastym rudzielcem o twarzy niezgodnej z powszechnymi wyobrażeniami? To pierwsze wątpliwości twórców.

Są też i pozostałe, tak samo ważne, jak te pierwsze. Jak pokazać w filmie historię Jezusa? Zgodnie z kanonem, czyli jedną z czterech Ewangelii? Przecież nie są one kroniką życia Chrystusa. Jak i czym wypełniać luki w znanej nam historii? Iść w twórczym podejściu drogą wytyczoną przez zinstytucjonalizowane chrześcijaństwo w jego licznych odmianach? A może pod prąd?

Filmów z Jezusem z Nazaretu w roli głównej nakręcono podobno półtorej setki. Filmów, gdzie Joshua pojawia się w tle, jest znacznie więcej.

Po raz pierwszy na ekranie
Pierwszym obrazem była "Męka Chrystusa" z 1896 r. (podawana jest też data 1899 r.). Włoska, dziesięciominutowa produkcja. Reżyser: Vittorio Calcina. W 1903 r. powstał drugi w film: "Żywot i męka Jezusa Chrystusa". Francuska produkcja. Reżyseria: Ferdinand Zecca i Lucien Nonguet. 44-minutową produkcję nakręcono w Egipcie i Palestynie, a niektóre sceny były... ręcznie pokolorowane!

Trzeci film o Zbawicielu nakręcili — z rozmachem, bo za 35 tys. dolarów — Amerykanie. W 1912 r. Sidney Olcott wyreżyserował 60-minutowy dramat "From the Manger to the Cross". Fabule towarzyszyła przejmująca, organowa muzyka. Można powiedzieć, że Olcott wprowadził do kina zasadę — jeśli film jest o Jezusie, to równie wspaniała musi być ścieżka muzyczna.

Jezus przemówił z ekranu
Kolejnym kamieniem milowym w historii nowotestamentowego filmu jest 90-minutowa francuska "Golgota", z 1935 r., którą wyreżyserował Marthe Poncin. Pierwszy dźwiękowy film o Jezusie. Wśród twórców filmów religijnych pojawiła się trzecia wątpliwość: w jakim języku ma mówić Chrystus? Za 69 lat po części rozwiąże to Mel Gibson. Będzie to kolejna ważna cezura w historii kina religijnego.

W latach 40. praktycznie nie kręcono filmów poświęconych wyłącznie Jezusowi. W latach 50. ten trend utrzymał się, ale stworzono obrazy, w których choć Chrystus pojawiał się na chwilę, de facto jego Osobie były one dedykowane. Wspomnijmy choćby "Quo vadis" w reżyserii Mervyna LeRoya z 1951 r., "Szatę" Henry'ego Kostera z 1953 r. lub "Ben Hura" z 1959 r. w reżyserii Willama Willera. Superprodukcje z rzeszami statystów, jakby żywcem wyjętą z tamtych czasów scenografią oraz takimi gwiazdami ówczesnego kina, jak Charlton Heston, Richard Burton czy Peter Ustinov, by tylko na tych nazwiskach poprzestać.

W tych dwóch dekadach czuło się zmianę ducha czasów. Już nie chodziło o to, by filmem oddać cześć Jezusowi, ale również, by na takich filmach zarabiać. Przyjemne z pożytecznym. Jednak nie zawsze takie podejście do sztuki skutkuje tym, że w jego wyniku powstaje sztuka.

Pora na arcydzieła
Całe szczęście w filmach nowotestamentowych twórcy nie mogli zbytnio popadać w komercję, gdyż tematyka święta, a czuwających nad szarganiem świętości - wielu. Trzeba było poczekać aż do 1977 r., by pojawiło się dzieło na miarę tych z epoki kina niemego. Kimś, który do przesłania z tamtych czasów nawiązał, i stworzył nie-banał, był Franco Zeffirelli, twórca 6-godzinnego "Jezusa z Nazaretu", dziś zakwalifikowany jako mini-serial. Bez względu na to, do której szufladki włożono film Zeffirelliego, jest pewne, że trzeba go zobaczyć. Miejmy nadzieję, że któraś ze stacji telewizyjnych wyemituje go pod stosowną okoliczność. A jeśli nie, to pozostaje poszukać go w internecie.

Jest rok 1988. Na ekrany niektórych państw wchodzi "Ostatnie kuszenie Chrystusa" w reżyserii Martina Scorsese. A w niektórych państwach (m.in. w Egipcie) i niektórych... stanach USA nie zezwalają na jego wyświetlanie. Nakręcony na podstawie powieści Nikosa Kazantzakisa o takim samym tytule (przed Soborem Watykańskim II była w Indeksie Ksiąg Zakazanych), z wielkim trudem (reżyser przez 10 lat szukał producenta) jest (i pozostaje) filmem jedynym w swoim rodzaju. Nie dość, że przedstawia Chrystusa, którego boskość przeplata się z ludzkimi słabościami, to za jego wyobrażenie odpowiada aktor, który mało komu kojarzy się z Jezusem Chrystusem. Willem Dafoe raczej swoją fizis nie odpowiada stereotypowemu wyobrażeniu o Panu Jezusie. Może właśnie dlatego była to jego życiowa rola? Nie brakuje osób, które uważają ten film za obrazoburczy. Jeśli nawet (co jest dyskusyjne), to malarskie zdjęcia i genialna muzyka (Peter Gabriel do jej stworzenia zrekonstruował instrumenty nieużywane od prawie 2 tysięcy lat!) skłaniają do powtórnego obejrzenia (164 minuty). Kto nie widział, niech żałuje.

Obraz Scorsese potępili chrześcijańscy fundamentaliści. Uważany za takiego amerykański aktor i reżyser Mel Gibson stworzył film, obok którego nie da się przejść obojętnie. Mowa o "Pasji" z 2004 r. Dla jednych straszna jatka, dla innych arcydzieło. Dla wszystkich nowe podejście do kina jako takiego: w tym filmie mówi się nie po angielsku, włosku, francusku, ale w językach, którymi posługiwano się wówczas. Rzymianie mówią po łacinie, jedni Żydzi po hebrajsku, inni po aramejsku (ojczysty język Jezusa), słyszy się też grekę. Scenariusz jest ewangeliczny i nie ma w nim miejsca na interpretacje. Zobrazowany jest tak, jakby się Gibson z operatorem kamery (Michaelem Ballhausem) przenieśli się w maszynie czasu do Jerozolimy Piłata i Jezusa. W efekcie mamy film, w którym dokument przechodzi w fabułę, i odwrotnie. Zarzucano Gibsonowi epatowanie okrutnością. A on tylko przez 126 minut starł się być precyzyjnym w szczegółach.

Wcielić się w Boga
Zagrać Jezusa zdaje się być wielkim wyróżnieniem. Twórcy tych filmów, co uchodzi najczęściej uwadze, w głównej roli obsadzali aktorów mających po 32-33 lata (np. Dafoe miał 33 lata). Nadal jednak (poza Scorsesem i Gibsonem) pokazują Jezusa nie takim, jakim mógł być, ale takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. Na kogoś, kto odważy się przedstawić Zbawiciela o twarzy Człowieka z Całunu Turyńskiego trzeba będzie chyba długo poczekać. W tym oczekiwaniu na przełom, zobaczymy (co prawda na scenie, a nie na ekranie) w Polsce wyjątek od tej reguły. 16 kwietnia w Poznaniu obchody 1050. rocznicy chrztu Polski uświetni przedstawienie rock-opery "Jesus Christ Superstar" Andrew L. Webbera (również kamień milowy w kinie z Jezusem w roli głównej). W Chrystusa wcieli się po raz drugi wokalista legendarnej grupy TSA Marek Piekarczyk. Po raz pierwszy było to w 1986 r. Miał wówczas 35 lat.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Szlakiem górniczych rzeźb i pomników. Niezwykła wycieczka po Śląsku i Zagłębiu

Na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim pomniki górników są ważną częścią krajobrazu i lokalnej tożsamości. Upamiętniają zarówno codzienny trud pracy pod ziemią, jak i ofiary katastrof oraz wydarzeń związanych z historią przemysłu wydobywczego. Wyższy Urząd Górniczy zaproponował więc wycieczkę szlakiem górniczych rzeźb i pomników.

Oto historyczne górnicze łodzie ze sztolni. Powstaną modele 3D

Specjaliści z Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu odbyli wizytę studyjną w Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku. Celem wyjazdu były prace digitalizacyjne przy jednym z najważniejszych i najbardziej wymagających elementów projektu „Kultura Cyfrowa”: historycznych łodziach górniczych Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej, którymi niegdyś transportowano węgiel pod ziemią.

Tauron nadal będzie sponsorem Parku Śląskiego. Umowa została przedłużona

Od maja 2025 r. Tauron, największy dystrybutor energii elektrycznej w Polsce, jest sponsorem tytularnym Parku Śląskiego. Umowa sponsoringu została przedłużona na kolejne dwa lata.

Z zapartym tchem na dachu świata - opowiada górnik z ZG Sobieski

Trudno opisać słowami to, co czuli. Z trudnością stawiali kolejne kroki. Mont Blanc - 4805,59 m n.p.m. – najwyższy szczyt Alp, położony na granicy Francji i Włoch, w masywie Mont Blanc w Alpach Graickich - zwany bywa sachem świata. Jego zdobycie jest marzeniem wielu miłośników górskich wspinaczek. Jedni upatrują w tym ukoronowanie swojej życiowej pasji, dla innych jest to kolejny etap doskonalenia wysokogórskich umiejętności.