Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.96 PLN (+0.50%)

KGHM Polska Miedź S.A.

294.00 PLN (0.00%)

ORLEN S.A.

129.34 PLN (+0.34%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.34 PLN (-1.58%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.39 PLN (-0.17%)

Enea S.A.

20.92 PLN (-0.66%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

24.45 PLN (+1.24%)

Złoto

5 194.34 USD (+0.70%)

Srebro

87.32 USD (+2.28%)

Ropa naftowa

96.47 USD (-0.42%)

Gaz ziemny

3.25 USD (+0.15%)

Miedź

5.90 USD (+0.29%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.96 PLN (+0.50%)

KGHM Polska Miedź S.A.

294.00 PLN (0.00%)

ORLEN S.A.

129.34 PLN (+0.34%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.34 PLN (-1.58%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.39 PLN (-0.17%)

Enea S.A.

20.92 PLN (-0.66%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

24.45 PLN (+1.24%)

Złoto

5 194.34 USD (+0.70%)

Srebro

87.32 USD (+2.28%)

Ropa naftowa

96.47 USD (-0.42%)

Gaz ziemny

3.25 USD (+0.15%)

Miedź

5.90 USD (+0.29%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Z Chrystusem w roli głównej

Pasja jim cazaviel mel gibson facebook

fot: facebook.com

Jednym z najsłynniejszych filmów, który przedstawia dzieje Jezusa Chrystusa, jest "Pasja" w reżyserii Mela Gibsona (po prawej). Rolę Jezusa w tej produkcji zagrał Jim Caviezel

fot: facebook.com

Jezus Chrystus jest bohaterem. Nie tylko triumfu życia nad śmiercią, bohaterem religii, ale także kultury. Nie tylko pędzlem malowanej, ale tworzonej piórem i światłem. Jezus z Nazaretu, to gwiazda wielu filmów fabularnych, dokumentalnych oraz paradokumentalnych. Filmowy Jezus jest kreatorem tej samej misji. Kreatorem o różnych obliczach, osadzonym w różnych scenografiach. Odkąd istnieje kino, pojawia się w nim Jezus. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak będzie do końca istnienia filmu.

Z pewnością do końca świata twórcy kina (czy jak tam inaczej będzie się ono nazywało w przyszłości) będą mieli problem z przedstawieniem Jezusa. Bowiem kim ma być dla odbiorcy? Brodatym blondynem? Czarnowłosym modelem wyjętym z katalogów mody, przybranym na modłę zbliżoną do kanonów obowiązujących w Jego czasach? A może wychudzonym, żylastym rudzielcem o twarzy niezgodnej z powszechnymi wyobrażeniami? To pierwsze wątpliwości twórców.

Są też i pozostałe, tak samo ważne, jak te pierwsze. Jak pokazać w filmie historię Jezusa? Zgodnie z kanonem, czyli jedną z czterech Ewangelii? Przecież nie są one kroniką życia Chrystusa. Jak i czym wypełniać luki w znanej nam historii? Iść w twórczym podejściu drogą wytyczoną przez zinstytucjonalizowane chrześcijaństwo w jego licznych odmianach? A może pod prąd?

Filmów z Jezusem z Nazaretu w roli głównej nakręcono podobno półtorej setki. Filmów, gdzie Joshua pojawia się w tle, jest znacznie więcej.

Po raz pierwszy na ekranie
Pierwszym obrazem była "Męka Chrystusa" z 1896 r. (podawana jest też data 1899 r.). Włoska, dziesięciominutowa produkcja. Reżyser: Vittorio Calcina. W 1903 r. powstał drugi w film: "Żywot i męka Jezusa Chrystusa". Francuska produkcja. Reżyseria: Ferdinand Zecca i Lucien Nonguet. 44-minutową produkcję nakręcono w Egipcie i Palestynie, a niektóre sceny były... ręcznie pokolorowane!

Trzeci film o Zbawicielu nakręcili — z rozmachem, bo za 35 tys. dolarów — Amerykanie. W 1912 r. Sidney Olcott wyreżyserował 60-minutowy dramat "From the Manger to the Cross". Fabule towarzyszyła przejmująca, organowa muzyka. Można powiedzieć, że Olcott wprowadził do kina zasadę — jeśli film jest o Jezusie, to równie wspaniała musi być ścieżka muzyczna.

Jezus przemówił z ekranu
Kolejnym kamieniem milowym w historii nowotestamentowego filmu jest 90-minutowa francuska "Golgota", z 1935 r., którą wyreżyserował Marthe Poncin. Pierwszy dźwiękowy film o Jezusie. Wśród twórców filmów religijnych pojawiła się trzecia wątpliwość: w jakim języku ma mówić Chrystus? Za 69 lat po części rozwiąże to Mel Gibson. Będzie to kolejna ważna cezura w historii kina religijnego.

W latach 40. praktycznie nie kręcono filmów poświęconych wyłącznie Jezusowi. W latach 50. ten trend utrzymał się, ale stworzono obrazy, w których choć Chrystus pojawiał się na chwilę, de facto jego Osobie były one dedykowane. Wspomnijmy choćby "Quo vadis" w reżyserii Mervyna LeRoya z 1951 r., "Szatę" Henry'ego Kostera z 1953 r. lub "Ben Hura" z 1959 r. w reżyserii Willama Willera. Superprodukcje z rzeszami statystów, jakby żywcem wyjętą z tamtych czasów scenografią oraz takimi gwiazdami ówczesnego kina, jak Charlton Heston, Richard Burton czy Peter Ustinov, by tylko na tych nazwiskach poprzestać.

W tych dwóch dekadach czuło się zmianę ducha czasów. Już nie chodziło o to, by filmem oddać cześć Jezusowi, ale również, by na takich filmach zarabiać. Przyjemne z pożytecznym. Jednak nie zawsze takie podejście do sztuki skutkuje tym, że w jego wyniku powstaje sztuka.

Pora na arcydzieła
Całe szczęście w filmach nowotestamentowych twórcy nie mogli zbytnio popadać w komercję, gdyż tematyka święta, a czuwających nad szarganiem świętości - wielu. Trzeba było poczekać aż do 1977 r., by pojawiło się dzieło na miarę tych z epoki kina niemego. Kimś, który do przesłania z tamtych czasów nawiązał, i stworzył nie-banał, był Franco Zeffirelli, twórca 6-godzinnego "Jezusa z Nazaretu", dziś zakwalifikowany jako mini-serial. Bez względu na to, do której szufladki włożono film Zeffirelliego, jest pewne, że trzeba go zobaczyć. Miejmy nadzieję, że któraś ze stacji telewizyjnych wyemituje go pod stosowną okoliczność. A jeśli nie, to pozostaje poszukać go w internecie.

Jest rok 1988. Na ekrany niektórych państw wchodzi "Ostatnie kuszenie Chrystusa" w reżyserii Martina Scorsese. A w niektórych państwach (m.in. w Egipcie) i niektórych... stanach USA nie zezwalają na jego wyświetlanie. Nakręcony na podstawie powieści Nikosa Kazantzakisa o takim samym tytule (przed Soborem Watykańskim II była w Indeksie Ksiąg Zakazanych), z wielkim trudem (reżyser przez 10 lat szukał producenta) jest (i pozostaje) filmem jedynym w swoim rodzaju. Nie dość, że przedstawia Chrystusa, którego boskość przeplata się z ludzkimi słabościami, to za jego wyobrażenie odpowiada aktor, który mało komu kojarzy się z Jezusem Chrystusem. Willem Dafoe raczej swoją fizis nie odpowiada stereotypowemu wyobrażeniu o Panu Jezusie. Może właśnie dlatego była to jego życiowa rola? Nie brakuje osób, które uważają ten film za obrazoburczy. Jeśli nawet (co jest dyskusyjne), to malarskie zdjęcia i genialna muzyka (Peter Gabriel do jej stworzenia zrekonstruował instrumenty nieużywane od prawie 2 tysięcy lat!) skłaniają do powtórnego obejrzenia (164 minuty). Kto nie widział, niech żałuje.

Obraz Scorsese potępili chrześcijańscy fundamentaliści. Uważany za takiego amerykański aktor i reżyser Mel Gibson stworzył film, obok którego nie da się przejść obojętnie. Mowa o "Pasji" z 2004 r. Dla jednych straszna jatka, dla innych arcydzieło. Dla wszystkich nowe podejście do kina jako takiego: w tym filmie mówi się nie po angielsku, włosku, francusku, ale w językach, którymi posługiwano się wówczas. Rzymianie mówią po łacinie, jedni Żydzi po hebrajsku, inni po aramejsku (ojczysty język Jezusa), słyszy się też grekę. Scenariusz jest ewangeliczny i nie ma w nim miejsca na interpretacje. Zobrazowany jest tak, jakby się Gibson z operatorem kamery (Michaelem Ballhausem) przenieśli się w maszynie czasu do Jerozolimy Piłata i Jezusa. W efekcie mamy film, w którym dokument przechodzi w fabułę, i odwrotnie. Zarzucano Gibsonowi epatowanie okrutnością. A on tylko przez 126 minut starł się być precyzyjnym w szczegółach.

Wcielić się w Boga
Zagrać Jezusa zdaje się być wielkim wyróżnieniem. Twórcy tych filmów, co uchodzi najczęściej uwadze, w głównej roli obsadzali aktorów mających po 32-33 lata (np. Dafoe miał 33 lata). Nadal jednak (poza Scorsesem i Gibsonem) pokazują Jezusa nie takim, jakim mógł być, ale takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. Na kogoś, kto odważy się przedstawić Zbawiciela o twarzy Człowieka z Całunu Turyńskiego trzeba będzie chyba długo poczekać. W tym oczekiwaniu na przełom, zobaczymy (co prawda na scenie, a nie na ekranie) w Polsce wyjątek od tej reguły. 16 kwietnia w Poznaniu obchody 1050. rocznicy chrztu Polski uświetni przedstawienie rock-opery "Jesus Christ Superstar" Andrew L. Webbera (również kamień milowy w kinie z Jezusem w roli głównej). W Chrystusa wcieli się po raz drugi wokalista legendarnej grupy TSA Marek Piekarczyk. Po raz pierwszy było to w 1986 r. Miał wówczas 35 lat.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Któż z nas nie miał w rodzinie górnika? Sosnowiecka szkoła ratuje pamięć o kopalni Niwka-Modrzejów

W Niwce, górniczej dzielnicy Sosnowca, grupa pasjonatów lokalnej historii zgromadzona jest wokół SP nr 15. Od lat dba także o górnicze dziedzictwo. O tym, jak ważna jest historia, pamięć o górnikach – mieszkańcach dzielnicy Niwka, w Szkole Podstawowej nr 15 im. Stefana Żeromskiego w Sosnowcu nie trzeba nikogo przekonywać. Przed szkołą stoi wagonik z kopalni Wujek wraz z

A gandolfi

Fotograf National Geographic w kopalniach Wujek i Murcki-Staszic. „Ślązacy zrobili na mnie wrażenie”

Dla National Geographic i najważniejszych magazynów Europy, które publikują jego zdjęcia, fotografował w Sierra Leone, Delhi, Szanghaju, Libii, Gujanie Francuskiej, Krzemowej Dolinie – zjeździł pół świata, by przywieźć niezwykłe fotoreportaże. Poprosił Polską Grupę Górniczą o możliwość zrobienia zdjęć do najnowszego tematu – o przemysłowej transformacji Górnego

Odkryj tajemnice katowickich ratuszy

W marcu w ramach cyklu HERITON. SPOTKANIA Z DZIEDZICTWEM Instytut im. Wojciecha Korfantego zaprasza na opowieść o dawnych ratuszach i siedzibach urzędów gmin na terenie Katowic, którą przedstawi historyk Michał Bulsa. Siedziby urzędów miast i gmin należały do najbardziej reprezentacyjnych budynków użyteczności publicznej. Na terenie Katowic zachowane są budynki będące dawnymi

Kryminał na weekend: „Rechtorka”. Czy licealistka zabiła nauczycielkę chemii?

Trwa promocja trzeciej części serii Kryminalny Śląsk, której autorką jest Magdalena Majcher. Lokalny dziennikarz Borys Dyrda pracuje nad sprawą morderstwa nauczycielki chemii jednego z katowickich renomowanych liceów. Akcja książka „Rechtorka” dzieje się w 2001 roku, pokazuje miasto, które musi wymyślić swoją tożsamość na nowo i zagubionych nastolatków pozostawionych bez