Wzrasta kradzież ropy z polskich rurociągów
Jak wynika ze statystyk operatora ropociągów PERN Przyjaźń, od 2002 r. liczba prób kradzieży ropy i paliw przesyłanych rurami systematycznie spadała od ponad 40 w 2002 r. do 5 w roku ubiegłym.
Wpływ na to miało z jednej strony zwiększenie nakładów na ochronę instalacji, a z drugiej wzrost aktywności działań wymiaru sprawiedliwości. - Wyraźny spadek liczby włamań do ropociągów zbiegł się w czasie z akcją przeciwko mafii paliwowej, w tym z działaniami sejmowej komisji ds. Orlenu - mówi Jerzy Mikołajek z PERN Przyjaźń. Potwierdzają to także same koncerny paliowe - PKN Orlen i Grupa Lotos.
Jednak od początku roku skala zjawiska narasta. Dlaczego? - Wysokie ceny paliw i ropy czynią ten proceder jeszcze bardziej opłacalnym. Zauważamy również, że kradzieże przeprowadzane są w sposób coraz bardziej profesjonalny i zorganizowany - przyznaje pragnący zachować anonimowość funkcjonariusz policji zajmujący się jedną ze spraw.
O ile jeszcze przed dekadą większość odwiertów dokonywanych było metodą chałupniczą przez rolników z gospodarstw sąsiadujących z trasami rurociągów, co ułatwiało zarówno wykrycie kradzieży, jak i znalezienie winnego, o tyle ostatnio złodzieje coraz częściej posługują się coraz bardziej wyrafinowanymi technikami. Dokonują np. odwiertów o bardzo małej średnicy, licząc na to, że dzięki temu uda się im oszukać urządzenia monitorujące.
Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste. Problemem jest za to czas reakcji. - Dzięki komputerowemu monitoringowi jesteśmy w stanie w ciągu paru sekund wykryć spadek ciśnienia w rurociągu i zdiagnozować odcinek, w którym ma miejsce rozszczelnienie. Jednak często do przybycia na miejsce naszych służb i policji po cysternach z ukradzionym paliwem nie ma już śladu - przyznaje prezes PERN Przyjaźń Krzysztof Spandowski.
Co dzieje się ze skradzionym paliwem? Trafiają na rynek dzięki dokumentom podrobionym na tyle dobrze, że surowiec trafia nawet do przerobu w rodzimych rafineriach.
Straty naftowych spółek to nie tylko wartość ukradzionego paliwa. - Każda naprawa rurociągu oznacza zaangażowanie służb technicznych i zakładowej straży pożarnej, utrzymywanych w gotowości 24 godziny na dobę. Ze względu na zagrożenie dla środowiska prace naprawcze przeprowadzane są natychmiast po otrzymaniu zgłoszenia, często w bardzo niebezpiecznych warunkach - wyjaśnia Jerzy Mikołajek. Za każdym razem oznacza to ubytek kilkudziesięciu tysięcy złotych z kont firmy.