Wyrzut skał i głazów zabił 19 górników, 49 osób uległo zatruciu
7 września 1976 roku w kopalni Nowa Ruda doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Wypadkom śmiertelnym uległo 19 osób, w tym 18 zmarło na skutek uduszenia w atmosferze dwutlenku węgla, jedna została zasypana rozdrobnionym węglem. Aż 49 górników uległo zatruciu na skutek późnego użycia lub zaniechania użycia aparatów tlenowych. Przypominamy tę pisaną krwią historię.
fot: Autorstwa Jacek Halicki - Praca własna, CC BY-SA 4.0, Wikipedia
Nieistniejąca kopalnia Nowa Ruda
fot: Autorstwa Jacek Halicki - Praca własna, CC BY-SA 4.0, Wikipedia
7 września 1976 roku w kopalni Nowa Ruda doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Wypadkom śmiertelnym uległo 19 osób, w tym 18 zmarło na skutek uduszenia w atmosferze dwutlenku węgla, jedna została zasypana rozdrobnionym węglem. Aż 49 górników uległo zatruciu na skutek późnego użycia lub zaniechania użycia aparatów tlenowych. Przypominamy tę pisaną krwią historię.
Wyrzut, jaki miał miejsce w Polu Piast w oddziale G1 w ścianie 7 w pokładzie 410/412, prowadzonej między poziomem -110 m i -190 m, spowodował bezpośrednie zagrożenie 88 ludzi, przy 274 zatrudnionych wtedy na dole. W grupie śmiertelnie zatrutych znaleźli się nadsztygar ds. zwalczania zagrożenia CO2, sztygar zmianowy oddziału i inspektor BHP.
Wstrząsy i charakterystyczne dudnienie
Pokład w rejonie ściany na głębokości około 640 m miał grubość od 1,5 m do 2,3 m i był nachylony pod kątem 20° - 25°. Jego eksploatację uruchomiono w październiku 1971 r. i do września 1976 r. ściana długości 186 m uzyskała 254 m postępu. Ściana była prowadzona w nieodprężonej parceli pokładu, przy wykorzystaniu materiału wybuchowego. W jej środkowej części przebiegał uskok o zrzucie około 1,5 m. Profilaktyka przeciw wyrzutom dwutlenku węgla była ukierunkowana głównie na strzelanie wstrząsowo-urabiające, odprężające i prowokujące.
Przed dniem wyrzutu, od pewnego czasu stwierdzano w rejonie występowanie w górotworze odprężeń i wstrząsów o różnym nasileniu, którym niejednokrotnie towarzyszyło nietypowe charakterystyczne dudnienie. Zjawisko to obserwowano również po wyrzucie, w czasie prowadzenia akcji ratowniczej. 7 września na zmianie B, w ścianie zatrudniona była brygada ludzi pod bezpośrednim nadzorem nadsztygara ds. zwalczania zagrożenia wyrzutowego. Wykonywano wiercenia profilaktyczne i pomiary stanu zagrożenia. Wiercenia wykonywane w strefie uskoku wykazywały wzrost zagrożenia, co przejawiało się wydmuchiwaniem gazu z otworu, wyrzucaniem z niego wiertła, a także prószeniem węgla z czoła ściany. Kiedy zjawisko nasiliło się, jeden z członków brygady nie wytrzymał nerwowo i zaczął wycofywać się w kierunku chodnika nadścianowego, a następnie w kierunku szybu wyjazdowego. Zdołał go osiągnąć przed zagazowaniem wyrobisk kopalni. Po drodze ostrzegał ludzi o nasileniu zagrożenia wyrzutowego, ale większość traktowała to sceptycznie - opisuje to wydarzenie dr inż. Bogdan Ćwięk w książce pt. Sukcesy i klęski w działaniach ratownictwa górniczego.
Spóźniona ewakuacja
Wkrótce nadsztygar w ścianie zdecydował, że jednak należy wycofać ludzi z zagrożenia i wraz z brygadą podjęli ewakuację w górę do chodnika nadścianowego. Okazała się spóźniona. Intensywność wypływu gazu była tak znaczna, że dwutlenek szybko wypełnił przestrzeń roboczą ściany.
Sprzyjała temu blokada skrzyżowania ściany z chodnikiem podścianowym powstała z nagromadzonego tam drobnego węgla odpryskującego z czoła przodku i zsuwającego się po nachyleniu wyrobiska. Przerwany został przepływ powietrza przez ścianę, co spowodowało wypełnienie dwutlenkiem węgla chodnika nadścianowego, a stąd gaz wypłynął do przekopu na poziomie - 110 m do ściany 405, na poziom -160 m, do ściany w pokładzie łupku ogniotrwałego i do innych wyrobisk w kierunku szybu wentylacyjnego Lech. Przy szybie pracował wentylator o wydatku powietrza około 10 tys. m³/min, co nie zapobiegło utrzymaniu się wysokich stężeń gazu w wyrobiskach kopalni przez dłuższy okres czasu - czytamy.
Dr Ćwięk podkreśla, że ratownicy w czasie akcji ratowniczej stwierdzali w wielu wyrobiskach stężenia CO₂ sięgające od 7% do 18%. W wentylatorze głównym namierzono 3% gazu. Kopalnia w tym czasie nie dysponowała jeszcze w wyrobiskach dołowych systemem pomiarowym sygnalizującym wysokość stężeń dwutlenku węgla.
Rozległość rozpływu gazu spowodowała zagrożenie znacznej grupy ludzi i tylko dzięki sprawnie przeprowadzonej akcji nie wzrosła liczba ofiar. Pomocne okazało się także intensywne przewietrzanie rejonu objętego skażeniem. Komisja badająca przyczyny katastrofy i jej skutki, powołana przez Ministra Górnictwa i Energetyki oraz Prezesa Wyższego Urzędu Górniczego, podkreśliła m.in. zdyscyplinowanie większości załogi i umiejętność zachowania się w zagrożeniu, mimo początkowego ograniczonego wyczulenia na objawy narastającego zagrożenia, jakie przejawili pracownicy dozoru nadzorujący roboty w przedmiotowym rejonie - czytamy.