Wypędzeni z „Żor”, czyli miłość do kopalni nie rdzewieje

Przykładem tego, jak silne jest przywiązanie do „swojej kopalni”, są byli pracownicy zlikwidowanej w 1996 r. KWK „Żory” (wcześniej „ZMP”). Od tego czasu minęło już ponad 12 lat, a oni robią wiele, żeby podtrzymać łączące ich więzi. Nie jest przeszkodą to, że pracują w różnych kopalniach, lub są poza górnictwem, czy są już emerytami.

Co roku organizują karczmę piwną „wypędzonych z Żor”, jak ją z przekąsem nazywają. Gwarkowie spotykają się zawsze 10 listopada, w przeddzień Święta Odzyskania Niepodległości. Na karczmie pojawia się zazwyczaj ponad 100. pracowników nieistniejącej już kopalni „Żory”, członków Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa. Zawsze są obecni również byli dyrektorzy zakładu.

Likwidacja zamiast pochwały

– To spory wysiłek organizacyjny, ale sprężamy się, żeby karczma była, bo byłoby szkoda zaprzestać tej tradycji – podkreśla Kazimierz Mitko, obecnie kierownik robót ds. zbrojeń i likwidacji w kopalni „Jas-Mos”.

Do „Żor” przyszedł w 1981 r., po ukończeniu technikum. Kopalnia nazywała się wtedy „ZMP” i była młoda, bo wydobycie węgla ruszyło w niej dwa lata wcześniej. W 1996 r. rząd zadecydował o jej zamknięciu. Wiadomość tę przekazał pracownikom kopalni ówczesny wiceminister gospodarki, Jerzy Markowski.

– Było to dla nas zaskoczenie – wspomina Mitko. – Kiedy przyjechał minister Markowski, spodziewaliśmy się, że pochwali zarząd za dobre wyników. Bo kopalnia, którą przekształcono w spółkę prawa handlowego, zmniejszyła zatrudnienie, wykonała sporo kosztownych inwestycji i zaczęła przynosić zyski. Zamiast pochwały, oznajmiono nam, że będzie zlikwidowana.

Mitko przyznaje, że warunki górniczo-geologiczne w kopalni „Żory” należały do jednych z najtrudniejszych w górnictwie. Mimo że wydobywano w niej wysokiej jakości węgiel koksowy typu 35.2 (7 tys. ton na dobę), to jej słabym punktem był brak zakładu przeróbczego. Dlatego, aby wzbogacić urobek, trzeba go było wozić koleją do kopalni „Borynia” lub „Zofiówka”.

Ratowanie „matki żywicielki”

Czesław Filec (obecnie nadsztygar ds. przewozu dołowego w „Boryni”) w „Żorach” pracował od 1979 r., a więc od początku istnienia kopalni.

– Podjąłem tam pracę, bo mieszkałem w pobliskich Świerklanach. To był okres prosperity dla węgla w Polsce. „Żory”, wtedy „ZMP”, to była nowa, nowoczesna kopalnia. Wiązałem z nią nadzieję, że dotrwam w niej do emerytury – opowiada nadsztygar Filec.

Wspomina, że kiedy na początku lat 90. nad kopalnią zaczęły się zbierać czarne chmury, dyrekcja, rada pracownicza i władze Żor mocno zaangażowały się w jej ratowanie.

– Byłem wtedy wiceprzewodniczącym rady pracowniczej – relacjonuje Filec. – Jeździliśmy często do Warszawy, aby przekonać rząd, że kopalnia powinna istnieć. Wspierał nas w tych staraniach ówczesny prezydent Żor, Zygmunt Łukaszczyk (obecnie wojewoda śląski – przyp. red.). Szukaliśmy pomocy, gdzie tylko to było możliwe. Zmieniliśmy nawet nazwę kopalni z „ZMP” na „Żory”, bo uznaliśmy, że po upadku PRL może być niepopularna.

Zdaniem nadsztygara Filca, starania o uratowanie „Żor”, nie powiodły się głównie z powodu „braku koniunktury na węgiel” w drugiej połowie lat 90, którego było na rynku za dużo.
O kopalni, w której zaczynał pracę prawie 30. lat temu, Filec mówi z sentymentem: „matka żywicielka”. – Zawsze, jak wracałem z urlopu i widziałem szyb, to mówiłem do rodziny: „o matka żywicielka stoi. Będziemy tam nadal fedrować” – wspomina z sentymentem.

Było smutno

Po ukończeniu studiów w Politechnice Śląskiej w 1983 r., pracę w kopalni „Żory” rozpoczął Jan Płaczek (obecnie kierownik działu przygotowania produkcji w „Budryku”). W 1993 r. przeniósł się do kopalni „Budryk”, wtedy jeszcze w budowie. – Wtedy były pierwsze przymiarki do likwidacji „Żor” – komentuje tę decyzję Płaczek. – W 1995 r. wróciłem tam z powrotem, bo były nadzieje, że kopalnia się utrzyma. Stało się inaczej i po kilku miesiącach byłem już znowu w „Budryku”.

Kierownik Płaczek podkreśla, że z perspektywy czasu widać, iż zabiegi o uratowanie „Żor” z góry skazane były na niepowodzenie.

– Wydawało nam się, że zmiana nazwy będzie pomocna. Ale teraz wiem, że nawet gdybyśmy ją nazwali „Zwiastowania Marii Panny”, to też byśmy jej nie uratowali. Było nam smutno, że musimy odejść z „Żor”, bo człowiek, a szczególnie górnik, przyzwyczaja się do miejsca, w którym zaczynał pracę – wspomina wydarzenia z przeszłości Płaczek.

Jedyną dobrą wiadomością dla górników z „Żor” była ta, że każdy z nich miał gwarancje zatrudnienia w innych kopalniach. Dlatego, jak podkreślają, konieczność odejścia była „mniej bolesna”.
- Ja miałem dwie propozycje pracy, w kopalni „Anna” lub „Jas-Mos” – mówi Kazimierz Mitko. – Wybrałem tę drugą. Zajmuję się tutaj tym co w „Żorach”, sprawami związanymi ze zbrojeniem ścian.

Mitko jest jednym z organizatorów karczem piwnych „wypędzonych z Żor”. – Inicjatywa pierwszego spotkania w 1997 r. wyszła od kierownik robót górniczych, Jana Zimończyka – wspomina Mitko. – Podjęliśmy wówczas uchwałę, że będziemy spotykać się każdego roku, 10 listopada. No i trwamy przy tym postanowieniu już 12 lat.

Czesław Filec jest na każdej karczmie „wypędzonych z Żor”, bo jest to, jak zaznacza, okazja, żeby się spotkać z kolegami i powspominać dawne czasy.

Od pięciu lat karczmy „wypędzonych z Żor” odbywają się w tym samym miejscu. To sala w ośrodku MOSiR w Żorach. – Wróciliśmy więc na „swoje”, bo dawniej był to ośrodek rekreacyjny kopalni „Żory” – przypomina Kazimierz Mitko.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wodne stacje czekają już na żeglarzy i motorowodniaków

Orlen uruchomił stacje nawodne na najważniejszych szlakach żeglarskich w Polsce – na Mazurach, Zalewie Zegrzyńskim oraz w Gdyni i Pucku. W wybranych lokalizacjach dostępna jest również atrakcyjna oferta sklepowa i gastronomiczna.

GUIDO ORGAN KZM 14

Znaleziono głowicę kombajnu ścianowego. W akcji brali udział ratownicy górniczy

W Kopalni Guido w Zabrzu sukcesem zakończyła się akcja poszukiwawcza elementu kombajnu KDS-1. Znaleziona głowica to jedyny zachowany fragment tego urządzenia. Wyrobiska, które przez 30 lat pozostawały niedostępne, przeszukali ratownicy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

Co czwarty Polak przeżyłby za oszczędności najwyżej przez trzy miesiące

Co czwarty Polak mógłby utrzymać się z oszczędności najwyżej przez trzy miesiące po utracie głównego źródła dochodu, a 14 proc. nie posiada żadnych rezerw finansowych - wynika z badania Santander Consumer Banku.

Przewodniczący Rady Nadzorczej JSW będzie wiceprezesem energetycznej spółki

Rada Nadzorcza Tauron Polska Energia z dniem  1 lipca 2026 roku powołała Łukasza Czopika na stanowisko wiceprezesa zarządu ds. zgodności i ciągłości działania operacyjnego. Czopik to wieloletni menadżer z doświadczeniem zarówno w administracji publicznej, jak i w sektorze prywatnym.