Górnictwo we mgle. I coraz ciszej o tym, co dzieje się w kopalniach...
Zaczynam się zastanawiać, jakie znaczenie ma nasze górnictwo węglowe i dla kogo. Powie ktoś z czytelników, że troszkę mijam się z rozumem, ale mój wniosek wynika z uważnej lektury różnych mediów i publikacji naukowych. W mediach o górnictwie węglowym pisze się przy okazji nagłych zdarzeń. O tym, co się dzieje w kopalniach, coraz ciszej. A w publikacjach naukowych coraz mniej o nowych rozwiązaniach związanych z wydobyciem węgla i poprawą efektywności wydobycia. Przestało to być ważne! W sezonie letnim można odnieść wrażenie, że nic w górnictwie się nie dzieje, a ważne są wydarzenia o zupełnie innym charakterze.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jacek Korski
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Zaczynam się zastanawiać, jakie znaczenie ma nasze górnictwo węglowe i dla kogo. Powie ktoś z czytelników, że troszkę mijam się z rozumem, ale mój wniosek wynika z uważnej lektury różnych mediów i publikacji naukowych. W mediach o górnictwie węglowym pisze się przy okazji nagłych zdarzeń. O tym, co się dzieje w kopalniach, coraz ciszej. A w publikacjach naukowych coraz mniej o nowych rozwiązaniach związanych z wydobyciem węgla i poprawą efektywności wydobycia. Przestało to być ważne! W sezonie letnim można odnieść wrażenie, że nic w górnictwie się nie dzieje, a ważne są wydarzenia o zupełnie innym charakterze.
Na szczęście dbają o nas politycy, podbijając do znudzenia różne bębenki. Podziały czy niepodziały różnych partii nie powinny nas dziwić, bo dzieją się od lat i stoi za nimi czyjaś ambicja. Kiedyś moi czescy i słowaccy przyjaciele tłumaczyli mi, że rozpad Czechosłowacji na dwa niezależne państwa wynikał z ambicji dwóch Vaclavów – Havla i Mecziara. Każdy z nich chciał być prezydentem państwa i po rozpadzie każdy mógł zostać w tym samym czasie prezydentem. A przeciętni obywatele ponoszą skutki czyichś osobistych ambicji. Dlatego staram się, choć trudno, nie czytać o podziałach w naszej polityce.
Bardzo dużo było o rosyjskim pocisku, który wybił wielką dziurę w czyimś polu. Mędrcy, którzy podnieśli larum o słabości polskiej obrony powietrznej, wykorzystali to do ataków na rząd. Zapominali przy tym o swoich przygodach w przeszłości. Celowo napisałem o wyrwie w polu, bo tylko ona i zniszczony hektar czy dwa upraw były realną szkodą tej sytuacji. Pisałem kiedyś, że żaden kraj na świecie nie broni jednakowo całego swojego terytorium, bo nikogo na to nie stać. Broni się przede wszystkim najważniejszych obiektów ważnych dla funkcjonowania państwa, w tym tzw. infrastruktury krytycznej. Krytycy obecnego rządu zadają pytanie: dlaczego rosyjska rakieta nie została zestrzelona? Do zestrzelenia potrzebne są działka lub rakieta, które też mogą narobić szkody na ziemi.
Przypomnę też, że kiedy zestrzelono rakietą rosyjskiego drona nad Polską, to pojawiły się pytania, czy nie szkoda do takiego celu bardzo drogiej rakiety. To wszystko musi być sprawą do rozwiązania przez nasze wojsko. Muszą wojskowi oceniać ryzyko, dostępne środki i potencjalne szkody i podejmować adekwatne działania. Krytykom przypomnę, że szkody były niewielkie. Szumu za to w mediach nie brakowało! Jak nie ma o czym pisać, to i wyrwa w polu może być ważna. Ważniejszą sprawą jest system powiadamiania czy ostrzegania o zagrożeniach, bo w tym przypadku nie do końca zadziałał poprawnie. Znów krytykom przypomnę, że już w tym wieku zrezygnowaliśmy z systemów ostrzegania, zapomnieliśmy o schronach dla ludzi. Dopiero wojna w Ukrainie uświadomiła nam wszystkim, że nie jesteśmy gotowi na zagrożenia, które taka wojna niesie.
W latach zimnej wojny pilnowano i kontrolowano sprawność systemów alarmowania i powiadamiania o zagrożeniach. Potem uznaliśmy, że nic nam już nie grozi… Nowe osiedla już nie miały syren ostrzegawczych, bo nie były wymagane. Nie buduje się schronów, bo niewiele daje szumne zapowiadanie budowy pojedynczych schronów na kilkaset osób każdy, bo potrzeba znacznie więcej. Schrony czy ukrycia przydają się nie tylko w czasie wojny, tak jak systemy powiadamiania i ostrzegania. Zastanawiam się jednak, czy nie pokładamy nadmiernego zaufania w mediach elektronicznych, ale nie namawiam do rezygnacji.
Ostatnie fale upałów przypomniały mi, jak w dalekim Iranie na Pustyni Słonej uciekaliśmy do kopalni przed upałem. Pod ziemią było 26-28 st. C, a na powierzchni w cieniu prawie 50. Warunki w świecie bywają różne. U nas rosnąca głębokość wydobycia powoduje, że potrzebne jest schładzanie powietrza, aby zapewnić górnikom w miarę przyzwoite warunki do pracy. Pochłania to coraz więcej energii. W dalekiej Jakucji, aby zapewnić wymagania do pracy urządzeń w warunkach wiecznej zmarzliny, całe wpływające do podziemnej kopalni powietrze jest ogrzewane. Temperatura bowiem nie może być niższa niż 5 st. C, a na powierzchni często spada do -50 st. C.