Wykwintna noc tuż-tuż...

fot: Krystian Krawczyk

Na sylwestrowych stołach znajdą się i owoce morza

fot: Krystian Krawczyk

Jeszcze biegamy po sklepach, jeszcze kompletujemy rozmaite delicje, ale już za kilka dni Sylwester i czas karnawałowych szaleństw. Wśród siedmiu grzechów głównych najbardziej pójdzie zapewne w zapomnienie piąty, czyli nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu.

Rozmiary tego nieumiarkowania były zależne od czasów, urodzenia, klasy stołowników i stopnia zamożności. Dlatego sięgnęliśmy do międzywojnia i pory jak najbardziej współczesnej, aby choć powierzchownie przyjrzeć się, gdzie się bywało i bywa oraz jak się jadało i jada w ten szczególny czas nie tylko kulinarnego rozpasania...

Na stołach wielkich i maluczkich
Okres świąteczno-noworoczny, to pora prawdziwej orgii jedzenia. Zajrzyjmy zatem na dawne i dzisiejsze stoły. Doskonałą przewodniczką po smakach międzywojnia jest Maja Łozińska w książce "Zwyczaje kulinarne, bale i bankiety". Cóż wtedy się jadało i piło?

Po teatrze, operze, lub kabarecie najbogatsza warszawska klientela zwykła zaglądać do, znanej z wykwintnej kuchni, restauracji "Simon i Stecki" na Krakowskim Przedmieściu. Tam do stołów, nakrytych nieskazietelnie białymi obrusami z adamaszku, kelnerzy ubrani we fraki podawali "vol-au-vent w sosie poulet" i "noisette baranie z sosem soubise" na lśniących srebrem talerzach.

Władysław Płachciński, zamożny przedsiębiorca, a zarazem koneser wykwintnej kuchni tak oto wspominał kolację u "Simona i Steckiego": - Na początek wypiliśmy po 3-4 kieliszki starki. Wprawdzie nie legendarnej Karakozowiczów, ale bardzo dobrej. Na zakąskę dał dobrego śledzia w oliwie, sardynkę i befsztyk po tatarsku. Na klamerkę wypiliśmy po szklance pilznera. Następnie podano łososia z wody i kartofle z masłem, a do tego chateau yquem, wino z cudownym bukietem, ale słodkie, deserowe. Należało, według mnie, podać chablis. Potem podano kwiczoły i bardzo dobry burgund. Wolałbym bordeaux, pontet canet, lub chateau lafite. Potem były gruszki po kardynalsku i zimne chateau yquem. To było świetne. Na kawę zaprosił nas do piwnicy. Dał nam skosztować, po naparstku, legendarnej kapki. Na beczce, nakrytej papierem, podano doskonałą kawę i butelkę dobrego, starego węgrzyna.

Dziczyzna u Masełki
We Lwowie znany był, specjalizujący się w daniach z dziczyzny, lokal Jakuba Masełki, którego kuchnię zaopatrywał sam książę Sanguszko. "Już następnego dnia po polowaniu zjeżdżały tu sanie lub wozy obładowane mięsem dzików i zajęcy. Jesienią w karcie dań figurowały potrawy z bażantów i przepiórek".

Jurij Wynnyczuk, bywalec lwowskich knajp, tak opowiadał o powabach kuchni u Masełki: - Jakie tam były kanapki i sałatki !? Całe morze. Aromat wędzonek wprost zapierał dech w piersiach. Westfalska szyneczka, jesiotr w migdałach, niedźwiedzia łapa w miodzie... A śledzie - wszystkie, jakie zapragniesz. A te jajka nadziewane kawiorem!, te pasztety do złudzenia przypominające wielkie pyszne torciska, zdobione kaliną, oliwkami, zielonym selerem, plasterkami pomodorów z białą pianą ubitego masła. Pieczone kuropatwy i przepiórki, gołębie i kurczęta, dzikie kaczki i prosiaki...

Hucznie, szumnie, po polsku
Prezydent młodej Rzeczpospolitej Stanisław Wojciechowski towarzyskie obowiązki głowy państwa starał się ograniczać do koniecznego minimum. Przyjęcia w Belwederze były skromne. Podawano czarną kawę, herbatę, suche ciasteczka, owoce. Jego zupełnym przeciwieństwem był Ignacy Mościcki, dbający, by było hucznie, szumnie i wystawnie. Wyjątkowe przyjęcia - zwłaszcza słynne obiady noworoczne - były urządzane na Zamku Królewskim dla korpusu dyplomatycznego. Zamkową kuchnią dowodził kucharz Modzelewski, pod którego fachowym okiem powstawały wykwintne przekąski, gorące dania, desery, napoje. Kucharzy obowiązywał przy tym bezwzględny - wydany osobiście przez prezydenta Mościckiego - zakaz korzystania z jakichkolwiek importowanych produktów. Wszystko na stole musiało być wyłącznie z krajowych.

Okazją do wytwornego jedzenia były też polowania w dobrach polskiej arystokracji. Jeżdżono na nie m. in. do Karola Radziwiłła na Polesie. Na niedostępnych mokradłach jego posiadłości, liczącej 120 tys. ha, żyły setki łosi, tysiące dzików, rysi i wilków. Łowy wieńczyły przyjęcia i bale. Tak oto wyglądało natomiast myśliwskie śniadanie u Branickich: "Dookoła stał niski, zbity ze świeżych desek, stół, a przy nim ławy z cienkich pni brzozowych. Po nalewce myśliwi jedli bułki z szynką i pasztetem. Potem rozdano talerze, na których dymiły zrazy z kaszą, a z filiżanek herbata z czerwonym winem na rozgrzewkę. Na polanie obiadowała nagonka. Dostała wódkę, dużo chleba i kiełbasy, a gajowi - swój bigos".

Furmańska bombka
Maluczcy jadali w międzywojniu dużo skromniej. W piwnicach nowego Ratusza w Poznaniu podawano tanie dwudaniowe obiady z mięsnej siekaniny, zwane rozmaicie - pieczeń rzymska, kotlet mielony, zrazik, klops... Kosztowały zaledwie 50 groszy. W dorożkarskiej knajpie dostawało się setkę, czyli bombkę czystej wódki, do tego duże piwo i porcję golonki.

Sylwester u książąt pszczyńskich
Dziś czasy nam się zdemokratyzowały i bardziej od społecznego statusu liczy się zawartość portfela. Przywołując wszak wspomnienia wielkiego świata, zajrzyjmy czym też będą podejmowani świąteczni goście w dawnej myśliwskiej rezydencji książąt pszczyńskich w Promnicach. W specjalnie skomponowanym na bal sylwestrowy menu tutejszy szef kuchni będzie podejmował m. in. parmezanowym koszyczkiem z wędzonym łososiem, szyjkami rakowymi w sosie koperkowo-miodowym, francuskimi pierożkami z borowikami i chrupiącą szynką parmeńską na delikatnym kremie serowym i jagnięcymi kotlecikami z sosem miętowo-truskawkowym. Wśród zimnych przekąsek znajdą się mus z gęsich wątróbek, koktajl z krewetek i ananasa w sosie "tysiąca wysp" i wędzona pierś z kaczki z buraczkową galaretką. W bufecie gorącym uczestnicy balu znajdą m. in. pieczonego w mleku kokosowym i chilli łososia, sztufadę z dzika z pieczonymi ziemniakami i sałatką z czerwonej kapusty oraz eskolapki z polędwiczki w sosie śmietanowym z pomidorami i bazylią podane ze smażonymi na maśle kładzionymi kluskami.

W niektórych renomowanych lokalach w tym roku przed północą na stołach znajdzie się m. in. kompozycja z ryb z roladą z suma i łososia oraz paluszkami kraba, a nadto wędzony tuńczyk w galarecie z kawiorem oraz krewetki w parmezanie. Na półmisku z mięs będzie m. in. pasztet z sarny z imbirem, a na półmisku rozmaitości - szparagi z szynką w galarecie, sałatka z pomarańczami i marynowanym avocado w sosie kawiorowym oraz udka z kaczki na grillowanym ananasie w sosie wiśniowym. Po północy na stole znajdą się m. in polędwiczki wieprzowe faszerowane figami w sosie porto oraz tymbaliki cielęce ze świeżym oregano.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Osiedle przy ul. Kosmicznej w katowickim Giszowcu gotowe do użytkowania

Realizacja jednej z najbardziej zaawansowanych technologicznie i ekologicznie inwestycji mieszkaniowych Katowickiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego przy ul. Kosmicznej 57 b–h zakończona. Mieszkania są gotowe do użytkowania i czekają na nowych najemców.

Chorzów: Kolejne przejazdy pod estakadą zostaną otwarte 5 czerwca

Przejazdy pod estakadą w rejonie ul. Jana Faski i Pocztowej zostaną udostępnione kierowcom w piątek 5 czerwca - zapowiedział Urząd Miejski w Chorzowie. Otwarty zostanie również znajdujący się przy nich parking P2.

Spór o farmę fotowoltaiczną w Parku Śląskim. Chorzów blokuje inwestycję

Władze Parku Śląskiego chcą zbudować farmę fotowoltaiczną, która w przyszłości mogłaby rocznie dawać nawet do 2 mln zł oszczędności na opłatach za energię. Instalacja miałaby powstać na terenie, który od zawsze był zapleczem technicznym parku, ale ten plan został (na razie?) zablokowany przez miasto Chorzów.

Kryptonim „Wypadek”. Katastrofa w kopalni Mysłowice

4 lutego 1987 roku w kopalni Mysłowice w Mysłowicach miał miejsce tragiczny wypadek. Doszło tam do wybuchu metanu i pyłu węglowego, zginęło 19 górników, kilkudziesięciu zostało rannych. Przygotowaliśmy podcast o tej tragedii na podstawie materiałów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej w Katowicach. Zachęcamy do posłuchania.