Wygrała firma, wygrali ludzie

Zagorowski GAL 2

fot: Jarosław Galusek

Rok 2009 oznacza walkę o utrzymanie 23 tys. miejsc pracy - mówi prezes JSW

fot: Jarosław Galusek

Rozmowa z Jarosławem Zagórowskim, prezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA

Czuje się Pan wygranym? Konflikt zażegnany, udało się zapobiec strajkowi. To dobra wiadomość dla załogi.

- Tutaj nie ma wygranych i przegranych. Nie wygrał ani zarząd, ani związki zawodowe. Wygrała firma, wygrali ludzie.

A kontrahenci odetchnęli z ulgą...
- Poszedł wyraźny sygnał dla otoczenia, dla naszych partnerów handlowych, że Jastrzębska Spółka Węglowa to poważna, stabilna firma. Wysłaliśmy także ważny sygnał dla polskiej gospodarki, ale też dla polityków. Ludzie po prostu powiedzieli: „Nie wikłajcie nas w politykę”.

Ale przyzna Pan, było ostro.
- To były trudne, męskie rozmowy, ale przecież nikt nie mówił, że będzie prosto. Udało się nam jednak przekonać związki, że strajk jest narzędziem ostatecznym i trzeba mierzyć wagę sprawy, a reakcja powinna być współmierna do problemu. Choć widmo strajku wisiało nad firmą, do końca wierzyłem, że nasi pracownicy pokażą, że są odpowiedzialnymi, inteligentnymi ludźmi, którzy potrafią myśleć o firmie i miejscach pracy dla siebie i swoich dzieci. Bardzo cieszyło mnie to, że rozmowy nie skupiały się wyłącznie na samych płacach. Dialog był zupełnie inny, niż do tej pory. Rozmawialiśmy o problemach spółki, strony poznały swoje oczekiwania i nadzieje.

W pewnym momencie padło hasło: „Podpisujecie nasze propozycje, albo nie mamy o czym rozmawiać”. Pan mimo wszystko zaprosił związkowców na kolejne rozmowy. Nie miał Pan dość?
- Nie mogliśmy przerwać rozmów, ot tak. To nie byłoby uczciwe wobec blisko 23-tysięcznej załogi i całej polskiej gospodarki. Bo problem, który był w Jastrzębiu Zdroju nie dotyczył przecież tylko nas. Dotyczył całego sektora górniczego. Sytuację w napięciu śledziły od dłuższego czasu też koksownie. Wstrzymanie wywozu węgla oznaczałoby dla nich katastrofę. My stracilibyśmy kontrahentów, a warte miliony złotych baterie uległyby zniszczeniu. Nie baliśmy się tych rozmów. Byliśmy do nich bardzo dobrze przygotowani.

Co się takiego stało, że podpisaliście to porozumienie. Kto wyciągnął asa z rękawa?
- Strony po prostu uznały swoją siłę i dostosowały swoje stanowiska do sytuacji. Strona związkowa zrozumiała, że my naprawdę chcemy podzielić się z załogą wypracowanym nieoczekiwanym zyskiem, ale chcemy to zrobić na uczciwych i bezpiecznych dla firmy warunkach. Konsekwentnie powtarzaliśmy, że owszem, obecnie jest znakomity czas dla węgla koksującego, ale równocześnie podkreślaliśmy fakt, że koniunktura ma to do siebie, że jest zmienna. Dochodzą już do nas pierwsze sygnały, że grozi nam spadek cen, ponieważ tanieje stal. Tylko czekać, kiedy huty zaczną ograniczać produkcję i zakupy koksu. Z kolei koksownie zaczną ograniczać swoją produkcję i zakupy u nas. My zaczniemy schodzić z ceny, a niewspółmiernie wysokie płace zostaną. Podkreślam, jak długo będę prezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej, będę bronił firmy przed losem, jaki spotkał polskie stocznie. My nie możemy działać krótkofalowo. Musimy mieć kilku-, a nawet kilkunastoletnią perspektywę. Firma musi się rozwijać, inwestować, tak aby zagwarantować miejsca pracy na kilkanaście następnych lat.

Coś się chyba jednak zmieniło. Obie strony po raz pierwszy od lat naprawdę chciały się dogadać. Chyba nikomu tak naprawdę nie zależało na tym strajku.
- Wszyscy ciągle mamy w pamięci 46-dniowy strajk w Budryku. Po ośmiu miesiącach od zakończenia tego konfliktu załoga tej kopalni doskonale podsumowała tamte wydarzenia. W referendum przeprowadzonym przez związki zawodowe, w którym załoga miała się opowiedzieć za strajkiem, zagłosowało zaledwie 181 osób. A przypominam, że w kopalni pracuje 2400 ludzi. To był dla nas pewien symbol. Ludzie są zmęczeni awanturnictwem, chcą spokojnie pracować, zająć się swoimi rodzinami, domami. To było także czerwone światło dla liderów związkowych, którzy usłyszeli: „Dajcie nam święty spokój”. Po raz pierwszy obserwowałem także bardzo dobrą komunikację zarządu z załogą. Komunikacja musi być otwarta, uczciwa, czytelna. Na tym nam zależało.
Nie może być manipulowania informacjami, bo prędzej czy później załoga się zorientuje, że coś jest nie tak.

Mówi Pan zapewne o referendum? Kwestionował pan w ogóle jego ważność.
- Mieliśmy dwie poważne wątpliwości. Po pierwsze, na Budryku nie osiągnięto wymaganej ponad 50-procentowej większości, więc to stawiało pod znakiem zapytania ważność całego referendum. Po drugie, nasze wątpliwości budził również sposób sformułowania samego pytania referendalnego, które nie pokazało w sposób uczciwy i rzetelny różnicy pomiędzy żądaniami związków zawodowych a tym, co proponuje pracodawca. Pracownicy byli zdezorientowani, nie mieli możliwości wyboru. Chcąc go dokonać w sposób samodzielny i świadomy, powinni byli przecież znać stanowiska obu stron. Po raz pierwszy zwróciliśmy się do związków zawodowych z prośbą o uwzględnienie naszych sugestii. Usłyszeliśmy, że „mamy sobie swoje referendum urządzić”. To nie było w porządku nie tylko wobec zarządu, firmy, ale przede wszystkim wobec blisko 23 tysięcy pracowników JSW. Ludzie zasłużyli na uczciwe referendum. Nie dano im takiej szansy.

A może związki chciały się dogadać, bo nie chciały powtórki z Budryka? Prokuratura przedstawiła w końcu liderom pamiętnego strajku w Ornontowicach: Wiesławowi Wójtowiczowi, Grzegorzowi Bednarskiemu oraz Krzysztofowi Łabądziowi, zarzuty dotyczące między innymi naruszenia przepisów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Odczuwa Pan satysfakcję?
- Żadnej satysfakcji nie czuję. Uważam natomiast, iż pozytywne jest to, że prawo w Polsce zaczyna być przestrzegane. Po tym, co się stało na kopalni Budryk widać, że również organizatorzy strajku mogą być pociągnięci do odpowiedzialności. Do tej pory liderzy byli chronieni w przeciwieństwie do szeregowego pracownika. Od początku mówiłem, że strajk w Ornontowicach jest nielegalny. Mam nadzieję, że w przyszłości organy państwa będą nas wspierać w tym, by prawo było respektowane. Nie może bowiem być tak, że kilku liderów związkowych doprowadza do nielegalnego strajku, który przynosi spółce ogromne straty. Gdyby w naszej spółce znowu doszło do protestów, na pewno podejmiemy wszelkie działania zgodne z prawem i wyciągniemy konsekwencje wobec tych, którzy zdecydowaliby się na złamanie prawa. Jako prezes spółki należącej do Skarbu Państwa nie mogę pozwolić sobie na to, by majątek państwowy był marnowany!

Dzisiaj mówi Pan: wygrali ludzie. Co tak naprawdę wynika z podpisanego porozumienia?
- Podwyżki obowiązują od 1 września. Stawki płac zasadniczych w zakładach JSW wzrosną o 5 procent, przy czym faktyczny wskaźnik wzrostu płac w 2008 roku wyniesie w skali całej spółki 13,4 procent. Dodatkowe 0,15 procent zostanie przeznaczone na standaryzację płac w kopalni Budryk, a kolejne 0,45 procent – zgodnie z nakazem Państwowej Inspekcji Pracy – na wypłatę wynagrodzenia za nadgodziny wypracowane przez pracowników spółki w latach 2003–2007. Zarząd JSW zadeklarował też, że wystąpi do właściciela o uwzględnienie w podziale zysku za 2008 rok nagrody dla załogi. Trudno w tej chwili jednoznacznie stwierdzić, czy ludzie byliby bardziej zadowoleni z pierwotnej propozycji zarządu (zarząd JSW oferował jednorazowe premie w wysokości średnio 2 tys. zł dla zatrudnionego – przyp. red.) czy z tej ujętej w porozumieniu. Czas pokaże.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wniosek ws. uchylenia immunitetu posła Wojciecha Króla. „To jest postawienie sprawy na głowie - najpierw chcą stawiać zarzut, a dopiero później wyjaśniać przedmiot sprawy”

Poseł Wojciech Król poinformował, że we wniosku o uchylenie mu immunitetu, złożonym przez Prokuraturę Europejską, brak jest „jakiegokolwiek związku z aferą korupcyjną w Tramwajach Śląskich”. Reprezentująca go adwokat Marta Smołka dodała, że ten wniosek „robi takie wrażenie, jakby prokuratura miała jakąś tezę, która miała być podstawą sformułowania zarzutów i dopiero planowała tę tezę weryfikować”. Dodatkowo wniosek został złożony z błędami formalnymi.

Minister energii: Pomimo upału system elektroenergetyczny pracuje stabilnie i bezpiecznie

Mimo utrzymujących się wysokich temperatur krajowy system elektroenergetyczny pracuje stabilnie i bezpiecznie - zapewnił w piątek, 26 czerwca 2026 r., minister energii Miłosz Motyka. Dodał, że sytuacja nie wymaga wprowadzania stopni zasilania.

Nożownik w szpitalu w Jastrzębiu-Zdroju. Ma 19 lat, był pod wpływem narkotyków

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju odbyła się w piątek 26 czerwca konferencja dotycząca brutalnego ataku nożownika. W czwartek wieczorem 19-latek wszedł na jeden ze szpitalnych oddziałów i zaatakował nożem cztery osoby. Prokuratura Rejonowa w Jastrzębiu-Zdroju prowadzi śledztwo w sprawie usiłowania zabójstwa więcej niż jednej osoby na terenie szpitala

COP Oferta Lato 20260626 AL 15

Buch – jak gorąco! Koleje Śląskie stawiają na bezpieczeństwo w trakcie upałów

Razem z nadciągającą falą upałów rośnie ryzyko awarii infrastruktury kolejowej, a co za tym idzie – utrudnień w kursowaniu pociągów. Koleje Śląskie są gotowe na wysokie temperatury – pojazdy przewoźnika przeszły dodatkowe przeglądy klimatyzacji, a w przypadku ewentualnych długotrwałych postojów, wsparcie zapewni Ochotnicza Straż Pożarna, w ramach unikatowej w skali kraju współpracy.