fot: Jarosław Galusek
Sebastian Nowak jest wychowankiem szkółki piłkarskiej MOSiR Jastrzębie
fot: Jarosław Galusek
Los Górnika w ekstraklasie nie zależy już tylko od niego samego. Nawet wygrana w sobotnim meczu z Polonią Warszawa może nie dać wam utrzymania. Jesteście uzależnieni od wyników bezpośrednich rywali, głównie Lechii Gdańsk i Cracovii.
- Jest takie powiedzenie: „Umiesz liczyć? Licz na siebie”. Dla mnie jedno nie ulega wątpliwości, musimy wygrać w sobotę, a dopiero potem oglądać się na inne wyniki. Gdybyśmy wygrali z Cracovią, to teraz byłaby inna rozmowa. Był remis, więc dalej jesteśmy w grze. Mnie ten remis nie dał żadnej satysfakcji, bo „Pasy” były do pokonania. Jeśli wygramy z Polonią, w co głęboko wierzę, to się utrzymamy. Nie sądzę, by Cracovia była w stanie wygrać w Poznaniu, a Lechia w Gliwicach.
Jak zespół wytrzymuje tę presję? Praktycznie co kolejkę gracie mecz o życie, a w ostatniej czeka was nie lada wyzwanie. Mając nóż na gardle musicie ograć „Czarne Koszule”.
- Ta presja jest od listopada, więc już do niej przywykliśmy. Jesienią było bardzo kiepsko i już wtedy wiedzieliśmy, że musimy zdobywać punkty w każdym spotkaniu. Jesteśmy teraz na finiszu i czeka nas decydująca bitwa w tej piłkarskiej wojnie. Musimy ją ostatecznie wygrać, by pozostać w ekstraklasie. Ja nawet nie myślę o barażach, nikomu się nie uśmiecha grać dodatkowe mecze. Musimy to wszystko załatwić po naszej myśli już w sobotę.
Runda wiosenna w wykonaniu 14-krotnego mistrza Polski to prawdziwa huśtawka nastrojów. Raz jest lepiej, raz gorzej. Zwłaszcza spotkania wyjazdowe wam nie wychodzą. Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy?
- Rzeczywiście wiosną tak jest. U siebie wygrywaliśmy, albo remisowaliśmy, np. po bardzo dobrej grze z Lechem. Na wyjazdach jakoś nam nie idzie, jeśli nie liczyć wygranych derbów Śląska z Ruchem. Nie strzelamy bramek na obcych boiskach i to jest nasz problem. Powinniśmy zdecydowanie lepiej grać na wyjazdach, ale tego już nie zmienimy. Oby tylko te kiepskie wyjazdy nie odbiły się nam czkawką... Ale teraz o tym nie myślimy, liczy się tylko mecz z Polonią Warszawa, który musi nam przynieść pełną pulę i utrzymanie.
Czy w szatni obrońcy Górnika nie wytykają napastnikom, że muszą za nich odwalać dodatkową robotę? Wiosną do siatki najczęściej trafiali defensorzy na czele z Adamem Banasiem.
- W szatni są oczywiście żarty, natomiast nikt do nikogo nie ma pretensji o tę sytuację. Na nikogo nie zwalamy winy. Jesteśmy kolektywem i jak obrońcy wyręczają napastników, to nie jest źle. Adaś Banaś strzelił 4 gole, po jednym dołożyli Adam Marciniak i Mariusz Magiera. I chwała chłopakom za te bramki. Najważniejszy jest efekt końcowy, nieważne natomiast, czy gole zdobywają napastnicy czy też obrońcy. Ważne, byśmy się utrzymali.
Można powiedzieć, że Sebastian Nowak jest z górnictwem za pan brat... Najpierw był Górnik Jastrzębie, a teraz Górnik Zabrze.
- Tak po prawdzie to jestem wychowankiem szkółki piłkarskiej MOSiR Jastrzębie. W ramach współpracy trafiłem potem do Górnika Jastrzębie. To klub, któremu zawsze kibicowałem i trzymam za niego kciuki. Kiedyś, jak jeszcze tam broniłem, była ciężka sytuacja. Nawet był spadek do czwartej ligi. Teraz, już pod nazwą GKS Jastrzębie, klub awansował do pierwszej ligi, ale kłopotów mu nie brakuje. Wierzę, że jastrzębianie pozostaną w rozgrywkach. Popyt na piłkę w Jastrzębiu naprawdę jest bardzo duży. Jesienią, gdy nie było tak wielkich problemów w klubie, to frekwencja na meczach była bardzo dobra. Obecnie bronię w kolejnym Górniku, tym z Zabrza, który jest świetnie zorganizowany i ma na meczach po kilkanaście tysięcy kibiców. Chociaż gram w klubach górniczych, to jednak prawdziwym górnikiem, takim jak mój tata, nigdy nie byłem. On pracował na przodku w „Manifeście Lipcowym”. Teraz to jest „Zofiówka”. Naszej rodzinie nieobce są strajki, zaś słynne Porozumienia Sierpniowe były niemalże na naszym osiedlu. Trochę się u nas działo w 1989 roku. Pamiętam, że było sporo zamieszania wokół kopalni: milicja jeździła, atmosfera była bardzo napięta, zaś dzieci przekazywały jedzenie swoim ojcom, którzy strajkowali w kopalni. Tata też strajkował, był w tym czasie „za murami”, a teraz jest górniczym emerytem.