Wygrać proces w Luksemburgu
fot: Krystian Krawczyk
Jerzy Buzek odbierze 5 marca w Expo Silesia w Sosnowcu nagrodę „Lidera czystych technologii w energetyce”
fot: Krystian Krawczyk
- Handel emisjami wynika z wprowadzenia ograniczeń emisji: każdy, kto emituje CO2, otrzymuje pewną ograniczoną ilość pozwoleń na emisję. Jeśli przyznana wielkość emisji nie wystarcza dla podtrzymania lub rozwoju działalności firmy, można dokupić pozwolenia. W ten sposób wprowadzono „koszt emisji dwutlenku węgla”, albo inaczej – kary za emisje. Jeszcze rok temu, produkując więcej i emitując więcej, nie trzeba było płacić za dodatkowe emisje. Taka sytuacja zmusza więc przedsiębiorców i firmy do opracowywania i stosowania nowych technologii, przy których jest ona mniejsza. Sprawa dotyczy z jednej strony tzw. przemysłów wrażliwych energetycznie, zużywających sporo energii, np. hutnictwa, cementowni czy chemii.
Ale w Polsce aż 80 proc. obecnych emisji dwutlenku węgla związanych jest z produkcją prądu elektrycznego z węgla. Ich ograniczenie i kary za dodatkową emisję uderzają przede wszystkim w elektrownie pracujące na węglu. Jest zatem oczywiste, że zagrożenia dla polskiej energetyki przenoszą się także na górnictwo. Energetyka jest bowiem głównym odbiorcą węgla. Oba sektory są ze sobą ściśle powiązane. Skutki niepowodzeń jednego sektora przenoszą się na drugi. Nie może istnieć energetyka bez ekonomicznie opłacalnego oraz bezpiecznego dla ludzi i środowiska wydobycia węgla.
Tymczasem kwoty emisyjne, a więc emisje darmowe przyznane Polsce w 2008 r. i w latach następnych są wyraźnie niższe niż nasze oczekiwania. Dlatego jest spore napięcie przy rozdziale tych kwot, zaś sektory przemysłowe energetycznie wrażliwe, a szczególnie sama energetyka, będą musiały je dokupić. Stąd wzrost kosztów i wzrost cen energii.
Niewątpliwie na takiej decyzji Komisji Europejskiej, w stosunku do Polski, zaważył brak naszej gotowości do negocjacji z nią na przełomie 2006/2007 r. oraz stawianie sprawy na ostrzu noża. Słowacja i Niemcy po dyskusji z Komisją uzyskali około 5 proc. wzrostu kwot emisyjnych. W naszym przypadku byłoby to 15 mln ton, a więc sporo.
Dzisiaj jednak należy zrobić wszystko, aby Polska wygrała w tej sprawie proces w Luksemburgu, gdzie złożyliśmy skargę na przyznane nam przez Komisję kwoty emisyjne. Po 2012 r. sytuacja związana z handlem emisjami może być jeszcze trudniejsza, gdyż wszystkie kwoty emisyjne polska energetyka będzie musiała kupować na aukcjach. Żadne emisje nie będą za darmo. To może spowodować nawet dwukrotny wzrost cen energii elektrycznej. Dlatego stanowczo walczę z tym rozwiązaniem i złożyłem odpowiednie poprawki do dyrektywy związanej z handlem emisjami. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych tygodni nastawienie wielu posłów się zmieni.