Wyciszenie już w Wielki Czwartek
Przyzwyczailiśmy się w naszym myśleniu do tego, że Święta Wielkanocne obchodzi się w niedzielę i poniedziałek. Do takiej tradycji przywykliśmy, bo ją wynieśliśmy z naszych domów i taką z roku na rok zachowujemy. Wielkanoc to dla nas, obok Bożego Narodzenia, najważniejsze w roku święta, podczas których upamiętniane są w liturgicznym obchodzie śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Głębsza refleksja nad historią pamiątki Jego Paschy prowadzi jednak do spostrzeżenia, że niedzieli nie świętowali chrześcijanie nigdy jako dnia śmierci, lecz jako dzień zmartwychwstania Chrystusa (w tym ma np. swe uzasadnienie nazwa niedzieli w języku rosyjskim).
Stąd najbardziej pierwotną formą świętowania Wielkanocy był taki obchód liturgiczny, który rozciągał się na całą noc z soboty na niedzielę (nigdy zaś z niedzieli na poniedziałek) i obejmował jedną niepodzielną celebrację męki, śmierci i zmartwychwstania Pana, z nastawieniem na rychłe Jego przyjście w chwale, dzięki któremu uskutecznione zostanie nasze z Nim przejście do królestwa Ojca. Była więc w tej jednolitej celebracji faza żałoby (wspomnienie męki i śmierci Pana), rozciągająca się na godziny nocne (poprzedzone zachowywanym w piątek i sobotę postem), a także faza radości, zbiegająca się z niedzielnym porankiem, w który sprawowano Eucharystię połączoną z agapą. Z czasem (szczególnie w okresie IV–VI wieku) następować zaczęło i utrwalało się (pod wpływem liturgii jerozolimskiej) przechodzenie od „świętej nocy” do „świętego triduum”. Odnowiony po Soborze Watykańskim II kalendarz liturgiczny przypisuje trzem stacjom owego triduum (trzem wydarzeniom zbawczym, upamiętnianym przez celebrację Mszy Wieczerzy Pańskiej, Liturgii Pasyjnej i Wigilii Paschalnej, nie zaś trzem dniom poprzedzającym Niedzielę Zmartwychwstania) taką rangę i znaczenie, jakie „ma niedziela w tygodniu”.
Dobrze byłoby robić wszystko (zarówno w duszpasterskim planowaniu, jak i w osobistym życiu chrześcijan), by z roku na rok coraz bardziej Święta Wielkanocne utożsamiały się dla nas z całym „triduum sacrum”. Tym większej wymowy i duchowej głębi nabierałyby wszystkie, tak piękne przecież i uświęcone tradycją pozaliturgiczne zwyczaje, gdyby na ten czas triduum milkło już na osiedlach trzepanie dywanów i wygasał rumor odkurzaczy w naszych mieszkaniach, gdyby okna były już pomyte, gdybyśmy przestawali szaleńczo biegać po supermarketach i sklepach za wymyślnymi prezentami...
Dobrze by było, gdyby – począwszy od Mszy Wieczerzy Pańskiej – pogłębiało się wymowne wyciszenie i szerzył się klimat modlitewnego czuwania, spędzania bogatych duchowo chwil przy ciemnicy czy grobie Chrystusa... Miałoby wtedy jeszcze głębszą wymowę błogosławienie pokarmów w Wielką Sobotę i posilanie się nimi przy śniadaniu w Niedzielę Zmartwychwstania – zwracałoby bowiem uwagę świata na fakt, że kulminacyjnym punktem przeżycia Wielkanocy jest nowe życie, życie przemienione pokutą i podtrzymywane pokarmem duchowym, a więc pokarmem, którego świat dać nie może, a daje go Pan życia, bo On przeszedł przez śmierć i żyje, by z nami iść po drogach codzienności i prowadzić nas ku wieczności.