WUG do Pawlaka: Sytuacja w Budryku wymaga nadzwyczajnych kroków
WUG zwrócił się do Pawlaka po tym, gdy dyrektor kopalni w oficjalnym piśmie oświadczył, iż z powodu trwającego strajku nie jest w stanie wykonać decyzji Okręgowego Urzędu Górniczego (OUG) w Gliwicach z 7 stycznia, nakazującej wznowienie wydobycia węgla w kopalni.
Pod ziemią protestują obecnie trzy osoby, a kilkaset prowadzi strajk okupacyjny na powierzchni.
Jak powiedziała PAP rzeczniczka WUG, Edyta Tomaszewska, w piśmie do szefa resortu gospodarki prezes Urzędu, Piotr Buchwald, zwrócił uwagę, iż dalsze działania mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa ludzi i majątku kopalni wymagają kroków, wykraczających poza możliwości i uprawnienia organów nadzoru górniczego.
Rzeczniczka zapewniła, że stan zagrożenia pożarowego w kopalni jest na bieżąco monitorowany i analizowany przez gliwicki OUG, a w przypadku dalszego wzrostu tego zagrożenia może zajść potrzeba otamowania rejonów eksploatacyjnych na zasadach akcji ratowniczej.
Na wzrost potencjalnego zagrożenia pożarowego zwrócił też w piątek uwagę wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej, do której niedawno włączono Budryka, Andrzej Tor.
- Ocena tego zagrożenia jest obiektywna, wynika z analizy wyników monitoringu i analiz specjalistów. To nie jest żadna gra przetargowa, to zbyt poważna sprawa. Trzeba ją traktować niezależnie od postulatów płacowych - powiedział Tor przed rozpoczęciem kolejnej tury negocjacji protestujących z zarządem. Po godz. 16 rozmowy te nadal trwały.
Problem powstał, bo podczas długotrwałego postoju rośnie zagrożenie tzw. pożarem endogenicznym. Jego objawy przez dłuższy czas mogą być stosunkowo mało zauważalne, natomiast proces samozagrzewania się węgla postępuje. - Po przekroczeniu określonego punktu, tzw. temperatury krytycznej węgla, proces nabiera dużej dynamiki i z zagrożenia potencjalnego staje się realnym i wymaga zdecydowanych działań profilaktycznych, a często kończy się izolacją ściany wydobywczej - wyjaśnił Tor.
Izolacja oznacza wyłączenie ściany z wydobycia na wiele miesięcy, co powoduje olbrzymie straty materialne. Źródłem zagrożenia są resztki węgla, pozostające w tzw. zrobach w ścianie. Podczas postoju mają one dłuższy kontakt z powietrzem, co utrzymuje proces samozagrzewania węgla.
- Postęp ściany powoduje, że zroby mają znacznie krótszy kontakt z tlenem, temperatura nie osiąga poziomu krytycznego. Odpowiednio szybki postęp ściany podczas wydobycia jest więc najbardziej skuteczną metodą ograniczenia zagrożenia pożarowego - dodał.
Tymczasem dyrektor kopalni, Piotr Chmiel, w piśmie do OUG oświadczył, że w związku ze strajkiem nie może wykonać decyzji nadzoru górniczego o wznowieniu wydobycia. Ze strajkującymi pracownikami przeprowadzono rozmowy, ale nie poskutkowało to wznowieniem pracy.
- Potwierdzili, że zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, ale ważniejsze dla nich jest uzyskanie korzystnych podwyżek płac i pomyślne zakończenie strajku. Większa część załogi podanych oddziałów (które miałyby wznowić wydobycie – PAP) przebywa na urlopach lub zwolnieniach lekarskich\" – wyjaśnił dyrektor w liście do OUG.
Z pracownikami na urlopach i zwolnieniach też przeprowadzono rozmowy, ale wobec panującej w kopalni \"sytuacji i wrogości strajkujących w stosunku do podejmujących pracę nie stawią się do pracy, obawiając się szykan\" – napisał dyrektor. Zaznaczył, że komitet strajkowy odmówił współpracy w tym zakresie. W tej sytuacji wydobycia nie wznowiono. Prowadzone są natomiast prace zabezpieczające, działania wentylacyjne itp. Sytuacja jest monitorowana, na dół zjeżdża minimalna liczba pracowników, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Według informacji WUG, w piątek w kopalni prace podjęły 74 osoby, w tym 30 na dole, wśród nich dwa zastępy ratownicze.
Wzrost zagrożenia pożarowego w kopalni Budryk nie oznacza, że obecnie istnieje bezpośrednie zagrożenie dla przebywających pod ziemią górników. Jednak, według WUG, wyniki prowadzonych pomiarów są niepokojące i wymagają podjęcia natychmiastowych działań. Specjaliści podkreślają jednak, że takie zagrożenie nie oznacza pożaru, a jedynie warunki, mogące sprzyjać jego powstaniu.
Podziemne pożary, w dużej części wywołane tzw. samozapłonem lub samozagrzaniem węgla w zrobach (miejsca po eksploatacji węgla) to naturalne zagrożenie górnicze. Taki pożar nie przejawia się ogniem, ale przede wszystkim wzrostem ilości tlenku węgla w atmosferze (wykrywają to czujniki), wzrostem temperatury, a bywa, że także widocznym zadymieniem.
Eksperci uznali, że najskuteczniejszą metodą wyeliminowania zagrożenia będzie normalny ruch ścian, stąd nakaz wznowienia wydobycia 1050 metrów pod ziemią. Gdyby rzeczywiście stwierdzono tam pożar, zagrożony rejon trzeba byłoby odizolować od pozostałej części kopalni, która na dłuższy czas utraciłaby ważne pokłady węgla.