Każda rzecz, na którą spoglądamy w Izbie Pamięci Kopalni, kryje w sobie cząstkę czyjegoś życia

fot: Kajetan Berezowski

Eugeniusz Świerc (od lewej) i Tomasz Walaszek przy makiecie kopalni

fot: Kajetan Berezowski

Izba Pamięci Kopalni Andaluzja to w zasadzie jedyne miejsce, dzięki któremu można bliżej poznać historię jednej z największych kopalń przemysłowego Śląska. Po samym zakładzie nie pozostało bowiem wiele. Żyją za to ludzie, którzy w kopalni pracowali. Naoczni świadkowie największego prosperity przemysłu węglowego na Śląsku. Wielu z nich doczekało ostatnich dni Andaluzji. To m.in. dzięki nim udało się zebrać wiele ciekawych eksponatów. Dziś można je oglądać, a często także posłuchać ciekawych wspomnień o tym, jak kiedyś w Piekarach Śląskich fedrowano węgiel.

Skąd w ogóle wzięła się nazwa kopalni Andaluzja? Jedna z wersji mówi, że ówczesny generalny dyrektor Ryszard Remy miał pochodzącą z hiszpańskiej Andaluzji żonę i na jej cześć nazwał kopalnię. Inna wersja wspomina postać Guido Henckla von Donnersmarcka, założyciela kopalni, i jego rzekomych córek o imionach Anda i Luiza. Połączenie tych imion miało dać nazwę kopalni. Szkopuł jednak w tym, że Guido nie miał córek, tylko trzech synów. Nazwa kopalni pozostaje więc tajemnicą. Wskazówką może być fakt, że jedno z czterech pól górniczych, które Donnersmarckowie połączyli w 1903 r., nosiło nazwę Andalusien.

Zakład założyła w 1908 r. spółka Schlesische A.G. Fur Bergbau und Zinkhuttenbetrieb z mieszanym, francusko-belgijskim kapitałem. Systematyczna produkcja węgla rozpoczęła się cztery lata później. Szybem, który dał początek kopalni Andaluzja, był „Żeromski”. Zakład do czasów I wojny światowej należał do najmniej zmechanizowanych śląskich kopalń. Wpływ miały na to licznie występujące zagrożenia i trudne warunki eksploatacji. Dopiero po plebiscycie do Piekar zaczęli zjeżdżać absolwenci AGH z Krakowa. Kopalnia, dzięki licznym inwestycjom i pod czujnym okiem fachowców, zaczynała coraz lepiej fedrować. Niestety, jej rozkwit zahamowany został ponownie działaniami wojennymi. Zaraz po wyzwoleniu ofiarnej i ambitnej załodze udało się w szybkim tempie wznowić wydobycie, które w 1950 r. sięgnęło 1 431 612 t. Wówczas „Anda” – jak potocznie nazywali swą żywicielkę górnicy – zatrudniała 4 tys. pracowników. Załogę piekarskiej kopalni zawsze cechował głęboki patriotyzm. W latach 80. ub. stulecia górnicy godnie walczyli o swe prawa pracownicze. W wyniku restrukturyzacji górnictwa kopalnia stała się z czasem częścią Zakładu Górniczego Piekary i tak dożyła końca swych dni.

Izbą Pamięci kopalni Andaluzja opiekują się dziś Małgorzata Mzyk-Porada i Tomasz Walaszek, nauczyciele historii w Zespole Szkół nr 1 w Piekarach Śląskich. Miejsce to istnieje od ponad 10 lat, ale w grudniu ub.r. zyskało nowy blask, m.in. dzięki środkom z Funduszu Obywatelskiego Miasta Piekary Śląskie. Powstały nowe gabloty profesjonalnie zabezpieczające zbiory, zakupiono też sprzęt multimedialny umożliwiający prowadzenie lekcji historii. Centralne miejsce izby zajmuje sporych rozmiarów makieta przedstawiająca kopalnię według stanu na 1980 r. Widnieją na niej trzy szyby, budynki cechowni i przeróbki oraz tory kolejowe.

– To takie serce tego miejsca. Makieta tworzona była na polecenie kierownictwa kopalni od czasów powojennych. Co ciekawe, służyła obronie cywilnej. Regularnie ją uaktualniano i tak się rzecz miała do 1980 r. Stąd każdy nowy obiekt związany z jej rozwojem, wybudowany po tym czasie, nie jest na makiecie uwzględniony – opowiada Eugeniusz Świerc, były górnik kopalni Andaluzja, działacz społeczny i związkowy.

Ciekawymi eksponatami są również centralka, której używano niegdyś do realizowania połączeń telefonicznych, i kilka innych urządzeń niezbędnych do kierowania ruchem zakładu górniczego.

– Myśmy byli swego rodzaju kopalnią doświadczalną. To znaczy, jak zjednoczenie zakupiło nowy sprzęt, na przykład kombajn, to po próbach w zabrzańskiej kopalni doświadczalnej niezwłocznie kierowano go do nas, aby przetestować w warunkach naturalnych. Wiele maszyn i urządzeń trafiło do Andy na stałe. Zawsze przodowaliśmy w dziedzinie umaszynowienia produkcji. Chodziło o to, aby odciążać maksymalnie ludzi, zwłaszcza na przeróbce, gdzie zatrudnione były kobiety. Załadownia, płuczka, sortownia, wszędzie tam pojawiały się najnowsze maszyny. Ceniono ludzi potrafiących myśleć innowacyjnie – wspomina dalej Eugeniusz Świerc.

W 1973 r. liczba zatrudnionych w kopalni wyniosła 5085 osób. W tym okresie padł historyczny wynik w zakresie wydajności pracy, wynoszący 3312 kg węgla na pracownikodniówkę. W 1977 r. wydobycie osiągnęło już blisko 4 mln 400 tys. t węgla. Do 1985 r. wahało się w granicach 4 mln t. Hitem polskiej myśli technicznej w dziedzinie górnictwa stał się kombajn K-160. On również trafił do Andaluzji, a była to pierwsza połowa lat 80. W tym czasie kopalnia fedrowała także kombajnem Alpina.

– Pamiętam, że fedrowaliśmy pokład 510. Panowały tam dobre warunki geologiczno-górnicze, praktycznie bez zagrożeń, zero metanu. Ze ścian sypał się bardzo wysokiej jakości węgiel energetyczny o niskiej zawartości siarki. Wysyłany był na eksport. Węgiel gruby, kęsy, kostka – te sortymenty szły jak woda, ale zaopatrywaliśmy też nasz rynek. Od wiosny do późnej jesieni ciężarówki ustawiały się sznurem, jedna za drugą, na kilka kilometrów. Orzech sprzedawał się non stop – dodaje emerytowany górnik.

Dokumentują to najlepiej stare fotografie.

– Mamy ich całe mnóstwo. Podobnie jak innych, cennych pamiątek, w tym mundurów górniczych podarowanych przez rodziny górników. Jeden z nich należał do górnika Ryszarda Mingusa. Całe dorosłe życie poświęcił pracy w kopalni. Był absolwentem szkoły górniczej, która dawniej mieściła się właśnie w murach naszej dzisiejszej szkoły – opowiada Tomasz Walaszek.

W izbie tradycji znalazło się też specjalne miejsce na kilofki sztygarskie zwane trzecią ręką sztygara. Często pięknie wykonane. W gablotach umieszczono dyplomy, medale, odznaczenia.

– Te zbiory nadal żyją, one przed oddaniem do izby tradycji stanowiły czyjąś własność. Górnicy otrzymywali je w nagrodę za dobrą robotę, w uznaniu konkretnych zasług, na jubileusze. Każda rzecz, na którą spoglądamy, kryje w sobie cząstkę czyjegoś życia, nierzadko długich lat pracy w tej właśnie kopalni – zwraca uwagę Eugeniusz Świerc.

On sam, wraz z grupą miłośników górniczych tradycji, uratował od zapomnienia liczącą ponad sto lat historię obrazu św. Barbary, patronki górników i dobrej śmierci. Dzieło ma wyjątkowo burzliwą historię. Powstało w 1920 r. z inicjatywy i na zamówienie pierwszego dyrektora kopalni, Ottona Riedla. Umieszczono je w cechowni, w wykonanym przez pracowników zakładu drewnianym ołtarzu z nastawą szafową umożliwiającą zamknięcie obrazu. Obraz przechodził różne koleje losu. Ostatecznie został ofiarowany parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Brzozowicach-Kamieniu, dzielnicy Piekar Śląskich.

Warto też zapoznać się ze wspomnieniami dawnych pracowników Andaluzji, spisanymi w celach archiwizacyjnych.

„Zdarzyło się, że dostawaliśmy jakiegoś młodzika, co się uczył fachu. Jego nigdy nie zostawiano samego. Tacy zawsze mieli swojego instruktora, co ich nadzorował. Czasem takim robiliśmy jakieś żarty, ale oni się na nas nigdy nie gorszyli” – brzmią fragmenty tekstu spisanego ręką górnika Henryka Pawełczyka.

– Jesteśmy dumni ze zgromadzonych zbiorów. Spory wkład pracy w tworzenie nowej Izby Pamięci Kopalni Andaluzja miała także młodzież naszej szkoły. Była to prawdziwa lekcja historii przemysłu i naszego regionu. To dzieło chcemy kontynuować – zapewnia Tomasz Walaszek.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1755669760 powstaniaslaskie

Narodowy Dzień Powstań Śląskich - to górnicy walczyli o Polskę

Kiedy mówi się o Powstaniach Śląskich, zwykle pada kilka nazwisk dowódców i polityków. Ale siłą, która przeważyła szalę w latach 1919-1921, byli ci, którzy na co dzień zjeżdżali pod ziemię. Górnicy. Bez nich nie byłoby powstań, a Śląsk prawdopodobnie zostałby po niemieckiej stronie. Narodowy Dzień Powstań Śląskich został ustanowiony w 2022 roku, by uczcić pamięć uczestników trzech powstań śląskich z lat 1919–1921. To właśnie 20 czerwca 1922 roku, po zakończeniu sporów granicznych, Wojsko Polskie wkroczyło na te ziemie.

Górnicy i hutnicy na filmach sprzed 60 lat. Mamy je! Warto zobaczyć!

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć film zmontowany z archiwalnych nagrań TVP 3, zachęcamy do oglądania! Ma ponad 7 minut, nosi tytuł „Twarze Przemysłu” i był pokazywany podczas tegorocznej Industriady w Muzeum Miejskim „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej.

Polska i Niemcy udostępnią 60 tys. Biletów Przyjaźni dla młodych podróżnych

Resort infrastruktury oraz Federalne Ministerstwo Transportu Niemiec uruchamiają kolejowy Polsko-Niemiecki Bilet Przyjaźni, z którego będzie mogło skorzystać 60 tys. młodych osób w wieku od 18 do 27 lat. Każdy z krajów udostępni po 30 tys. biletów - poinformowało w środę polskie ministerstwo.

Fotografie z kopalń, hut, fabryki obrabiarek i wielu innych zakładów. Warto je zobaczyć!

Jeśli ktoś ma wolne popołudnie albo weekend, polecamy wycieczkę do Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w Dąbrowie Górniczej. Można tam zwiedzić nie tylko kopalnię ćwiczebną z lat 20. ubiegłego wieku, ale i świetną wystawę „Razem dla przemysłu. Oblicza dąbrowskich zakładów w fotografii i designie”. Wystawa na pewno będzie czynna przez całe wakacje.