Wojownik z „Jankowic” wicemistrzem Polski w muay thai

Kubiak muay thai 01 arc

fot: ARC

Łukasz Kubiak jest pracownikiem Oddziału Robót Przygotowawczych w kopalni „Jankowice”. Walczy w barwach rybnickiego klubu Absorto Gym

fot: ARC

Łukasz Kubiak zdobył wicemistrzowski tytuł w kategorii 57 kg na grudniowych Otwartych Mistrzostwach Polski Muay Thay, rozegranych w płockiej hali Orlen Arena.

 

W półfinale Kubiak wygrał jednogłośnie na punkty. W trzeciej rundzie jego przeciwnik był dwukrotnie liczony. Po wyrównanym finale musiał jednak uznać wyższość swojego rywala, przegrywając decyzją sędziów na punkty.

 

W turnieju udział wzięło ponad 130 zawodników z całej Polski. Łącznie stoczono 108 walk.

 

Łukasz Kubiak jest pracownikiem Oddziału Robót Przygotowawczych w kopalni „Jankowice”. Walczy w barwach rybnickiego klubu Absorto Gym. Jest reprezentantem Polski w muay thai.

 

Muay thai to inaczej boks tajski. Jest to sport walki kładący nacisk na walkę w klinczu z wykorzystaniem uderzeń łokciami i kolanami. Przyjmuje się, że muay thai wywodzi się z Tajlandii, jednakże brak jest historycznych źródeł potwierdzających jednoznacznie i ostatecznie to założenie. Dzisiejsze muay thai jest ringowym sportem walki. Formułą walki jest wyłącznie full-contact, gdzie ciosy zadaje się z pełną siłą. W Polsce boks tajski uprawia się od początku lat 90. XX wieku.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.