Gdyby nie wstawiennictwo władz stolicy Górnego Śląska, piłkarski klub GKS Katowice straciłby licencję i zostałby relegowany z rozgrywek I ligi. Portal nettg.pl poinformował o tym szef Wydziału Dyscypliny PZPN, Artur Jędrych.
Zadłużony po uszy klub, nie mający żadnych źródeł finansowania, miał stracić licencję jeszcze przed rozpoczęciem rundy wiosennej I ligi. Ale Komisja ds. Licencji PZPN nie podjęła takiej decyzji, odsyłając dokumenty do Wydziału Dyscypliny PZPN, z sugestią nałożenia surowych sankcji. Okazało się bowiem, że działacze śląscy nie realizują programu restrukturyzacyjnego, który nadzoruje PZPN.
- Można było się spodziewać bardzo poważnych kar, włącznie z zawieszeniem lub odebraniem licencji katowickiemu klubowi, ale wstawił się za nim przedstawiciel władz miejskich Katowic. Zaprezentował on plan naprawczy klubu i to zaważyło na tym, że sprawa GKS została przesunięta na termin kwietniowy. Mam nadzieję, że za miesiąc coś się zmieni w sytuacji klubu. Inaczej nie dokończy on rozgrywek – przestrzega wspomniany Jędrych, który nie rzuca słów na wiatr.
Nieoczekiwanym „zbawcą” GKS okazał się Sławomir Witek, naczelnik Wydziału Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego w Katowicach, który osobiście pofatygował się do stolicy na posiedzenie WD PZPN. Wspólnie zresztą z działaczem klubu, Jackiem Plutą.
Wygląda na to, że kołem ratunkowym dla „GieKSy” może był wyłącznie miasto, które chce ustanowić kuratora w klubie. Na takie rozwiązanie zgadzają się zresztą działacze. Nie mają oni żadnego pomysłu na dalsze funkcjonowanie tego niezwykle zasłużonego dla polskiej piłki klubu, który przez blisko 40 lat wspierany był przez górnictwo.