Wigilia Torbjorna Wahlborga: Opłatek był najpiękniejszy...
fot: Jarosław Galusek
fot: Jarosław Galusek
- Długo pamiętać będę moją pierwszą Wigilię w Polsce. Otrzymałem zaproszenie na „opłatek” do ruin gliwickiego teatru. Nie miałem pojęcia, co to takiego ten opłatek. Żeby się dowiedzieć, nie musiałem wcale długo czekać. Zaraz na początku uroczystości rozdano go wszystkim obecnym. Towarzysząca mi wówczas osoba, w kilku słowach wytłumaczyła, o co tu chodzi, że trzeba się będzie łamać ze wszystkimi i składać życzenia. Długo uczyłem się potem polskich życzeń – tak, by za rok być już ze wszystkim na bieżąco. Zwyczaj łamania się opłatkiem bardzo mi się podoba. Nigdzie nie miałem okazji spotkać się z czymś podobnym. Jest specyficzny i wyraźnie odróżnia polską Wigilię od innych, także od szwedzkiej. Poza tym nasze święta Bożego Narodzenia obchodzi się bardzo podobnie. W Polsce jada się karpia, u nas zaś stoły uginają się nie tylko od ryb, zwłaszcza śledzi i łososia, ale przede wszystkim od potraw mięsnych. Drób, wieprzowina, wołowina, wędlina, słowem wszystko, co tylko sobie można wyobrazić. Odnoszę wrażenie, że Polacy jedzą mniej i bardziej zdrowo niż moi rodacy, przynajmniej na Wigilię i w święta.
Czytaj więcej o Wigiliach:
Dariusza Lubery, Mirosława Tarasa, Stanisława Gajosa, Zygmunta Łukaszczyka