Jan Czypionka: Moje fotografie na dole to hołd dla pracy górnika
Rozmowa z Janem Czypionka, dziennikarzem i fotografikiem
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jan Czypionka
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Rozmowa z Janem Czypionka, dziennikarzem i fotografikiem
Co sprawiło, że rozkochałeś się w fotografowaniu?
Zaczęło się banalnie - któregoś dnia dostałem w prezencie aparat, po kilku latach kupiłem nowy, potem kolejny... Po wielu latach fotografowania, w moim przypadku trudno mówić o "rozkochaniu" - bardziej przypomina to uzależnienie, jakąś formę przymusu, bądź nałogu.
Fotografia to forma sztuki. Wymaga oryginalności i nieustannych inspiracji. Jak to wygląda u Ciebie?
Staram się śledzić prace sławnych fotografów, wyciągać wnioski, udoskonalać technikę, bo wiem, że kto stoi w miejscu, ten się cofa, ale mam też świadomość swoich barier i możliwości. Uważam, że w momencie zwolnienia migawki chwila przechodzi do historii. Zdaję sobie sprawę, że w ten sposób nie zatrzymamy czasu, ani go nie cofniemy, ale pozostawimy materialne świadectwo przeszłości. To bardzo dużo.
Pracujesz także z drugim człowiekiem. Starasz się wydobyć to, co jest indywidualne czy raczej swoje emocje?
Uważam, że nie ma fotografii bez ludzi. Są rzecz jasna pejzaże, architektura, zwierzęta, makro, ale to wszystko mnie nie interesuje. W kadrze musi pojawić się mój bohater, jego historia, emocje. Nie zawsze udaje się to osiągnąć za pierwszym razem, dlatego lubię wracać do swoich bohaterów. Ponowne spotkanie daje mi szanse na ewentualne poprawki ale tez stwarza zupełnie nową sytuację, bo co prawda osoby są te same, ale miejsce, czas i okoliczności już zupełnie inne.
Przez lata byłeś związany z górnictwem, czy masz sentyment do fotografowania tego co górnicze?
Wiele razy zjeżdżałem na dół, robiłem też wiele zdjęć na powierzchni, ale teraz, gdy przeglądam katalogi na dysku czuję pewien niedosyt. Dziś z pewnością gdybym miał okazję zrobiłbym więcej zdjęć i pewnie byłyby bardziej przemyślane i dopracowane. Mam jednak satysfakcję, że wykorzystałem należycie możliwości, jakie wówczas przede mną się otworzyły. Praca górników na dole w kopalni, w środowisku skrajnie niebezpiecznym i obcym wymaga hołdu, co poprzez swoje fotografie starałem się uczynić.
W czym właściwie tkwi Twoim zdaniem tajemnica dobrej fotografii?
Sądzę, że to kwestia emocji, jakie wywołuje fotografia, ale też relacja między autorem a utrwalonym na zdjęciu bohaterem. Ważna jest też uczciwość wobec osób, które fotograf pokazuje. Zacytuję tu słowa Mirosława Neinerta, dyrektora Teatru Korez w Katowicach, który tak pisał o moich fotografiach przy okazji wydania albumu "Życie podejrzane" pokazującego codzienność mieszkańców śląskich miast: "Co to było, dlaczego te czarno-białe fotografie przykuły mnie do monitora? Poruszyły jakąś czułą strunę, przywołały dzieciństwo, wywołały tęsknotę za człowiekiem. Człowiekiem prawdziwym, często zniszczonym życiem, pokiereszowanym i poobijanym a przecież patrzącym nam przez jankowy obiektyw prosto w oczy i mówiącym: ,,No i co tak się dziwisz? Taki jestem i nikogo nie udaję. Bohaterowie Janka są czasami śmieszni, ale nigdy nie są żałośni. Są przegrani, ale nie pozbawieni marzeń. A co najważniejsze, nie pozbawieni godności. Są ludźmi. Zaufali facetowi z aparatem, a on nigdy ich nie zdradził i nie przehandlował. Nie. Stał się strażnikiem i piewcą ich świata."
Czy są takie fotografie, z których jesteś szczególnie usatysfakcjonowany?
Tak, jak mówiłem wcześniej, lubię wracać do moich bohaterów, nawet po wielu latach. I te powtórzone sesje satysfakcjonują mnie najbardziej. Przykład - w 2008 r. w Nikiszowcu zrobiłem zdjęcie dwóm dziewczynkom w wieku ok. 10-12 lat. W 2015 r. postanowiłem je odszukać. Udało się odnaleźć jedną z nich. Wyobraź sobie wzruszenie wspomnieniem po tylu latach. W 2004 r. w Syrakuzach na Sycylii zrobiłem zdjęcie starszej pani pijącej piwo przy kawiarnianym stoliku. Po prawie dwóch latach odnalazłem Florianę, bo tak jej na imię, przy tym samym stoliku, w tym samym miejscu. Takie chwile dają mi najwięcej radości, inspirują i potwierdzają sens dokumentowania i zapisywania chwil. Mam też w dorobku serię zdjęć znanych muzyków. Udało mi się fotografować takich gigantów jak John Mc Laughlin, Chick Corea, Pharoah Sanders, John Surman, Adam Bałdych, Al Di Meola, Ralph Kaminski, Jan Garbarek, Trilok Gurtu, Krzysztof Penderecki i wielu innych.
Czy jest jakiś wymarzony plener fotograficzny, do którego jeszcze się nie udało dotrzeć lub poprzednie sesje nie poszły po twojej myśli?
Na świecie jest mnóstwo miejsc, które warto pokazać, ale nie dążę do fotografowania wszystkich, wszystkiego i wszędzie. Staram się dokonywać wyborów na miarę swoich możliwości. W 2004 r. trafiłem do Maroka, co zaowocowało wystawą w Sosnowcu. Ostatnio spędziłem prawie pół roku na Sycylii, gdzie odnalazłem raj dla fotografa. Mam na myśli nie tylko miejsca, ale przede wszystkim ludzi, ich życzliwość i otwartość. Planuję wrócić tam na dłużej. Ciągle czekam na to najlepsze zdjęcie - a według fotografów - najlepsza fotografia, to ta, którą dopiero zrobię.
***
Jan Czypionka jest autorem ponad setki reportaży i kilkunastu wystaw indywidualnych w Polsce i we Francji, wielokrotnym uczestnikiem finałów Śląskiej Fotografii Prasowej. Ze śląskim środowiskiem prasowym związany jest od 40 lat. Był naczelnym redaktorem Trybuny Górniczej, prezesem zarządu Wydawnictwa Górniczego, rzecznikiem prasowym Państwowej Agencji Restrukturyzacji Górnictwa, następnie Kompanii Węglowej. Fotoreporter. W 2023 r. wystawiał swoje fotografie na Foto Art Festiwalu w Bielsku-Białej. Jest także autorem albumu "Życie podejrzane" ukazującego codzienność śląskich miast.
Wystawa "Portrety przemysłu", to druga już edycja ekspozycji zatytułowanej "Górników portret prawdziwy". Obie prezentacje przygotowało Śląskie Centrum Wolności i Solidarności przy kopalni Wujek w Katowicach z okazji tegorocznej Nocy Muzeów. Wernisaż odbył się 16 maja br.